„Kapitalny pomysł” na transport
W najbliższą niedzielę o 17.00 nastąpi finał programu 'Kapitalny pomysł’. Wśród grona 7 finalistów są także dwa transportowe projekty: MISTER –nowatorski system publicznego transportu miejskiego (PRT) Olgierda Mikoszy oraz SURF-BIKE, czyli rower wodny Mitro Dymitiadisa. Czy właśnie im uda się przekonać jurorów do swoich biznesowych marzeń? Oglądajcie TVN w niedzielę o 17:00. I głosujcie!
„Pan od kolejek”
–„Dla mnie pan od kolejek jest absolutnie poza konkursem. To jest zupełnie inna skala pomysłów”–tak oceniła prezentację miejskiego transportu nadziemnego Olgierda Mikoszy, jedna z jurorek konkursu –Solange Olszewska. –„Wagoniki są innowacyjne i niesamowite, dlatego na nie stawiam”–stwierdziła z kolei inna jurorka Sonia Bochowicz. Tym samym „pan od kolejek”został wybrany przez jury do finału 'Kapitalnego Pomysłu’. Olgierd Mikosza, inżynier i informatyk, który wiele lat spędził, pracując za Oceanem, chce w Opolu zbudować sieć napowietrznej kolei, która ma być alternatywa dla zakorkowanych ulic miasta. Blisko dwa lata temu przedstawił projekt prezydentowi Opola. Radni poparli pomysł, deklarując, że są za zbudowaniem takiej kolejki w Opolu. Jednak do tej pory nie udało się Mikoszy zgromadzić wystarczającej liczby inwestorów, by budowę rozpocząć. Projektowi poświęcił wszystko –sprzedał dom i przeprowadził się do Opola, gdzie znalazł największe zrozumienie. Teraz o pieniądze na swój projekt walczyć będzie 18 stycznia w telewizyjnym show w TVN-ie. Wierzy, że w tym roku przynajmniej pierwszy odcinek kolejki w Opolu powstanie. Poniżej przedstawimy rozmowę z konstruktorem, która została opublikowana w opolskim wydaniu Gazety Wyborczej (2008-01-02). Z konstruktorem rozmawiał Mariusz Lodziński.
Mariusz Lodziński, Gazeta Wyborcza, Opole: Ze swoim projektem napowietrznej kolejki gondolowej trafił Pan do finału telewizyjnego show 'Kapitalny pomysł’. Jest Pan usatysfakcjonowany, czy liczy na jeszcze więcej?
Olgierd Mikosza: Moim zdaniem to plan minimum. Oczywiście, ważne było samo pokazanie się w tym programie. Bardzo mnie ucieszyło także dobre przyjęcie przez jury, bo to przecież znane i uznane osoby w kraju, z dużym doświadczeniem i wiedzą. I na dobrą sprawę można by się tym zadowolić. Moim celem jest jednak wygranie tego programu i sądzę, że mamy na to duże szanse. Będziemy walczyć.
Podczas Pana prezentacji w TVN-ie wyłączyła się z rozmowy tylko jedna osoba z jury – Solange Olszewska. Ale już podczas dyskusji o zwycięzcy o Pana projekcie mówiła dobrze. Pozostali członkowie jury żartowali, że widzi w Pana gondolach konkurencję dla autobusów, które produkuje.
Sądzę, że pani Olszewska wyłączyła się bardziej przez przypadek, zanim zdążyłem przedstawić pomysł. Później, gdy przysłuchiwała się rozmowie, przekonała się do niego i rzeczywiście jej końcowa opinia była niezwykle pochlebna. Powiedziałbym nawet, że trudno o lepszą. Cieszę się, że do ekspertów przemówiły merytoryczne argumenty, bo na początku właściwie wszyscy podchodzili do tego sceptycznie. Ale przyzwyczaiłem się już do tego podczas rozmów o MISTERZE. Na początku zawsze ludzie podchodzą z niedowierzaniem, ale gdy posłuchają argumentów, zmieniają zdanie.
Mariusz Lodziński, Gazeta Wyborcza, Opole: Ze swoim projektem napowietrznej kolejki gondolowej trafił Pan do finału telewizyjnego show 'Kapitalny pomysł’. Jest Pan usatysfakcjonowany, czy liczy na jeszcze więcej?
