Toruń: MZK testuje automaty do sprzedaży biletów
Z urządzenia można skorzystać w jednym ze składów tramwajowej 'jedynki’. Próby potrwają do grudnia –informuje Gazeta Wyborcza. Automaty zostały zamontowane w wagonikach o numerach bocznych 262 i 263. Cena zakupionego w nich biletu jest taka, jak w kiosku – normalny kosztuje 2 zł, a ulgowy – 1 zł. – Urządzenie działa podobnie jak automat do kawy – mówi Sylwia Kowalska, rzecznik prasowy Miejskiego Zakładu Komunikacji. – Monet nie trzeba jednak wrzucać pojedynczo, można je wsypać do podajnika nawet całą garścią. Po odebraniu biletu należy go od razu skasować. Będzie on ważny wyłącznie w wagonie, w którym został kupiony. Automat przyjmuje bilon w siedmiu nominałach, a resztę wydaje w trzech. Oprócz tego informuje o ilości i rodzaju wydanych biletów, podaje też czas zakupu. Co istotne, drukowane przez niego bilety różnią się wyglądem od tych sprzedawanych w kiosku. Ich szata graficzna może się zresztą zmieniać. Urządzenie daje się bowiem tak zaprogramować, by wydawało np. bilety okolicznościowe. Może też sprzedawać wejściówki dla różnego rodzaju instytucji, przykładowo: bilety wstępu do Ogrodu Zoobotanicznego. Przewoźnik ma też możliwość zmieniać komunikaty podawane na wyświetlaczu automatu. Czy MZK testuje automaty po to, by je zamontować we wszystkich wozach? – Badamy zainteresowanie pasażerów tymi urządzeniami – odpowiada Kowalska. – Czas pokaże, czy zdecydujemy się na ich zakup. Dalsze decyzje podejmiemy w grudniu po zakończeniu testów. MZK nie chciało zdradzić, ile kosztowałaby taka inwestycja. – Nie znamy ostatecznej ceny sprzętu – twierdzi rzeczniczka. – Wiem, jaka jest wartość jednostkowa, ale nie mogę jej podać. Tajemnicy nie robi natomiast producent automatów, firma Pixel z Osielska. – Pojedyncze urządzenie to koszt 23-26 tys. zł – mówi jej prezes Leszek Cyrankowski. – Przy większych zamówieniach cena jest niższa. Podobny sprzęt sprawdził się już m.in. w Łodzi. – W jednym z dużych miast wyliczyliśmy, że zakup automatów zwróci się nawet w dwa i pół roku – tłumaczy Cyrankowski. – Kioski i inne punkty sprzedające bilety odciągają dla siebie średnio po 5-8 proc. ich wartości. W tym przypadku pieniądze te zostawałyby u przewoźnika. Szczegóły w Gazecie Wyborczej: http://miasta.gazeta.pl/torun/1,48723,3716618.html .