Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Trójmiasto: Zatoka pełna tramwajów wodnych

infotrans
03.06.2008 16:53

Tramwaje wodne robią zawrotną karierę. Dowód – tylko w ubiegłym roku skorzystało z nich pół miliona osób. Mogłoby więcej, ale bez nowoczesnych jednostek i nowych nabrzeży trudno będzie w znaczący sposób pobić ten wynik. Pierwsze tramwaje wodne wypłynęły na Zatokę Gdańską w 2006 r. – równocześnie i niezależnie od siebie uruchomiły je Gdańsk i Gdynia. Popularność tego środka komunikacji zaskoczyła wszystkich. W pierwszym sezonie kursowania tramwajów liczba chętnych często przekraczała ilość miejsc na statkach. Tanie bilety (normalny z Gdańska na Hel kosztuje 16 zł, a z Gdyni na Hel 10 zł) sprawiły, że kolejki przed kasami ustawiały się już od piątej rano. W pierwszym roku funkcjonowania z Gdyni na Hel popłynęło 284 tysięcy pasażerów. Średnia frekwencja wyniosła 71 proc. Natomiast gdańskie tramwaje wodne przewiozły 189 tysięcy osób, przy średnim 56-proc. wypełnieniu statków. W ubiegłym roku tramwaje cieszyły się jeszcze większą popularnością. Przez ich pokłady przewinęło się o 10 proc. więcej pasażerów, niż rok wcześniej. Frekwencja była jednak nieco niższa. Średnio tramwaje wypełnione były w 58 proc.
– To dlatego, że w 2007 roku kursowało więcej większych jednostek – tłumaczy Antoni Szczyt, wiceszef wydziału gospodarki komunalnej gdańskiego magistratu. – Stąd niższa frekwencja. Mimo to gdańskie tramwaje wykonały aż 1990 kursów. Nie to nas jednak martwi. Największym problemem dla przewoźników jest pogoda. W deszczowe dni zainteresowanie spada o kilkadziesiąt procent.
Dodatkowo nie wszystkie jednostki mogą pływać przy silniejszych wiatrach. Z tego powodu w ub. r. odwołano 190 rejsów. Mniejsze jednostki, obsługujące linie Gdańsk – Sopot oraz Sopot – Hel, mogą pływać, gdy siła wiatru nie przekracza 4 st. w skali Beauforta. Katamarany, które pływają z Gdyni na Hel i do Jastarnii oraz z Gdańska na Hel mogą kursować nawet wtedy, gdy wiatr wieje z prędkością 9 st. w skali Beauforta.
Mimo tak dużego zainteresowania tramwaje na siebie nie zarabiają. Zarówno do gdyńskich, jak i gdańsko-sopockich połączeń, trzeba dopłacać. ZTM Gdańsk w 2007 r. na kursowanie statków wydał 4 mln zł, z czego wpływy z biletów wyniosły blisko 2,2 mln zł. Z kolei gdyńskie połączenia kosztowały 3,5 mln zł, a z biletów uzyskano 2,2 mln zł. Brakujące kwoty pokrywają miasta do których zawijają tramwaje. Dopłaca też marszałek województwa oraz Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Gdańsku. Dopłaty jednak nikogo nie zniechęcają.
– Tramwaj wodny stał się jedną z wizytówek naszego regionu. Wiele przyjeżdżających do nas delegacji koniecznie chce odbyć podróż statkiem po zatoce – mówi Szczyt.
Taki też był zamysł pomysłodawców uruchomienia tramwajów wodnych. Dodatkowo miały też one przyczynić się do zmniejszenia natężenia ruchu samochodowego na Półwyspie Helskim oraz propagować turystykę rowerową poprzez tani przewóz rowerów. – Wszystkie cele zostały zrealizowane, tramwaje funkcjonują bardzo dobrze i cieszą się nie słabnąca popularnością. Dlatego ocenianie ich tylko przez pryzmat wyników finansowych mija się z celem. Ich uruchomienie przyniosło regionowi wiele korzyści których nie da się przeliczyć na pieniądze – dodaje Antoni Szczyt.
Wiele do życzenia pozostawia jednak stan samych jednostek. Szansą na pojawienie się nowych statków mógłby być wspólny przetarg Gdyni i Gdańska na obsługę tramwajów wodnych na wieloletni okres. Tylko wtedy nowemu operatorowi mogłoby się opłacać zainwestowanie w nowocześniejsze jednostki.
– Na razie nie ma szans na rozpisanie takiego przetargu. Oceniamy, że rynek nie jest na tyle rozwinięty, aby ktoś zainwestował bardzo duże pieniądze w nowe jednostki – uważa Maciej Lisicki, wiceprezydent Gdańska ds. polityki komunalnej.
W najbliższym czasie ma się jednak rozwinąć siatka połączeń. Gdańsk planuje uruchomić linie na Wyspę Sobieszewską oraz do Stegny.