Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

GOP: Strach jeździć po szynach

infotram
10.07.2008 21:15

Jazda tramwajem coraz bardziej przypomina grę w rosyjską ruletkę. Wczoraj pasażerowie znów otarli się o śmierć. Zmierzająca od Chorzowa 'jedenastka’ na wysokości Stadionu Śląskiego wjechała na zwrotnicę i… 'zgubiła’ jeden wagon, który po chwili uderzył w czoło składu powodując wykolejenie. Trzynaście osób trafiło do szpitala. Pasażerowie są przerażeni. Tramwajarze robią tymczasem dobrą minę i wskazują na uspokajające statystyki.
Do wypadku doszło krótko po godzinie 9. Wypełniony pasażerami tramwaj właśnie mijał pętlę na wysokości Stadionu. Nie jechał zbyt szybko, lecz i tak siła uderzenia była potężna.
– Niektórzy pasażerowie spadli z siedzeń lub wpadli w dziury w podłodze, wcześniej przykrytej blachą. Spod podłogi wydobywał się gryzący dym. Słychać było krzyki i przeraźliwy płacz dzieci – relacjonuje nasza redakcyjna koleżanka Katarzyna Pachelska, która jechała feralną 'jedenastką’.
Z jej relacji wynika, że tramwaj ruszył z przystanku i jechał ok. 15-20 km na godzinę. – W drugim wagonie, w którym jechałam, nie było zbyt wielu osób, większość siedziała, kilka osób stało – relacjonuje Katarzyna. – Kiedy już prawie mijaliśmy pętlę, wagonem bardzo mocno szarpnęło w bok. Zakołysał się i uderzył w tył pierwszego wagonu. Siła uderzenia odrzuciła torbę, którą miałam na kolanach, aż na przód wagonu. Razem ze starszym panem otworzyliśmy siłą jedne z drzwi. Na zewnątrz na torach siedzieli już ranni pasażerowie pierwszego wagonu. Ranni i zszokowani wypadkiem ludzie kładli się na trawie. Kilka kobiet miało rany nóg, krwawienie tamowały chusteczkami higienicznymi. – Motorniczy 'jedenastki’ z trudem ukrywał emocje, ręce trzęsły mu się tak, że nie mógł utrzymać telefonu komórkowego. – Pierwsza karetka przyjechała bardzo szybko, sanitariusze biegali od jednego rannego do drugiego, na szczęście szybko nadjechały kolejne karetki i policja. Poszkodowanych przewieziono do Zespołu Szpitali Miejskich w Chorzowie. Większość jeszcze wczoraj została zwolniona do domu, ale dwie osoby pozostaną na obserwacji. – Jedna z nich ma uraz kręgu lędźwiowego, druga ogólne potłuczenia – mówi Romuald Romuszyński, dyrektor szpitala. Na obserwację trafił też motorniczy. – Zdenerwował się wypadkiem i dostał bólów zamostkowych, podobnych do tych, które zwiastują zawał serca. Zrobiono mu wszystkie niezbędne badania, ale za jakiś czas trzeba będzie je powtórzyć – wyjaśnia Romuszyński.
Przyczyny wczorajszego wypadku badać będzie komisja Tramwajów Śląskich. Od obecnych na miejscu pracowników obsługi technicznej można było jednak usłyszeć, iż winne było pęknięcie śruby w zwrotnicy.
– Kiedyś wypadki takie jak ten zdarzały się tylko w zimie lub gdy panowały trudne warunki atmosferyczne. Teraz są na porządku dziennym – mówił jeden z nich.
– Ty, k… – krzyczał do kolegi z 'jedenastki’ motorniczy innego tramwaju. – A ja tutaj ostatnio zap…, bo miałem opóźnienie! Na dodatek, żeby postawić tramwaj z powrotem na torach, trzeba było czekać na dźwig z Gliwic. W Katowicach takiego nie ma.
Od początku roku do połowy czerwca w regionie doszło do przeszło czterdziestu wypadków i 262 kolizji z udziałem tramwajów. Prawdziwa 'czarna seria’ trwa w Katowicach.
W ciągu kilku zaledwie tygodni tramwaje dwukrotnie wypadły z torowiska obok kinoteatru 'Rialto’, a przy pl. Wolności wykolejona 'jedenastka’ staranowała grupę przechodniów. To istny cud, że nikt nie zginął.
Tramwajarze próbują uspokajać pasażerów, powołując się na statystyki. Te zaś wskazują, iż zdarzeń z udziałem tramwajów jest znacznie mniej niż przed rokiem – w pierwszych sześciu miesiącach roku 2007 kolizji było 485.
– Znacznie rzadziej do kolizji dochodziło też z winy motorniczych. Obecnie jedna kolizja spowodowana przez motorniczego przypada na 300 tysięcy przejechanych kilometrów – podkreśla Marek Kilijański z działu ruchu Tramwajów Śląskich. Jak dodaje, co roku wszyscy motorniczy muszą zaliczyć obowiązkowe szkolenie (tzw. instrukcje), przypominając sobie zasady ruchu drogowego. – W ich trakcie analizujemy najbardziej drastyczne wypadki, do jakich doszło w ubiegłym roku z udziałem tramwajów – wyjaśnia Kilijański. To jednak nie przekonuje pasażerów. Dla nich liczą się nie liczby, lecz poczucie bezpieczeństwa. A tego nie mogą być pewni słuchając doniesień o kolejnych wykolejeniach. – Na rozpadających się torach, które są tak pogięte, że jadąc można dostać choroby morskiej, podróżuje się w wozach pamiętających lata 80. Trudno się dziwić, że tak to się kończy – komentują.
Ich opinie potwierdza opublikowany w ubiegłym roku na zlecenie KZK GOP raport firmy Ernst&Young. Eksperci nie pozostawiają złudzeń: 10 procent torowisk w regionie kwalifikuje się do pilnego remontu (potrzeba na to około 200 milionów złotych). Przedstawiciele Tramwajów Śląskich przyznają, iż są miejsca, gdzie stan torowiska nie jest 'zadowalający’. Zdecydowanie zaprzeczają jednak, że to właśnie jest przyczyną ostatnich wypadków.
– Każdy przypadek jest inny. Zawinić może człowiek, wagon, bądź stan infrastruktury. Czasem zresztą nawet leżący na torach kamień, niezauważony przez motorniczego może spowodować wykolejenie się tramwaju – mówi Kilijański.
Pytanie, czy tramwajarze sami wierzą w swoje zapewnienia. Po drugim wypadku przy katowickim 'Rialcie’ w feralnym miejscu ograniczono dopuszczalną prędkość. Zdecydowano też o przyśpieszeniu wymiany ponad 30 metrów torowiska. To kropla w morzu potrzeb – do 2013 roku w Katowicach wymienionych powinno zostać 31 kilometrów torowiska i sieci. W tym roku jak na razie wymieniono niespełna 900 metrów szyn, trzy rozjazdy i niecałe 6 tysięcy metrów sieci.
– Muszą upłynąć cztery lata, by pasażerowie odczuli rezultaty programu naprawczego. Do tego czasu w taborze pojawi się około 25 nowych wozów, drugie tyle używanych, ale wciąż jeszcze nowoczesnych wagonów;wyremontowane zostaną też kolejne odcinki torowisk – przyznaje Alodia Ostroch z KZK GOP.