Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Dlaczego doszło do katastrofy w Szczekocinach?

inforail
04.03.2012 16:18
0 Komentarzy
O 20:57 w sobotę, 3 marca 2012 roku, zderzyły się dwa pociągi. Jadący z Przemyśla do Warszawy Wschodniej TLK „Brzechwa”(31100) torem nr 1 oraz poruszający się po torze niewłaściwym (ten sam tor nr 1) InterRegio „Jan Matejko”(13126) z Warszawy Wschodniej do Krakowa. Dlaczego doszło do katastrofy kolejowej, w której zginęło 16 osób, a 58 zostało rannych (stan na 4.03.2012 roku, godz. 16:00)?
Wszystkie istotne urządzenia, jeśli chodzi o pracę dyżurnego ruchu, są plombowane –powiedział TVN24 Andrzej Pawłowski, członek zarządu PKP PLK. Komisja, która bada przyczyny wypadku, w pierwszej kolejności zabezpiecza takie urządzenia. Jeżeli jakiekolwiek manipulacje były na nich prowadzone to będzie można to w prosty sposób udowodnić. Dotyczy to tak dyżurnych ruchu jak i samych maszynistów. Ich pracę również rejestrują konkretne przyrządy. Dyżurni ruchu zostali poddani badaniu alkomatem – byli trzeźwi –dodał Pawłowski. Spółka odpowiedzialna za infrastrukturę kolejową w Polsce odmawia jakichkolwiek komentarz na temat możliwych przyczyn katastrofy.
Katastrofa kolejowa w Szczekocinach (foto: PAP)
– Centralna magistrala jak na nasze warunki spełnia najwyższe standardy. Dziwi, że do zdarzenia doszło akurat w tym miejscu. Być może jest większe prawdopodobieństwo, że to czynnik techniczny niż ludzki miał na to wpływ –mówi Programowi trzeciemu Polskiego Radia dr Michał Beim ekspert Instytutu Sobieskiego. – To sytuacja niezmiernie rzadka, że pociąg znajduje się na torze, który nie służy domyślnie do jazdy w jego kierunku. Dochodzi do niej jak ktoś albo coś – bo to są też elektroniczne systemy kierowania ruchem – nakazuje wjazd na tzw. lewy tor –dodaje. System posiada zabezpieczenia w postaci sygnalizacji kolejowej, która przyznając zielone światło dla jednego kierunku torów, automatycznie przydziela czerwone dla drugiego. – Natomiast czy technika, czy ktoś z ludzi mógł zawinić w tej sytuacji, która miała miejsce wczoraj, czyli czy program komputerowy ma lukę lub błąd, czy ktoś nakazał wjazd, czy któryś z maszynistów nie dostrzegł sygnałów, to wyjaśni stosowna komisja państwowa. Komisja będzie sprawdzać jak działała sygnalizacja świetlna i sterowanie ruchem kolejowym, zwrotnice –mówi Beim.
– Polska inwestuje bardzo mało w kolej jako system transportu w porównaniu do krajów europejskich. Z drugiej strony kolej jest w miarę bezpieczna, bo jeździ wolno. Jeżeli stan infrastruktury jest zły, to jeździmy 20-30 kilometrów na godzinę. W związku z tym ewentualne skutki zdarzeń są niewspółmiernie niskie do prędkości –powiedział PAP Piotr Kazimierowski, prezes związku pracodawców 'Forum Transportu Szynowego’. Pytany przez PAP o możliwe przyczyny sobotniej katastrofy, Kazimierowski wymienił błąd człowieka, błąd urządzeń mechanicznych lub 'błąd procedur’. – Na pewno do chwili, kiedy zapadnie ostateczna decyzja komisji badania wypadków kolejowych, trudno cokolwiek powiedzieć na ten temat – podkreślił.
Niewłaściwie ustawienie tzw. głowicy rozjazdowej, czyli całego zespołu rozjazdów znajdujących się na szlaku. Rozjazdami steruje dyżury ruchu, ale nie wiadomo, czy to on popełnił błąd. Mogło dojść do awarii, na przykład któryś z rozjazdów mógł być niesprawny. To wykaże dochodzenie specjalnej komisji. Wszystkie rozjazdy są plombowane i można bez kłopotu ustalić w jakim stanie technicznym były w momencie katastrofy. Na razie wiemy tylko, że dyżurni ruchu byli trzeźwi –mówi Gazecie Wyborczej dyżurny ruchu z 20-letnim stażem Grzegorz Herzyk. Nikt nie wie, że dyżurny ruchu odpowiada nie tylko za to, co dzieje się na torach, ale musi też być jednocześnie palaczem i sprzątaczką w swoim miejscu pracy. Po kolejnych restrukturyzacjach PKP spadają na nas kolejne obowiązki. Są dworce, gdzie dyżurni muszą sprzedawać równocześnie bilety i zapowiadać pociągi. To absurd. Dlatego chcemy, by przy badaniu przyczyn tej katastrofy rzetelnie ocenić też tzw. czynniki towarzyszące. Wiemy na przykład, że do katastrofy doszło w momencie, gdy dyżurni rozpoczynali swój 12 godzinny dyżur (byli w tzw. pierwszej kwarcie). Ale nie ma pewności, że byli wypoczęci. Zarobki oscylują na poziomie 2,1 tys. zł na rękę. Ludzie muszą jakoś dorabiać –dodaje Herzyk.
– Jest coraz gorzej z bezpieczeństwem polskiej kolei. Liczą się pieniądze, a nie zdrowie i życie ludzkie. Jako związek apelowaliśmy po poprzednich katastrofach o zmianę podejścia, ale sytuacja się nie zmieniła, doszło do kolejnej tragedii – powiedział przewodniczący Sekcji Krajowej Kolejarzy NSZZ Solidarność Henryk Grymel o katastrofie kolejowej w okolicach miejscowości Szczekociny koło Zawiercia. – Urząd Transportu Kolejowego nie wywiązuje się ze swoich zadań, obecnie nie ma szefa. Kontrolowana jest czystość toalet i ubiór pracowników, a nie stan techniczny taboru, torów. Nie jest sprawdzany poziom wyszkolenia maszynistów, czy mają odpowiednie certyfikaty. W wielu przypadkach warunki pracy są urągające. Oszczędności na kolei doprowadzają do takich wydarzeń, jak w sobotę. Bezpieczeństwa nie da się wycenić – podsumował Grymel.
Na razie nie można mówić nawet o hipotetycznych przyczynach tragedii – poinformował Tomasz Ozimek z częstochowskiej prokuratury okręgowej. Prowadzone są także czynności zmierzające do zabezpieczenia dokumentacji w placówkach kolejowych, które mogą odpowiadać za spowodowanie tej katastrofy –dodał. Śledztwo prowadzi Prokuratura Okręgowa z Częstochowy.

Komentarze