Kraków: Dobra komunikacja = droższy bilet
Magistrat nie kryje, że chciałby podnieść ceny biletów. Jednak do tego ruchu wciąż nie jest przekonana duża część rady miasta. – Będziemy szybciej jeździć, to ludzie pogodzą się z droższymi biletami – mówią w Gazecie Wyborczej pracownicy MPK. Prezydent przyznaje już bez ogródek, że chce by cennik biletów był zweryfikowany. Publicznie oznajmił to m.in. w internetowej rozmowie z krakowianami. 'Ceny biletów nie były zmieniane od kilku lat. Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacyjne ponosi zaś olbrzymie koszty związane z amortyzacją najnowocześniejszego taboru w Polsce oraz wzrostem cen paliw i energii elektrycznej. Jest koncepcja, aby urealnić ceny w oparciu o wskaźnik inflacyjny zmieniając niektóre typy biletów.’ – napisał na czacie witryny www.krakow.pl .
Kłopoty na rynku paliwowym i energetycznym są zdaniem MPK rzeczywiście najtrudniejszym elementem tworzenia budżetu firmy. W 2008 r. ceny prądu poszły do góry o 20 proc., a w 2009 spodziewana jest kolejna, tym razem nawet 30-40 proc. podwyżka.
Część radnych obawia się, że utrzymanie obecnego cennika zahamuje rozwój MPK, które choć w teorii jest tylko przewoźnikiem wykonującym dla miasta usługi, to jednocześnie dzięki miejskiej polityce finansowej rokrocznie odnawiało tabor.
– Jesteśmy w niedobrej sytuacji. Z jednej strony powinniśmy utrzymać obecne ceny biletów miejskich, bo to oczywiste, że mieszkańcy chcieliby podróżować jak najtaniej. Z drugiej oznacza to, że zgodzimy się na zaprzepaszczenie systematycznej poprawy jakości naszej komunikacji miejskiej – przyznaje Bogusław Kośmider, radny Platformy Obywatelskiej. Jego zdaniem jeśli rada miasta nie zechce podnieść cen i zgodzi się na coraz większe dopłacanie do transportu miejskiego z budżetu miasta, to pośrednio doprowadzi do wstrzymania inwestycji w sprzęt MPK. – Nowy sprzęt jest tańszy w utrzymaniu, to oczywiste. To zaś da dobrą pozycję przedsiębiorstwu, gdy rynek przewozów zostanie kiedyś całkowicie uwolniony. Niestety smutna wiadomość jest taka, że podniesienie cen teraz gwarantuje tylko utrzymanie dotychczasowej liczby połączeń. Tymczasem wypadałoby uruchamiać coraz to nowe linie, bo miasto się przecież rozwija – komentuje Kośmider.
Całkowicie odmienne zdanie ma kolega partyjny Kośmidera, radny Łukasz Osmenda. – Niebezpieczeństwo wstrzymania inwestycji w nowe tramwaje i autobusy nie jest istotne. Wolę jeździć starszym sprzętem, ale żeby bilety były tańsze. Uważam zresztą, że gdyby nie brak niskiej podłogi, to najlepszymi maszynami byłyby stare maszyny z Norymbergi – nie kryje Osmenda. – Absurdalne wydają mi się zakupy bombardierów za 7 mln zł sztuka, skoro są mniej pojemne niż stare tramwaje i nie mają nawet klimatyzacji. Za te pieniądze można kupić dziesięć używanych, równie dobrych tramwajów. A za oszczędzone miliony trzeba poprawiać częstotliwość kursowania. Dlatego będę przeciwny podwyżkom – tłumaczy swoje poglądy.
– Niech miasto zrobi tak, żebyśmy nie stali w korkach w centrum miasta, czy na al. Trzech Wieszczów, to ludzie zgodzą się na podwyżki – słyszymy z kolei od kierowców i motorniczych MPK. – Pomysł z biletem 15-minutowym jest dobry. Niejeden raz zdarza mi się widzieć w lusterku ludzi, którzy z niepokojem rozglądają się, czy nie jedzie z nimi kanar, bo nie mają biletu, a jadą dwa, trzy przystanki i skąpią na bilet. Tańszy kwadransowy może by kupili. Tyle że ja czasem jadę spod Bagateli na Kazimierz rozkładowo, a czasem tkwię w korku pół godziny – rozkłada ręce motorniczy z 'ósemki’. Link do źródła: http://miasta.gazeta.pl/krakow/1,35798,5954162,Dobra_komunikacja___drozszy_bilet.html?skad=rss .