Olgierd Mikosza: Moim zdaniem to plan minimum. Oczywiście, ważne było samo pokazanie się w tym programie. Bardzo mnie ucieszyło także dobre przyjęcie przez jury, bo to przecież znane i uznane osoby w kraju, z dużym doświadczeniem i wiedzą. I na dobrą sprawę można by się tym zadowolić. Moim celem jest jednak wygranie tego programu i sądzę, że mamy na to duże szanse. Będziemy walczyć.
Podczas Pana prezentacji w TVN-ie wyłączyła się z rozmowy tylko jedna osoba z jury – Solange Olszewska. Ale już podczas dyskusji o zwycięzcy o Pana projekcie mówiła dobrze. Pozostali członkowie jury żartowali, że widzi w Pana gondolach konkurencję dla autobusów, które produkuje.
Sądzę, że pani Olszewska wyłączyła się bardziej przez przypadek, zanim zdążyłem przedstawić pomysł. Później, gdy przysłuchiwała się rozmowie, przekonała się do niego i rzeczywiście jej końcowa opinia była niezwykle pochlebna. Powiedziałbym nawet, że trudno o lepszą. Cieszę się, że do ekspertów przemówiły merytoryczne argumenty, bo na początku właściwie wszyscy podchodzili do tego sceptycznie. Ale przyzwyczaiłem się już do tego podczas rozmów o MISTERZE. Na początku zawsze ludzie podchodzą z niedowierzaniem, ale gdy posłuchają argumentów, zmieniają zdanie.
W podsumowaniu Pana prezentacji Zbigniew Niemczycki trafił w sedno, twierdząc, że największy problem dotyczący Pana projektu leży w ludzkiej mentalności.
Bo rzeczywiście, problem leży nie w możliwościach technicznych kolejki, ale właśnie w mentalności. I myślę, że te opinie powinny być teraz dużo bardziej przekonujące dla potencjalnych inwestorów niż wszystkie moje spotkania, które w tej sprawie odbyłem w ciągu ostatnich czterech lat. W jury programu znaleźli się przecież specjaliści od biznesu, którzy nie mogliby sobie pozwolić na mówienie bzdur, bo to uderzałoby w ich reputację. A wspólnie przyznali, że taki rodzaj transportu jak MISTER to przyszłość, której nie da się uniknąć.
Bo rzeczywiście, problem leży nie w możliwościach technicznych kolejki, ale właśnie w mentalności. I myślę, że te opinie powinny być teraz dużo bardziej przekonujące dla potencjalnych inwestorów niż wszystkie moje spotkania, które w tej sprawie odbyłem w ciągu ostatnich czterech lat. W jury programu znaleźli się przecież specjaliści od biznesu, którzy nie mogliby sobie pozwolić na mówienie bzdur, bo to uderzałoby w ich reputację. A wspólnie przyznali, że taki rodzaj transportu jak MISTER to przyszłość, której nie da się uniknąć.
Występ w tym programie był dla Pana trudny?
To było trudne i bynajmniej tego nie lekceważyłem. Podobnie jak nie lekceważyłem żadnych uczestników programu. Powiem szczerze, że do tej prezentacji przygotowywałem się prawie do pierwszej w nocy jeszcze w dniu nagrania. Analizowałem to jeszcze przez dwie godziny rano, a i tak wszystko diabli wzięli, bo przecież pytaniami przerywano mi wypowiedź i musiałem improwizować. Absolutnie też nie byłem pewny, że dotrę do finału. Więc cieszę się, że udało mi się przekonać do siebie jury.
Prowadzący program Marcin Meller podsumowując stwierdził, że nikt tak długo nie rozmawiał z ekspertami jak Pan.Ale w telewizji to było zaledwie kilka minut, podobnie jak w przypadku pozostałych uczestników programu.
To, co można było zobaczyć w telewizji, zostało mocno okrojone. W praktyce każdy z uczestników programu ma około 15 minut, ja rozmawiałem z jury 25 minut. Z mojego wystąpienia wycięto kilka ważnych stwierdzeń, jak przypuszczam zostawiono je zapewne na finał. Tłumaczyłem między innymi, że 50 km sieci MISTERA kosztuje około 800 mln zł, czyli tyle, ile kosztuje kilometr warszawskiego metra, a kolejka jest znacznie bardziej efektywna, jeżeli chodzi o liczbę przewiezionych pasażerów.
Finał programu już w niedzielę. Będzie się Pan jakoś szczególny przygotowywał?
