Polski transport publiczny tkwi w zapaści
Obowiązkiem państwa jest zagwarantowanie społeczeństwu szerokiego dostępu do rozbudowanej sieci transportu publicznego. Jego koszty powinny być możliwie najniższe.
Dla rozwoju kraju kluczowy jest transport drogowy. W Polsce przeżywa on kryzys ekonomiczny, organizacyjny i techniczny, który najdotkliwiej dotknął krajowe przewozy pasażerskie. Wolny rynek przyniósł wyraźne załamanie istniejącego układu komunikacyjnego. Obecnie nie ma narzędzi prawnych, które służyłyby rozwojowi tej branży, a akty prawne –tworzone zresztą zbyt wolno –nie spełniają oczekiwań środowiska i nie rozwiązują jego najważniejszych problemów.
Porównanie sytuacji publicznego transportu samochodowego w Polsce np. z Niemcami, Czechami czy Słowacją, prowadzi do jednej konkluzji –jesteśmy daleko od naszych sąsiadów. Bliżej nam do modelu występującego w krajach Trzeciego Świata, cechującego się m.in. brakiem nadzoru organizacyjnego ze strony władz. Charakterystyczny dla tych krajów jest niezorganizowany i bezrozkładowy transport samochodowy pozbawiony kontroli jakości, który dominuje także w najbiedniejszych rejonach wschodniej i południowej Polski (choć trzeba przyznać, że obejmuje tylko kilka procent krajowego rynku transportu zbiorowego). Dworce w tych rejonach usytuowane są często w miejscach nie przystosowanych do obsługi pasażerów. Przewoźników nie obowiązują przystanki, postój możliwy jest w dowolnym miejscu –często niebezpiecznym. Ponadto brakuje należytej obsługi technicznej i serwisu. Zdarzają się przypadki przewozu zbyt dużej liczby podróżnych. Przedsiębiorcy „bezrozkładowi”konkurują z „zorganizowanymi”ceną. Dlatego nierzadko do napędzania pojazdów wykorzystują olej opałowy lub paliwo pochodzące z nielegalnego źródła. Często jeżdżą pojazdami wyeksploatowanymi, nie spełniającymi norm bezpieczeństwa i ochrony środowiska.
W Polsce brakuje jasnych regulacji organizowanego przewozu zbiorowego osób. Nieokreślony jest organ administracji, który na poziomie ponadgminnym koordynuje i zapewnia ciągłość tych usług.
Sytuacja transportu drogowego nie dziwi jednak, gdy weźmie się pod uwagę, że brakuje nawet definicji biletu. Konfederacja Pracodawców Polskich oraz przewoźnicy regionalni i międzymiastowi zwracają uwagę na konieczność podjęcia działań, które pozwoliłyby wreszcie uregulować tę kwestię. Obecnie zapisy dotyczące formy biletu zawarte są w ustawach prawo przewozowe, o transporcie drogowym oraz w zapisach regulujących stosowanie kas fiskalnych w transporcie zbiorowym. Ich treść nie pozwala na jednoznaczną interpretację. Tymczasem, jak wskazują przedsiębiorcy, definicja biletu powinna odpowiadać wydrukowi z bileterek fiskalnych, posiadających aprobatę Ministerstwa Finansów. Są one od wielu lat stosowane przez przewoźników funkcjonujących zgodnie z prawem.
Zdaniem KPP, definicja powinna określać następujące elementy biletu:
– Pełną nazwę firmy,
– Trasę przejazdu z wyszczególnieniem przystanku wejścia i przystanku końcowego,
– Dystans,
– Datę i godzinę wydrukowania biletu,
– Rodzaj zastosowanej ulgi ustawowej (o ile wydany został bilet ulgowy),
– Cenę i kwotę podatku VAT.
Przewoźnik zaś powinien mieć ustawowy, bezwzględny obowiązek wydawania pasażerom biletów zaraz po wejściu do autobusu.
Obecnie w usługach transportowych dopuszczone jest stosowanie kas fiskalnych przeznaczonych do ewidencji sprzedaży usług innych niż przewóz osób. Nieuczciwi przewoźnicy wykorzystują to do nadużyć. Prowadzą komunikację bez pełnej dokumentacji, na trasach i w godzinach innych niż te, na które mają zezwolenie. Prowadzi to do nieprawidłowości w ewidencji przychodów i VAT, umożliwia zaniżanie kolejnych podatków.