Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Czerwone światło oznacza stój

infobus
13.12.2013 21:07
0 Komentarzy
Na łamach portalu Gazety wyborczej Gazety kierowca PolskiegoBusa, który w środę wieczorem przez prawie dwie godziny stał na skrzyżowaniu w Wólce Kosowskiej, tłumaczy, dlaczego w przeciwieństwie do innych pojazdów nie zdecydował się na przejazd przy zepsutej sygnalizacji. Ciągle paliło się czerwone światło. Kierowca nie chciał jechać dalej, a pomoc ze strony policji czy pogotowia sygnalizacyjnego nie nadchodziła. Dopiero po dwóch godzinach interwencja policjantów rozwiązła całą sytuację. Oczywiście w pierwszychmedialnych doniesieniach kierowca zostałnapiętnowany za rygorystyczne trzymanie się przepisów. Gdyby jednak przejechał, czyż następnego dnia nie pojawiły się w internecie tak modne ostatnio filmy lubzdjęcia z tego zdarzenia, a prowadzący autokar nie zostałbym oskarżony o łamanie przepisów? Pewnie tak. Poniżej prezentujemy list do redakcji kierowcy PolskiegoBusa, który tłumaczy całą sytuację. Oto jego wersja wydarzeń: -„Na skrzyżowaniu al. Krakowskiej z ulicą, której nazwy nie znam, a która prowadzi do chińskiego centrum handlowego w Wólce Kosowskiej, utworzył się zator uliczny. W miarę zbliżania się do ww. skrzyżowania okazało się, że przyczyną zatoru jest uszkodzona sygnalizacja świetlna, która dla kierunku do jazdy na wprost (w stronę Radomia) wyświetlała w sposób stały sygnał czerwony. Jeszcze przed dojechaniem do sygnalizatora zadzwoniłem pod nr alarmowy 112, informując o problemie z sygnalizacją na skrzyżowaniu. Operatorka poinformowała mnie, że o sytuacji wiedzą (nie byłem pierwszą osobą zgłaszającą ów stan), że służby również są powiadomione i jadą na miejsce. Na moją prośbę o przysłanie patrolu Policji do pokierowania ruchem usłyszałem: 'Policja jest powiadomiona’. Połączenie miało miejsce kilka minut przed godziną 18.45.O godz. 18.45 dojechałem do sygnalizatora, i zgodnie z art. 95 §1 pkt. 3) Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych zatrzymałem się przed linią zatrzymania oraz sygnalizatorem, oczekując na wyświetlenie się sygnału zezwalającego na wjazd na skrzyżowanie (sygnał koloru zielonego lub pulsujący sygnał koloru żółtego) lub przyjazd Policji, która jest jedną ze służb uprawnionych do kierowania ruchem drogowym (art. 6 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym). W tej samej minucie postanowiłem jeszcze raz zadzwonić po policję, tym razem pod nr 997 (ślad tego połączenia znajduje się w historii połączeń mojego prywatnego telefonu komórkowego). Moje zgłoszenie zostało przyjęte przez oficera dyżurnego, jak również otrzymałem zapewnienie, że patrol przyjedzie na miejsce.
Na takie, a nie inne zachowanie zdecydowałem się wyłącznie ze względów bezpieczeństwa, gdyż uznałem, że nieprzepisowy przejazd na permanentnie wyświetlanym czerwonym sygnale może spowodować realne zagrożenie w ruchu drogowym, zwłaszcza że na moich oczach dochodziło do dość niebezpiecznych sytuacji, kiedy to inne samochody, ciężarówki i autobusy przejeżdżały przez skrzyżowanie na wprost, nie wiedząc tak naprawdę, jakie światło pali się dla kierunku prostopadłego. Kierując się odpowiedzialnością przede wszystkim za 19 pasażerów, ale i za siebie oraz powierzony mi autokar, podjąłem decyzję o całkowicie przepisowym zachowaniu się w tej konkretnej sytuacji. Ponadto miałem świadomość tego, że w przypadku, gdy zdecyduję się wjechać na czerwonym świetle, a dojdzie do najdrobniejszej nawet kolizji, to wina automatycznie zostanie przypisana mi jako popełniającemu wykroczenie w ruchu drogowym i nikt nie usprawiedliwi mnie zepsutą sygnalizacją świetlną.
10 minut później, o godz. 18.55, zeszli do mnie z górnego pokładu pierwsi pasażerowie, którzy zapytali mnie, jak długo mam zamiar stać, bo przecież światła są zepsute i w takiej sytuacji – według nich – mogę przejechać przez skrzyżowanie. Gdy poinformowałem ich o obowiązującym stanie prawnym oraz poprosiłem o podanie przepisu, na podstawie którego mogę przejechać przez skrzyżowanie, nie otrzymałem żadnej odpowiedzi. W moją stronę skierowane natomiast zostały słowa obraźliwe, m.in. że 'mam problemy ze sobą’, 'chyba pana popier**liło’, że jestem 'idiotą’, że 'nie powinienem kierować takim autobusem’ oraz pytanie, kto mi dał prawo jazdy. Chociaż słowa te nie były dla mnie miłe, cały czas zachowywałem stoicki spokój, rzeczowo i kulturalnie informowałem pasażerów o aktualnej sytuacji, m.in. że policja jest powiadomiona i przyjedzie na miejsce. Dysponuję niezbitym dowodem w tej sprawie, jak również mam świadka, który dokładnie słyszał inwektywy kierowane wobec mnie i w razie potrzeby mogę udostępnić dane tej osoby. W końcu jeden z pasażerów zapytał mnie, czy jest możliwość skontaktowania się z dyspozytorem i po uzyskaniu odpowiedzi twierdzącej poprosił mnie o poinformowanie dyspozytora o zaistniałej sytuacji, co też niezwłocznie uczyniłem o godz. 18.55 (ślad połączenia znajduje się m.in. w historii połączeń służbowego telefonu komórkowego, rozmowę słyszał też ww. świadek). Cały czas miałem nadzieję na 'odwieszenie się’ sygnalizacji świetlnej lub szybki przyjazd policji. Dyspozytor został przeze mnie poinformowany o zaistniałej sytuacji.
O godz. 19.50 przyjechał w końcu policyjny radiowóz (zbiegło się to w czasie z przyjazdem ekipy konserwatorskiej sygnalizacji świetlnej). Policjant pokierował ruchem na skrzyżowaniu, zostałem wylegitymowany w związku z wezwaniem pasażerów i o godz. 19.58 ruszyłem w dalszą trasę. Do Radomia przyjechałem o 21.01, czyli opóźniony 76 min. Na dworcu w Radomiu podszedł do mnie jeden pasażer, który powiedział, że mnie rozumie i że postąpiłem właściwie, jak również, że nie przyłącza się do reszty pasażerów, którzy werbalnie usiłowali zmusić mnie do dalszej jazdy. Niestety nie mam żadnych jego danych, gdyż po prostu nie spodziewałem się, że z przestrzegania przepisów wyniknie taka afera. Reasumując: decydując się na zatrzymanie przed sygnalizatorem, nie miałem złych intencji, kierowałem się przede wszystkim względami bezpieczeństwa i przepisami PoRD i Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych. Przyznaję, iż nie spodziewałem się, że Policja, na którą każdy obywatel powinien móc liczyć w potrzebie, wykaże się taką opieszałością. Wyrażam ubolewanie, że pasażerowie dłużej odbywali tę podróż, jednak priorytetem dla mnie było bezpieczne dowiezienie ich do celu.”

Komentarze