Okiem związkowca: Czy jesienią będą strajki w komunikacji miejskiej?
Badania wielu wyspecjalizowanych instytucji od określania nastrojów społecznych wskazują na rosnące niezadowolenie coraz to większych grup obywateli z powodu pogarszających się warunków życia. Swoje badania, analizy, ocenę sytuacji robią także związkowcy w przedsiębiorstwach komunikacji miejskiej. Jeśli w przypadku większości niezadowolonych obywateli największą rolę odgrywają rosnące ceny żywności, energii, kosztów utrzymania mieszkań, to w przypadku związkowców na wpływ ich niezadowolenia wpływają także warunki wykonywania codziennej pracy. Wysoka cena paliw, coraz bardziej zatłoczone ulice, brak konkretnych planów rozwojowych komunikacji. Odcięcie się samorządów od jej finansowania i planowania, co pośrednio wpływa także na bezład organizacji komunikacji w planach perspektywicznych (planowanie ciągów komunikacyjnych, zatoczek dla autobusów, itd.). To wszystko wpływa na wzrost niezadowolenia pracowników komunikacji miejskiej. Coraz bardziej widoczny bezład samorządów w sprawie swojej komunikacji miejskiej czy międzymiastowej coraz bardziej odbija się na obcinaniu jej dofinansowania, a to z kolei pośrednio odbije się na wzroście płac czy zakupie nowego taboru. Coraz częściej słychać o braku funduszy na komunikację. Mówi się także o braku pieniędzy na zwroty za przejazdy ulgowe (istnieje realna groźba, iż może zabraknąć pieniędzy na refundację przejazdów ulgowych za listopad i grudzień 2008 roku). To także pośrednio może się odbić na zamrożeniu płac pracowników komunikacji miejskiej a i także ograniczeniu funkcjonowania firm (zawieszenie ilości kursów czy likwidacja deficytowych linii). A ograniczenie funkcjonowania, to możliwe kolejne zwolnienia i spowolnienie inwestycji komunikacyjnych.
Jak zatem widać sprawa staje się coraz bardziej dramatyczna.
Toczące się od wielu miesięcy negocjacje związkowców z pracodawcami w przedsiębiorstwach komunikacji miejskiej w Bydgoszczy, Rzeszowie, na Górnym Śląsku i kilku innych miastach, które nie przynoszą konkretnych rozwiązań także przyczyniają się do wzrostu niezadowolenia. Konkretnych rozwiązań, to znaczy działań długofalowych nastawionych na systematyczny wzrost wynagrodzeń i rozwój firm. Ich modernizację, dostosowanie do obecnych realiów i wymagań rynku. Wprowadzanie nowoczesnych rozwiązań technicznych i technologicznych.
Związkowcy widząc niemożność załatwienia nie tylko swoich spraw płacowych, ale także przyszłości ich firm, coraz częściej rozmawiają o zwiększeniu swoich wysiłków w celu osiągnięcia założonego celu. Coraz częściej mówi się o potrzebie zjednoczenia w większą grupę kilku czy kilkunastu przedsiębiorstw komunikacyjnych w walce o swe żądania. O potrzebie tworzenia demonstracji, strajków solidarnościowych czy nawet sparaliżowaniu komunikacji miejskiej w połączeniu z komunikacja regionalną w ramach strajku generalnego.
Co prawda są to tylko jak na razie pomruki, które właściwie w obecnych warunkach polskich tylko nimi pozostaną, ale nie należy z tego powodu rny Śląsk, Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, itp.). Zorganizowanie się w jedność związkowców z firm komunikacyjnych na mniejszym obszarze jest zawsze łatwiejsze niż w skali regionów, gdzie mimo wszystko występują czasami duże różnice w zarobkach na podobnych stanowiskach. Firmy działające na mniejszym terenie z różnych względów najczęściej stwarzają takie same warunki wynagrodzenia a to potrafi jednoczyć ludzi. Praktyka stosowana przez zarządy firm, która miała doprowadzić do wyrównania szans na rynku, zmniejszenia swoich kosztów, teraz może obrócić się przeciwko nim. Może stać się przyczynkiem do łatwiejszego jednoczenia się ludzi niezadowolonych ze swoich zarobków.
