Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Bydgoszcz: Załoga MZK znów grozi strajkiem

infotrans
04.07.2008 16:51

Kierowcy i motorniczy Miejskich Zakładów Komunikacyjnych domagają się 500 zł podwyżki i żądają rozmów z prezydentem Bydgoszczy.
Pracownicy MZK już jedną podwyżkę wywalczyli w ubiegłym roku. Jednak Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej, przekonuje, że załoga nie odczuła jej w swoich portfelach, bo na konta wpłynęło średnio zaledwie o 90 zł więcej. Teraz żądają kolejnego wzrostu wynagrodzeń – o 400-500 zł.
– Domagamy się, aby Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Miejskiej zmienił umowę na obsługę 26 linii i więcej nam za to zapłacił. Od chwili podpisania umowy znacznie wzrosły ceny paliwa i nie przystaje ona do obecnej rzeczywistości. Nasz pracodawca nie ma pieniędzy na podwyżki, dlatego żądamy zaangażowania miasta w tę sprawę – wyjaśnia Arndt.
Związkowcy domagają się również zwolnienia firmy z płacenia miejskich podatków;tak, aby dodatkowe fundusze pozostawały w kasie MZK. Ich zdaniem w ten sposób uda się znaleźć pieniądze na zaspokojenie roszczeń załogi, która w opinii przewodniczącego coraz częściej zastanawia się nad odejściem z pracy. Pracownicy już wysłali w tej sprawie list do prezydenta Konstantego Dombrowicza, w którym żądają spełnienia swoich postulatów.
– Jeśli nie będzie żadnej reakcji, załoga jest tak zdesperowana, że podejmie kolejne kroki. W ostateczności może dojść do protestu – zapowiada Arndt.
Zastępca prezydenta Lucyna Kojder-Szweda odpiera zarzuty i przekonuje, że miasto wywiązało się ze zobowiązań, które w ubiegłym roku gwarantowało pracownikom MZK. Podwyżki zostały wypłacone, więc grożenie protestem nie jest uzasadnione. – W porozumieniu, które podpisali związkowcy, wyraźnie zaznaczono, że kolejne podwyżki będą wówczas, kiedy w budżecie spółki znajdą się na to pieniądze. Nikt się z tej deklaracji nie wycofuje – wyjaśnia Kojder-Szweda.
Pracownicy MZK już raz w tym roku strajkowali. Grupa związkowców prowadziła przez kilka dni głodówkę, a przez dwie godziny w styczniu nie jeździły autobusy i tramwaje. Wówczas związkowcy domagali się odwołania prezesa swej firmy Witolda Dębickiego. Wygrali.