Gdyby EURO było dziś… Warszawa
W ubiegłym tygodniu media informowały, iż UEFA stwierdziła, oceniając przygotowania Polski do organizacji Mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2012, roku, że „Wasz transport jest OK”. Słowa te odnosiły się do dwóch największych Polskich miast –Warszawy i Krakowa. Co zatem widzieli przedstawiciele UEFA dochodząc do takiego wniosku? Przyjrzyjmy się stolicy. Widzieli metro, niskopodłogowe tramwaje i autobusy, nowoczesny system informacji pasażerskiej, Szybką Kolej Miejską, nowoczesne lotnisko, z oddanym do użytku niedawno Terminalem II i połączeniem kolejowym, wreszcie rozbudowaną sieć połączeń kolejowych i wspólny bilet aglomeracyjny –wszystkie elementy sprawnego i nowoczesnego transportu europejskiej stolicy. Ale! Widzieli to oczyma wyobraźni … w planach. Zdaniem przedstawicieli UEFA to co ma zapewnić transport kibiców na Stadion Narodowy w 2012 roku jest w zupełności wystarczające. A jeżeli się nie uda wybudować np. metra ludzie przejdą 4 kilometry na pieszo –twierdzi Minister Sportu i Turystyki Mirosław Drzewiecki. Oby słowa te nie okazały się prorocze. Przyjrzyjmy się zatem, jak wygląda stołeczna komunikacja na 4 lata przed meczem otwarcia EURO 2012.
Metro
Coraz większymi krokami zbliża się moment oddania do użytku ostatniej stacji I linii stołecznego metra –Młociny. Nastąpi to prawdopodobnie pod koniec 2008 roku. Wybudowanie całej pierwszej nitki podziemnej kolejki zajęło zatem … 25 lat. II linię wybudować trzeba w 4 lata. Zadanie ambitne, nawet przy założeniu, że w pierwszej kolejności powstanie tylko centralny odcinek łączący Dw. Wileński z Rondem Daszyńskiego. Przypomnijmy, iż na początkowym fragmencie I linii (Kabaty –Politechnika) pociągi zaczęły kursować w 1995 roku, a więc po 12 latach budowy. Gdyby ta tendencja została utrzymana II linia metra mogłaby wystartować w 2020 roku. Dziś najbliżej Stadionu Dziesięciolecia, na miejscu którego powstanie Stadion Narodowy usytuowana jest stacja Centrum.
Tramwaje i autobusy
W ostatnich kilku latach Tramwaje Warszawskie zakupiły nowe wagony. Niestety spośród nich tylko 30 to pojazdy niskopodłogowe (PESA 120N). Dziś po Warszawie kursuje jeszcze kilkadziesiąt ponad 40-letnich tramwajów 13N. Nie wydaje się, patrząc na ostatnie zakupy i plany odnowy taboru, żeby do 2012 roku warszawki przewoźnik wymienił je na nowoczesne wozy. Pomimo, że do Stadionu Dziesięciolecia tramwaje docierają praktycznie z trzech stron ten środek transportu, bez pomocy metra i kolei nie jest w stanie przewieźć ponad 50 tysięcy kibiców. Podobnie jak autobusy. To właśnie one w stolicy prezentują się najlepiej. Głównie dzięki posiłkom ze strony prywatnych przewoźników autobusowy park taborowy udało się znacznie odmłodzić. Niestety pojazdy te nie zostaną wykorzystane do transportu kibicóców, są to bowiem 12-metrowe Solarisy i Scanie oraz jeszcze krótsze Jelcze i Autosany. Dziś na ulicach można spotkać 15-letnie Ikarusy czy 11 letnie Jelcze i Neoplany. Za 4 lata niektóre z nich będą już zatem „pełnoletnie”.