Zrobię wszystko, by ten program wygrać, więc już się oczywiście do tego przygotowuję. Mam scenariusz, strategię i dokładnie wiem, co powiedzieć. Chcę jak najbardziej konkretnie przedstawić tak mocne argumenty, żebyśmy wygrali.
Ale bez względu na wynik finału może Pan mówić o sukcesie swojej kolejki.
Oceniając argumenty jury, twierdzę, że szanse na wygranie finału mamy bardzo duże. Znamy przecież projekty konkurentów finałowych i niezależnie od tego, jak one są twórcze i fajne, to jednak nie mają tego ekonomicznego, ekologicznego i społecznego wymiaru, jaki ma nasz projekt. Bo przecież fajne są nalepki na ściany dziecięcego pokoju, jakie proponuje jedna z finalistek, ale w skali światowej to błaha sprawa. A nasz projekt jest zupełnie inny. Przecież ponad miliard ludzi codziennie jeździ komunikacją miejską. Pod względem ekonomii i ekologii nic z naszym projektem nie może się równać. Ja nigdy nie ukrywałem, że celem nie jest zrobienie systemu w Opolu, chcę go budować na całym świecie. Opole natomiast będzie miało tę okazję, że będzie zawsze wymieniane jako to pierwsze miasto, które się na projekcie poznało i go zrealizowało.
To było trudne i bynajmniej tego nie lekceważyłem. Podobnie jak nie lekceważyłem żadnych uczestników programu. Powiem szczerze, że do tej prezentacji przygotowywałem się prawie do pierwszej w nocy jeszcze w dniu nagrania. Analizowałem to jeszcze przez dwie godziny rano, a i tak wszystko diabli wzięli, bo przecież pytaniami przerywano mi wypowiedź i musiałem improwizować. Absolutnie też nie byłem pewny, że dotrę do finału. Więc cieszę się, że udało mi się przekonać do siebie jury.
Prowadzący program Marcin Meller podsumowując stwierdził, że nikt tak długo nie rozmawiał z ekspertami jak Pan.Ale w telewizji to było zaledwie kilka minut, podobnie jak w przypadku pozostałych uczestników programu.
To, co można było zobaczyć w telewizji, zostało mocno okrojone. W praktyce każdy z uczestników programu ma około 15 minut, ja rozmawiałem z jury 25 minut. Z mojego wystąpienia wycięto kilka ważnych stwierdzeń, jak przypuszczam zostawiono je zapewne na finał. Tłumaczyłem między innymi, że 50 km sieci MISTERA kosztuje około 800 mln zł, czyli tyle, ile kosztuje kilometr warszawskiego metra, a kolejka jest znacznie bardziej efektywna, jeżeli chodzi o liczbę przewiezionych pasażerów.
Finał programu już w niedzielę. Będzie się Pan jakoś szczególny przygotowywał?
Zrobię wszystko, by ten program wygrać, więc już się oczywiście do tego przygotowuję. Mam scenariusz, strategię i dokładnie wiem, co powiedzieć. Chcę jak najbardziej konkretnie przedstawić tak mocne argumenty, żebyśmy wygrali.
Ale bez względu na wynik finału może Pan mówić o sukcesie swojej kolejki.
Oceniając argumenty jury, twierdzę, że szanse na wygranie finału mamy bardzo duże. Znamy przecież projekty konkurentów finałowych i niezależnie od tego, jak one są twórcze i fajne, to jednak nie mają tego ekonomicznego, ekologicznego i społecznego wymiaru, jaki ma nasz projekt. Bo przecież fajne są nalepki na ściany dziecięcego pokoju, jakie proponuje jedna z finalistek, ale w skali światowej to błaha sprawa. A nasz projekt jest zupełnie inny. Przecież ponad miliard ludzi codziennie jeździ komunikacją miejską. Pod względem ekonomii i ekologii nic z naszym projektem nie może się równać. Ja nigdy nie ukrywałem, że celem nie jest zrobienie systemu w Opolu, chcę go budować na całym świecie. Opole natomiast będzie miało tę okazję, że będzie zawsze wymieniane jako to pierwsze miasto, które się na projekcie poznało i go zrealizowało.
Nie boi się Pan jednak, że 300 tys. zł, które może Pan otrzymać za wygranie programu, to kropla w morzu potrzeb kolejki gondolowej? Jury może więc zdecydować się przekazać je komuś, kto proponuje skromniejsze przedsięwzięcie, ale za te pieniądze zrealizuje je w stu procentach.