Optymiści liczą na to, że organizacje związkowe w przedsiębiorstwach komunikacji miejskiej nie połączą się zbyt szybko miedzy innymi z powodu mnogości ich występowania czy innych metod dochodzenia do swoich racji. Także z powodu zbyt małej liczebności członków. W pewnym sensie mają rację, ale nie do końca. Otóż, jeśli związkowcy skupieni w organizacjach przy OPZZ czy „Solidarności”jeszcze bardziej nastawiają się na negocjacje, rozmowy, to właśnie związkowcy z mniejszych organizacji są bardziej zdeterminowani na rozwiązania siłowe w postaci demonstracji, strajków. Miedzy innymi związkowcy z „Sierpnia 80”dochodzenie do swoich racji widzą przede wszystkim na ulicy. Trafienie z odpowiednimi hasłami do związkowców z innych organizacji czy niezrzeszonych jest tylko kwestią czasu. Niewątpliwie „oliwą do ognia”będą zmiany w kodeksie pracy, które ograniczą prawa związkowców i pozwolą pracodawcom nawet na zwalnianie, co bardziej „hałaśliwych”związkowców czy stosowanie lokautu w przypadku strajku.
Patrząc na historię polskiego ruchu związkowego na ogół właśnie zwalnianie z pracy związkowców było niejednokrotnie przyczynkiem do poważnych strajków czy nawet zrywów społecznych podobnych do tych z lat pięćdziesiątych, sześćdziesiątych, osiemdziesiątych. I znowu prawo tworzone przez pracodawców, które ma im ułatwić zarządzanie może się stać „kijem o dwóch końcach”. Bolesnym a nieuzdrawiającym.
Gigantyczne podwyżki cen regulowanych, energii elektrycznej, benzyny, oleju napędowego, gazu, znaczący wzrost cen żywności, bardzo duży wzrost stóp procentowych, wzrost wartości złotego, zarówno do dolara w niesłychanej skali (13 proc., a będzie pewnie więcej), jak i euro, przełożą się na olbrzymi wzrost kosztów utrzymania, a to będzie powodować wzrost presji płacowej. Nikt tego nie będzie chciał zaakceptować przy takim wzroście kosztów utrzymania, a to właśnie proponuje rząd. Zakładając dodatkowo, że nałożą się na to problemy ze skonstruowaniem budżetu na rok 2009 może to uczynić związki zawodowe prawdziwym centrum opozycji wobec rządu lub uczynić ze związków partnera społecznego, który skanalizuje protesty i umożliwi negocjacje i ostateczny konsensus. Wiedzą o tym związkowcy z dwóch najbardziej liczebnych organizacji, których członkowie w wielu firmach komunikacji miejskiej przekraczają ponad 50 procent zatrudnionych. Związkowcy z OPZZ i „Solidarności”. Chcą to wykorzystać i trzeba być pewnym, że wykorzystają. To właśnie oni mogą zjednoczyć się we wspólnej walce o płace i przyszłość firm, co już niejednokrotnie udowodnili w przeszłości. A mniejsze związki, które występują na terenie zakładów mogą przyłączyć się do tych dwóch największych. Jeśli nawet nie wszystkie to w zdecydowanej większości. Wówczas protest będzie popierało czasami nawet 70 procent załogi, a to już jest siła, która może stworzyć poważne zagrożenie protestem pracowniczym do strajku włącznie. A na fali niezadowolenia „popłyną”także i te mniejsze, bardziej „hałaśliwe”związki.
Jak zatem widać oprócz przyczynków do niezadowolenia pracowników komunikacji miejskiej z powodów ekonomicznych mogą dojść także te polityczne, społeczne związane z obroną praw pracowniczych, związkowych.
Obserwując działalność związkowców w firmach komunikacyjnych, coraz częściej można zaobserwować, że także w temacie naruszania praw związkowych coraz częściej szukają odpowiedniego poparcia załóg, także z poza swojej organizacji. Niektórzy nazywają to szukaniem punktów zapalnych. W pewnym sensie tak jest, ale raczej trzeba to postrzegać jako swoistego rodzaju sondowanie opinii, sprawdzanie gotowości pracowników do poparcia większych żądań. A te większe, nie zawsze będą miały na celu wywalczenie podwyżki czy lepszą przyszłość ich firmy. Za niektórymi mogą się kryć konkretne żądania personalne czy to w postaci zwolnień „niewygodnych”ludzi z kadry kierowniczej czy wprowadzenia swoich związkowców do kadry kierowniczej. A z taką możliwością trzeba się liczyć. Jej zrealizowanie jako „mały dodatek”do wystawionych żądań może być podchwycony przez „szukające wrażeń”media, które w skuteczny sposób zmienią słuszne poniekąd żądania w walkę polityczna działaczy i w ten sposób ewentualne poparcie społeczne dla żądań pracowników firm komunikacyjnych zminimalizują. Doprowadzą do dalszego wzrostu niezadowolenia społecznego.
