Gdynia: Albo rada, albo protest komunikacji miejskiej w Gdyni
Po jednym z trzech miejsc w radach nadzorczych domagają się rady pracownicze komunalnych spółek przewozowych. Jeśli władze miasta nie zgodzą się na spełnienie postulatu, szykuje się konflikt ze związkami zawodowymi tych przedsiębiorstw.
– Nie chcemy posuwać się do radykalnych metod, ale jeśli nie dogadamy się, rozpiszemy wśród załogi referendum – zapowiada Stanisław Taube, przedstawiciel rady pracowniczej i związków zawodowych Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej w Gdyni. – Niech pracownicy zadecydują, jaką formę protestu zastosować, aby wymusić na właścicielu spółek respektowanie naszych praw.
Rady pracownicze Przedsiębiorstwa Komunikacji Miejskiej, Przedsiębiorstwa Komunikacji Autobusowej i Przedsiębiorstwa Komunikacji Trolejbusowej domagają się miejsc w radzie nadzorczej spółek na mocy porozumień z 1994 r., gdy MZK przekształcano w PKM, PKA i PKT.
W aktach notarialnych sprzed 14 lat stwierdzono, że załoga ma prawo do wybrania jednego członka rady, gdy gmina ma powyżej 50 procent udziałów w przedsiębiorstwach i kontroluje ich działalność. Miasto ma sto procent udziałów we wszystkich trzech spółkach.
– Gdybyśmy mieli przedstawiciela w radach nadzorczych, bylibyśmy na bieżąco z tym, co dzieje się w spółkach przewozowych – mówi Stanisław Taube. – W PKT rezygnuje z pracy jeden z członków zarządu, a przedstawiciele załogi dowiadują się o tym przypadkiem, nie znamy powodów takiej decyzji. Mamy ekspertyzę prawną, która jasno stwierdza, że miejsca w radzie nadzorczej PKM, PKA i PKT nam się należą. Zleciliśmy sporządzenie kolejnej. Mamy nadzieję, że będzie to kluczowy argument w rozmowach z miastem.
Bogusław Stasiak, wiceprezydent Gdyni, mówi, że miasto nie zgodzi się na przekazanie miejsca w radach nadzorczych spółek przewozowych załodze, bo według ustawy o gospodarce komunalnej z 1997 r. obowiązek desygnowania przedstawicieli do RN ma wyłącznie właściciel przedsiębiorstw. Spór trwa od miesięcy, związkowcy pod koniec ubiegłego roku zapowiadali, że skierują sprawę do sądu gospodarczego. – Skoro tego nie zrobili, oznacza to, że chyba nie są jednak pewni argumentów – mówi Stasiak. – Stanowisko miasta jest i będzie niezmienne. Ekspertyz związko- wców nie widziałem. Zapowiedzi referendum i protestu w PKM, PKA i PKT trudno mi nawet komentować. A podgrzewanie nastrojów wśród załogi tych spółek jest niepotrzebne.