Patrząc w ten sposób, najlepiej będzie rozdać tysiącu ludzi po 100 zł, wtedy pomoże się jeszcze większej liczbie osób. Ale to nie rozwiąże żadnego problemu. I powiem szczerze, że już nawet nie te 300 tys. zł, ale sam fakt wygrania tego programu bardzo kolejce pomoże. To zamknie usta tym ustawicznym krytykom, tym niedowiarkom czy tym profesorom, którzy do tej pory MISTERA traktowali z pogardą. Bo to już nie będą tylko moje słowa, ale ludzi, którzy znają się na biznesie. A te 300 tys. zł wystarczyłoby nam, żeby zacząć budować testowy odcinek, tak by zaprezentować coś więcej niż tylko to, co pokazaliśmy na rynku w Opolu. Trzeba też pamiętać, że jest już szansa na dofinansowanie budowy odcinka z dotacji unijnych i pomocy finansowej Opola i Rzeszowa. Wygranie programu to przyśpieszy i cały proces uczyni nieodwracalnym.
Ma Pan wrażenie, że robi właśnie milowy krok w swojej kilkuletniej walce o zbudowanie napowietrznej kolei?
Sądzę, że wkrótce nastąpi przypieczętowanie tego, co po cichu w ostatnich tygodniach się działo. Myślę tu głównie o pomocy prezydenta Zembaczyńskiego. Dzięki niemu doszło w Opolu do spotkania z wiceministrem rozwoju regionalnego Januszem Mikułą, który przyznał, że mamy szanse na unijne dofinansowanie. Program będzie tylko dodatkowym impulsem i potwierdzeniem słuszności naszej drogi. Także dla prezydenta, który – jak wiem – wciąż jest mocno krytykowany za przychylność dla tego przedsięwzięcia. Podobne problemy ma prezydent Rzeszowa, który także chciałby u siebie taką kolejkę. Ten sukces jest także ich sukcesem. Bo ja występuję w programie, ale nie pojawiłbym się tam, gdyby nie grupa osób, które mnie od dawna wspierały. Prezydent Zembaczyński jest jedną z ważniejszych osób w tym gronie. Nie ukrywam, że wspaniałe jest to wrażenie, że wreszcie docieramy do celu.
Patrząc w ten sposób, najlepiej będzie rozdać tysiącu ludzi po 100 zł, wtedy pomoże się jeszcze większej liczbie osób. Ale to nie rozwiąże żadnego problemu. I powiem szczerze, że już nawet nie te 300 tys. zł, ale sam fakt wygrania tego programu bardzo kolejce pomoże. To zamknie usta tym ustawicznym krytykom, tym niedowiarkom czy tym profesorom, którzy do tej pory MISTERA traktowali z pogardą. Bo to już nie będą tylko moje słowa, ale ludzi, którzy znają się na biznesie. A te 300 tys. zł wystarczyłoby nam, żeby zacząć budować testowy odcinek, tak by zaprezentować coś więcej niż tylko to, co pokazaliśmy na rynku w Opolu. Trzeba też pamiętać, że jest już szansa na dofinansowanie budowy odcinka z dotacji unijnych i pomocy finansowej Opola i Rzeszowa. Wygranie programu to przyśpieszy i cały proces uczyni nieodwracalnym.
Ma Pan wrażenie, że robi właśnie milowy krok w swojej kilkuletniej walce o zbudowanie napowietrznej kolei?
Sądzę, że wkrótce nastąpi przypieczętowanie tego, co po cichu w ostatnich tygodniach się działo. Myślę tu głównie o pomocy prezydenta Zembaczyńskiego. Dzięki niemu doszło w Opolu do spotkania z wiceministrem rozwoju regionalnego Januszem Mikułą, który przyznał, że mamy szanse na unijne dofinansowanie. Program będzie tylko dodatkowym impulsem i potwierdzeniem słuszności naszej drogi. Także dla prezydenta, który – jak wiem – wciąż jest mocno krytykowany za przychylność dla tego przedsięwzięcia. Podobne problemy ma prezydent Rzeszowa, który także chciałby u siebie taką kolejkę. Ten sukces jest także ich sukcesem. Bo ja występuję w programie, ale nie pojawiłbym się tam, gdyby nie grupa osób, które mnie od dawna wspierały. Prezydent Zembaczyński jest jedną z ważniejszych osób w tym gronie. Nie ukrywam, że wspaniałe jest to wrażenie, że wreszcie docieramy do celu.
