Warszawa: Prywatny tramwaj do Wilanowa?
Nowe pomysły na linię tramwajową do Wilanowa. Ratusz, który nie ma nią pieniędzy, chce, żeby zbudował ją prywatny inwestor. Niektórzy specjaliści przestrzegają jednak przed takimi eksperymentami.
Nie tylko o tramwajach, ale też o całej warszawskiej komunikacji dyskutowano wczoraj w czasie debaty zorganizowanej przez Krajową Izbę Gospodarczą. Przedsiębiorcy przestrzegali przed komunikacyjnym koszmarem, który grozi Warszawie, jeśli nie powstaną obiecane od lat inwestycje np. most Północny czy druga linia metra. Krytykowali decyzje przesunięcia w czasie budowy linii tramwajowej wzdłuż ul. Sobieskiego na Stegny i do Wilanowa, gdzie na dawnych polach uprawnych powstaje nowa dzielnica dla 60 tys mieszkańców. Tramwaje miałyby dotrzeć do pl. Unii Lubelskiej. Równocześnie powstałoby przedłużenie tej linii na Ochotę – wzdłuż Rakowieckiej, Banacha i Bitwy Warszawskiego 1920 r. do Dworca Zachodniego. Po torach jeździłyby nowoczesne, ciche tramwaje.
Szef miejskiego Biura Drogownictwa i Komunikacji Mieczysław Reksnis zdradził wczoraj najnowszy pomysł na budowę tego połączenia. W sytuacji, gdy w najbliższych latach mnóstwo pieniędzy pochłonie budowa metra, dwóch mostów i kilku ważnych arterii, linię miałby wytyczyć prywatny inwestor. – Rozważamy jej budowę w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego – zapowiedział dyr. Reksnis. Oznacza to, że prywatna firma wyłożyłaby pieniądze na inwestycję, a potem eksploatowała linię przez minimum 30 lat. W tym czasie ratusz płaciłby jej za wożenie pasażerów. Problem jednak w tym, że w Polsce partnerstwo publiczno-prywatne nie funkcjonuje, bo odpowiednia ustawa, która została uchwalona w 2005 roku ma wady. Rząd nie pali się zaś do jej nowelizacji. Mieczysław Reksnis twierdzi, że są szanse, by wspólnie z Ministerstwem Gospodarki rozwiązać ten problem.
Niektórzy eksperci uważają jednak, że to bardzo ryzykowna droga. – Miasta europejskie nie mają dużych doświadczeń z budową linii tramwajowych w takim systemie. Jedna powstała w Londynie, ale władze miasta chcą ją teraz odkupić od prywatnej firmy, bo nie radzi sobie z zarządzeniem – mówi Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.
Przekonuje, że ratusz mimo ogromnych wydatków może znaleźć pieniądze na budowę nowych linii tramwajowych. – Pani prezydent obiecała, że miasto będzie czerpać duże zyski ze sprzedaży majątku np. Miejskiego Przedsiębiorstwa Taksówkowego czy terenów miejskich. Niestety, są to niespełnione zapowiedzi – wytyka Adrian Furgalski.
Szef Metra Warszawskiego Jerzy Lejk zarzekał się za to wczoraj, że jak najszybciej zostanie wybrany wykonawca centralnego odcinka drugiej linii metra od ronda Daszyńskiego do Dworca Wileńskiego. Zgodnie z przewidywaniami opóźni się jednak otwarcie ofert cenowych. Na razie przesunięto ten termin z 26 maja na 3 czerwca. W metrze nie wykluczają kolejnych przesunięć. Mimo to szanse na to, ten odcinek powstanie przed Euro 2012 są nikłe.