Szybka Kolej Miejska
Mimo, iż do dyspozycji przewoźnik ten ma tylko kilka pojazdów, to właśnie „eskaemka”może okazać się ostatnią deską ratunku dla organizatorów EURO 2012. Trasa, po której dziś kursują pociągi przebiega przecież przez dworce: Zachodni (dworzec PKS), Śródmieście (w pobliżu stacji metra Centrum i dworca PKP Warszawa Centralna –główne punkty przesiadkowe) i Stadion (bezpośrednie sąsiedztwo Stadionu Dziesięciolecia), a w przyszłości ma przecież jeździć na lotnisko. Aby stać się głównym przewoźnikiem kibiców SKM musi jednak zakupić dodatkowe pociągi. Wspomagającą rolę mogą odegrać Koleje Mazowieckie, które już niebawem do eksploatacji wprowadzą nowoczesne pociągi Stadlera i Bombardiera. Czy zatem kolej jest alternatywą na komunikacyjne kłopoty stolicy? Wszystko wskazuje na to, że tak.
Lotnisko
Problemem nie jest sam port lotniczy im. F.Chopina, ale dojazd do niego. Dziś na warszawskie lotnisko dostać można się jedynie autobusami trzech linii. Jednak tylko jedna z nich (175) dociera do Centrum, skąd można przesiąść się w pociąg lub tramwaj, który dojeżdża do Stadionu Dziesięciolecia. W godzinach szczytu jest to prawdziwa wyprawa, gdyż jedyna właściwie ulica dojazdowa na lotnisko –Żwirki i Wigury –jest zazwyczaj zakorkowana. Wiele do życzenia pozostawia także samo rozmieszczenie przystanków na lotnisku. Od momentu zajęcia miejsca w autobusie przez pasażera na początkowym przystanku do chwili opuszczenia lotniska mija minimum 5 minut. Alternatywą może znów okazać się kolej, która zgodnie z zapowiedziami już niebawem ma docierać do portu lotniczego.
Ile na dojazd?
Poniżej zastanowimy się ile czasu zajmie nam dziś dostanie się na Stadion Dziesięciolecia z kilku miejsc w Warszawie.
Stacja metra Centrum –do wyboru mamy autobus i tramwaj. Autobusem, zgodnie z rozkładem jazdy, będziemy jechać 6 –8 minut. Pod warunkiem, że nie trafimy na korek. Wówczas czas ten wydłuży się nawet trzykrotnie. Tramwaj ten odcinek przejeżdża w 9 –10 minut. Tyle czasu będziemy jechać również pociągiem z dworca Śródmieście. Musimy jednak doliczyć czas na przedostanie się z jednego peronu na drugi, oba obiekty nie zostały bowiem połączone.
Lotnisko –aby dojechać na Stadion Dziesięciolecia musimy skorzystać z linii 175, która dowiezie nas do Centrum. Rozkładowo zajmie nam to pół godziny. Jeśli nie utkniemy w korku. Potem tramwaj, bądź kolejny autobus. Dodatkowe 10 minut. Oczywiście bez korka. Pechowcom pokonanie trasy lotnisko –stadion może zająć nawet półtorej godziny.
Dworzec Zachodni PKS –tu zdecydowanie należy postawić na kolej. Pokonanie trasy do przystanku Warszawa Stadion zajmie nam około 20 minut. Jeśli trafimy na SKM musimy liczyć się z wszechobecnym tam tłokiem, jeśli pojedziemy Kolejami Mazowieckimi czeka na nas wiekowy, przy odrobinie szczęścia zmodernizowany, ezt EN57. Kto chce uniknąć takich atrakcji może skorzystać z linii 517, która rozkładowo do Stadionu powinna dojechać w ciągu 23 minut. W tak krótkim czasie dociera rzadko kiedy…
Czy zatem warszawska komunikacja miejska jest przygotowana na przetransportowanie 50.000 kibiców? Dziś nie. Czy będzie gotowa za 4 lata? Wydaje się, że … nie. Pozostaje tylko podzielić optymizm UEFA i patrzeć, jak z biegiem czasu stołeczny transport będzie (bądź nie) rozwijał się.