Dlatego też ważnym jest, aby przy organizacji protestów nie doprowadzić do ugrywania własnych, prywatnych interesów działaczy związkowych. Czy zawsze się to uda? Trudno powiedzieć, jednak liczyć trzeba na rozwagę przywódców protestów, że ewentualne protesty będą dokładnie przygotowane, opatrzone odpowiednią informacją dla społeczeństwa i wykluczające możliwości pozyskiwania dodatkowych przywilejów dla wybranych osób a nie całej załogi.
Na jesień planowane są kolejne podwyżki cen energii elektrycznej, paliw, gazu dla większych odbiorców. Wśród nich będą także przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej, dla których nośniki energii są podstawowym czynnikiem wpływającym na koszty funkcjonowania. Zwiększenie kosztów funkcjonowania to ograniczenie możliwości podwyżek dla pracowników. To także musi się odbić na nastrojach pracowników. Ale czy może się stać przyczynkiem do strajku podobnego do tych, które wstrząsnęły i nadal wstrząsają zachodnią Europą żądające obniżenia cen benzyny, oleju napędowego, energii elektrycznej? Raczej nie, albowiem, co z przykrością trzeba przyznać, świadomość pracowników komunikacji miejskiej nie jest aż tak duża jak ich kolegów z zachodniej Europy, jeśli chodzi o wiedzę z zakresu ekonomii i odgrywania znaczącej roli w kształtowaniu dochodów firmy. Jednak nie należy wykluczać, iż zapewne a długiej liście żądań związanych z protestami pracowników komunikacji miejskiej i zapis o obniżeniu cen paliw, nośników energii nie będzie ujęty. Być może nie w bezpośrednim zapisie, ale w powiązaniu z kształtowaniem pewnej polityki finansowej w stosunku do firm. Czyli uwzględniający zmienność cen i pewne oderwanie go od bezpośredniego wpływu na zarobki pracowników.
Jednym słowem zwiększa się ilość punktów zapalnych, które mogą przyczynić się do kolejnych protestów, strajków. Każdy trzeba brać pod uwagę a kiedy wybuchną ze zdwojoną siłą trudno powiedzieć. Wielu związkowców próbuje ostrożnie wyznaczyć pierwsze fale protestów na połowę września. Ich kumulacja może nastąpić w listopadzie, kiedy pogłoski o braku pieniędzy na pokrycie kosztów związanych z przejazdami ulgowymi –potwierdzą się. Wówczas do protestów mogą przystąpić małe firmy komunikacji miejskiej posiadające po kilka czy kilkanaście linii, które głównie obsługują rejony podmiejskie z przewagą pasażerów korzystających z przejazdów ulgowych (uczniowie, studenci, emeryci). Dla nich brak refundacji może oznaczać plajtę firmy.
Zapewne w pierwszej kolejności falę protestów zapoczątkują firmy w dużych miastach, którym łatwiej o stworzenie odpowiedniego szumu medialnego, ale w przypadku, gdy zaczną o swoje upominać się małe firmy, wówczas duże po raz kolejny mogą się do fali protestów przyłączyć.
Jedno jest pewne. Czeka nas gorąca jesień. Czy obejmie ona firmy komunikacji miejskiej –czas pokaże. Jak na razie ostrożnie kalkulując –można w 60 procentach powiedzieć, że będą strajki w komunikacji miejskiej. Do obecnych, chwilowo, niby „lekko tlących”się punktów zapalnych w Bydgoszczy, Rzeszowie przyłączą się inne.
Wszystko wskazuje, ze prawdopodobnie będą pochodzić z Górnego Śląska. A bliskość ich względem siebie może zaostrzyć się na skalę regionu. Dalsze wypadki łatwo przewidzieć. Dlatego też jak na razie związkowcy obserwują się, analizują i liczą potencjalne zyski i straty, jakie mogą ponieść w przypadku zaostrzenia swoich żądań. Jedno jest pewne, każdy kolejny protest, strajk będzie miał coraz większe konsekwencje nie tylko dla pasażerów, ale także jego organizatorów. Każdy kolejny będzie niewątpliwie wpływał na dalsze zahamowanie rozwoju komunikacji miejskiej. Zwolennicy prywatyzacji komunikacji zapewne będą zacierać z tego powodu ręce, ale realiści widzący, że prywatyzacja komunikacji miejskiej to droga do nikąd po raz kolejny przegrają.
Jednak w tym przypadku przysłowie –„mądry Polak po szkodzie”nie sprawdzi się, albowiem szkoda będzie na tyle duża, że zniszczy Polaka, czyli ostatnie polskie, samorządowe przedsiębiorstwa komunikacji miejskiej.