Szczucin: Ładowarka zasięrzutna i baba
Ładowarka zasięrzutna ŁM-50 to tylko jeden powód, by odwiedzić muzeum drogownictwa w Szczucinie – czytamy w Gazecie Wyborczej. Drugim jest pomysłodawca tego miejsca, który wie, dlaczego nasze jezdnie są pełne kolein i czym się skończy tęsknota za autostradami. Wydział historii drogownictwa Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad w Szczucinie;pod tą barwną nazwą kryje się przedsięwzięcie Marcelego Bochenka – drogowca, który 16 lat temu zamarzył o miejscu, gdzie będzie mógł zgromadzić wszystko, co ma związek z budową dróg. Teraz jest już dalej niż w pół drogi do celu. Ma budynek z salami na ekspozycje, który zastąpiły barak będący początkiem muzeum. Ma mnóstwo eksponatów – starych maszyn – zadbanych bardziej, niż gdy były używane.
A w środku? Kawał historii w dokumentach, starych urządzeniach, makietach przygotowywanych przez inżynierów jeszcze w międzywojniu i wreszcie scenki z budowy dróg zaaranżowane przy pomocy historycznych narzędzi oraz naturalnej wielkości figur woskowych.
Na zewnątrz ścieżka, przy której prócz ładowarki zasięrzutnej stoi jeszcze kilkadziesiąt innych cudów techniki, liczących sobie zarówno lat kilkanaście jak i ponad sto. Każdy stoi zaś na wykonanej przez pracowników muzeum historycznej nawierzchni (od drogi kreteńskiej po bruk szczuciński), obok zaś przekrój podłoża. Obok pracownik muzeum, który wszystko wie, wszystko wyjaśni. Obok kafar i baba. Działają.
Jak przyznaje Marceli Bochenek, w muzeum goście nie pojawiają się często. Zwykle są to zresztą mieszkańcy okolicznych miejscowości. Ojcowie z synami, obydwaj z takim samym zainteresowaniem oglądający walce. Chłopcy ze swymi dziewczętami, które nudzą się na ławce, podczas gdy oni biegają między historycznymi maszynami.
Nie ma się co dziwić. Muzeum w Szczucinie jest odległe o 100 km od Krakowa, o 40 km od Tarnowa. Drogi, które do niego prowadzą, też można by zaliczyć do eksponatów muzeum, gdyby nie to, że codziennie przewalają się przez nie dziesiątki tysięcy pojazdów. O muzeum trzeba wiedzieć, by znaleźć okazję do wstąpienia. A kiedy już się to uda, jak w miniony weekend podczas Muzeobrania, uwaga na pana Bochenka. Nie wypuści ze swych rąk, póki nie opowie najważniejszych rzeczy. Póki nie będzie pewien, że kto wstąpił do muzeum, wyjdzie z niego pewien, że wszystko zrozumiał. Tu zwiedzającego traktuje się jak gościa. Szczegóły: http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,5744507,Szczucin__ladowarka_zasierzutna_i_baba.html?skad=rss .