Kielce: Kłopoty kieleckiego PKS
Trudna sytuacja w kieleckim PKS. Konta zajął komornik przysłany przez dostawcę paliw i urząd miasta. Na firmowej stacji paliw zawisła kłódka i autobusy muszą tankować w mieście. Widok autobusu kieleckiego PKS tankującego na stacji JET nie powinien dziwić –informuje Gazeta Wyborcza. – Kierowcy szukają najtańszej stacji w mieście, bo mamy kłopoty z dostawami paliwa i nasz dystrybutor jest pusty – przyznaje Grzegorz Kowalczyk, od 1 września prezes kieleckiego PKS. Na stacji benzynowej prowadzonej przez PKS zawisł napis 'Zamknięte’. Kłopoty z paliwem zaczęły się podczas wakacji, gdy dostawy wstrzymała firma Mante, z którą PKS Kielce podpisał umowę. – To z powodu zadłużenia. Z dokumentów, które posiadam, wynika, że ostatnia partia paliwa dotarła do nas w lipcu i wtedy też zapłacono ostatnią ratę – mówi Kowalczyk. Na dodatek firma paliwowa za pośrednictwem komornika rozpoczęła windykację należności i zajęła konto spółki. – Teraz wprawdzie część zadłużenia spłaciliśmy, ale dostaw jeszcze nie wznowiono – wyjaśnia Kowalczyk. Podkreśla, że negocjacje trwają i prawdopodobnie dostawy będą wznowione. – Ale ja jestem szefem od 1 września, a kłopoty były wcześniej – mówi Kowalczyk. Sam nawiązał kontakt z innym dostawcą. – Nowa firma udzieliła nam kredytu kupieckiego i już odebraliśmy kilka beczek po 30 tysięcy litrów oleju napędowego. Jednak po pożarze w Możejkach są kłopoty z regularnymi dostawami. Dziennie potrzebujemy 6 tys. litrów oleju. Wtedy nasi kierowcy jadą tankować do miasta – wyjaśnia Kowalczyk. Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, że na stacjach kierowcy płacą gotówką i dzięki temu nie ma kłopotów z zajętymi przez komornika kontami. Windykację długów PKS rozpoczęto też na zlecenie kieleckiego ratusza. – Chodzi o zaległy podatek od nieruchomości – informuje Dorota Polak, dyrektor wydziału podatków kieleckiego ratusza. We wrześniu PKS wpłacił część zaległości. – Zgodnie z przepisami windykacją są objęte tylko sumy z zaległych rat, a nie cała kwota – podkreśla dyrektor Polak. Prezes Kowalczyk przyznaje, że sytuacja firmy jest ciężka. – Staramy się spłacać zaległości i kolejne raty postępowania układowego, a załoga dostaje terminowo wypłaty. Nie ma mowy o upadłości firmy i zwolnieniach grupowych – podkreśla Kowalczyk. Podobnego zdania jest Józef Fiącek, przewodniczący rady nadzorczej PKS Kielce. – Powstaje program naprawczy, w firmie poprawiła się atmosfera. Myślę, że PKS może wyjść na prostą – podkreśla Fiącek. Jego zdaniem, obecna sytuacja to efekt działań poprzedniego zarządu. Wczoraj do NIK wpłynął wniosek obecnego zarządu PKS o przeprowadzenie kontroli w tej firmie. Prezes Kowalczyk podkreśla, że ma kilka pomysłów na to, jak poprawić kondycję firmy. – Na razie ich nie zdradzę. Myślę, że może uda się kupić kilka używanych autobusów w niezłym stanie – twierdzi.