Szczegóły projekty MISTER można poznać na stronie: http://www.mist-er.com/opis-mistera.html
Surfbike czyli pływający rower
’Born to win!’ – tak ocenił swoją prezentację i szansę na wygraną uczestnik programu Mitro Dymitiadis. Pomysłodawca i producent surfbike’a nie pomylił się –został czwartym finalistą 'Kapitalnego Pomysłu’. Jego filozoficzne podejście do życia wcale nie dziwi. Mitro Dymitriadis z pochodzenia jest Grekiem, a jego wynalazek, jak sam przyznał, powstał z miłości do życia i sportu. Oprócz tego zamiłowania Mitro jest muzykiem, a dzięki swojemu surfujacemu rowerowi chce zarabiać pieniądze. Jury bardzo pochlebnie wypowiedziało się o jego prezentacji. – Dobrze sprzedał siebie i swój produkt – zachwalał Zbigniew Niemczycki. Zresztą sam uczestnik był zadowolony ze swojej prezentacji, bo wyszedł z niej dosłownie śpiewająco. Jak powiedziała Solange Olszewska: „ze wszystkich kandydatów, którzy tutaj byli zdecydowanie Mitro wyróżnił się najbardziej’. Jednogłośnie grono ekspertów pochwaliło jego 'prosty, najbardziej realistyczny i niekontrowersyjny’ A co to za pomysł? No właśnie –Surfbike to pływający rower. Składa się z dwóch pompowanych pływaków, stelaża z rurek aluminiowych, pędnika ze śrubą, systemu złączek do mocowania roweru, instrukcji obsługi oraz w opcji torby i pompki. Do jego montażu służy tylko jeden klucz imbusowy! Jak każdy katamaran Surfbike jest bardzo stabilny, a dzięki 35cm zanurzeniu można nim pływać nawet po płytkiej wodzie. Zakres zastosowania nieograniczony –tam gdzie nogi poniosą… Co ważne wodny rower ma wyporność 200 kg, mogą go więc używać osoby o dużej wadze. Jednak surfbike to nie tylko produkt, ale także idea sieci wypożyczalni Surfbike pod marką Surfbike Marina, które mogą już niedługo zmienić krajobraz polskich rzek czy jezior. Nie wierzycie –oglądajcie Mitro Dymitriadis w „Kapitalnym pomyśle”. Potrafi być przekonywujący.
Kilka słów o programie
Kapitalny Pomysł to program telewizyjny emitowany w polskiej telewizji TVN. Jego celem jest odkrycie ciekawego pomysłu na biznes. Do programu prowadzonego przez Marcina Mellera zgłosiło się kilkaset osób – wybrano kilkudziesięciu. W każdym odcinku występowało 7 uczestników – potencjalnych biznesmenów, którzy przedstawiali swoje projekty. Kandydaci, przygotowani wcześniej do rozmowy przez psychologa biznesu, mieli po dziesięć minut na prezentację swoich idei. Członkowie jury zadawali kandydatom pytania, aby szczegółowo dowiedzieć się jaka jest istota pomysłu i np. ile to będzie kosztowało. Zwycięzca otrzyma pieniądze na zaplanowaną inwestycję. „Kapitalny pomysł”to pierwszy w Polsce medialny projekt, który promuje prywatny biznes wśród masowych odbiorców. Partnerem projektu jest bank Citi Handlowy. Średnia oglądalność programu wynosi 1,25 mln. Jurorami „Kapitalnego pomysłu”są: Solange Olszewska, prezes firmy Solaris Bus &Coach;Sonia Wędrychowicz-Horbatowska, wiceprezes banku Citi Handlowy;Zbigniew Niemczycki, właściciel Curtis Group oraz Mariusz Czerkawski, sportowiec i biznesmen.
Finaliści „Kapitalnego pomysłu”
Odcinek
|
Zawodnik
|
Pomysł
|
1
|
Bożydar Milewski
|
Roboty
|
2
|
Karol Kowalczyk
|
Okulary cofające wadę wzroku
|
3
|
Monika Howard
|
Naklejki na ścianę do pokoju dzieci
|
4
|
Mitro Dymitiadis
|
Rower wodny
|
5
|
Olgierd Mikosza
|
Nadziemna kolej Mi
|
6
|
Dariusz Dubiecki
|
Cegła z popiołów
|
7
|
Aureliusz Herczakowski
Piotr Majchrzak |
Nowoczesna szafa grająca
|