Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Bydgoszcz: Bydgoskie tramwaje to złom na kółkach

infotram
12.05.2008 11:25

Fatalny stan tramwajów mógł być przyczyną dwóch wypadków, do których doszło w czwartek w Bydgoszczy. Władze miasta żądają od szefostwa MZK raportu na temat stanu technicznego taboru.
Drogowcy nie mają wątpliwości, że dwa wypadki tramwajowe, do których doszło w czwartek na ul. Jagiellońskiej i Fordońskiej, nie były przypadkiem. – To wina fatalnego stanu technicznego naszych wozów. Mają beznadziejne hamulce. Sypie się w nich elektryka – wyliczają motorniczy, z którymi wczoraj rozmawialiśmy. – Nie ma dnia, żeby kilka wagonów z powodu usterek nie musiało zjeżdżać do zajezdni.
Prawie wszystkie wozy są mocno zużyte. Najstarszy tramwaj wożący bydgoszczan ma 31 lat. Średnia wieku wszystkich wynosi 23,5.
Potwierdza to Mariusz Reszka, zastępca dyrektora MZK ds. technicznych. – Po Bydgoszczy kursują 44 tramwaje. Zdarzają się dni, kiedy 10 z nich ulega awarii. Najczęściej są to drobne usterki, ale jak prowadzący zauważą coś niepokojącego, to muszą zjeżdżać do zajezdni, żeby nie narażać pasażerów. Oczywiście naprawiamy je. Rocznie udaje się nawet wykonać cztery kapitalne remonty, w czasie których wymieniamy dosłownie wszystko. Nasze wozy są już na granicy wytrzymałości technicznej – wyjaśnia. Motorniczy twierdzą, że najgorzej będzie latem, bo przy wysokiej temperaturze powietrza zacznie siadać elektryczność.
Jak by tego było mało, nie ma fachowców, którzy by starannie przeglądali tramwaje przed wyjazdem z zajezdni. Andrzej Arndt, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Komunikacji Miejskiej zdradza, że w firmie dramatycznie brakuje mechaników. – Nie ma rąk do pracy, bo w ostatnim czasie z powodu niskich zarobków wielu z nich odeszło. Kiedyś, zanim tramwaj opuścił zajezdnię, przeglądało go starannie dwóch mechaników. Dzisiaj robi to jedna osoba. Ma bardzo mało czasu, żeby dokładnie sprawdzić wozy, więc robi to bardzo pobieżnie. W takiej sytuacji niezwykle łatwo jest przeoczyć poważną usterkę – i nieszczęście gotowe.
Ostatnie wypadki zmusiły władze miasta do zainteresowania się stanem taboru. Zastępca prezydenta Lucyna Kojder-Szweda chce się spotkać z prezesem MZK, który szczegółowo ma ją poinformować o sytuacji przewoźnika.
– Tu nie ma innej rady, trzeba kupić nowe tramwaje – uważają motorniczowie. Nowoczesny, niskopodłogowy tramwaj kosztuje ponad 7 mln zł. – Na razie mamy jeden taki wóz, do końca maja będzie drugi. Mam świadomość, że to kropla w morzu potrzeb. Dlatego będziemy też apelować do marszałka województwa, aby pozwolił na zakup tramwajów za unijne pieniądze przy okazji budowy linii do dworca kolejowego. Bo na razie nie ma takiej możliwości – mówi Kojder- Szweda.
Tymczasem trwa ustalanie przyczyn obu wypadków, do których doszło w czwartek. Na ul. Jagiellońskiej 'trójka’ jadąca z Wilczaka w kierunku ronda Jagiellonów uderzyła w stojącą w korku skodę. W rezultacie zniszczonych zostało dziewięć samochodów. Na ul. Fordońskiej z kolei 'siódemka’ uderzyła w jadącą przed nią 'jedynkę’. Łącznie w obu zdarzeniach rannych zostało osiem osób.
– Motorniczy prowadzący na ul. Fordońskiej 'siódemkę’ twierdzi, że nie zadziałały hamulce. Będziemy dokładnie to wyjaśniać – mówi Mariusz Reszka. Natomiast wypadkiem przy ul. Jagiellońskiej zajęła się prokuratura. Sprawdzi, czy motornicza nie sprowadziła bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy w ruchu lądowym.
– Nie wiemy, czy zawinił człowiek, czy zawiodła maszyna – mówi Janusz Kaczmarek, zastępca prokuratora rejonowego Bydgoszcz Północ. – Zleciliśmy przesłuchanie motorniczej, która jest na obserwacji w szpitalu. Konieczne są także badania techniczne pojazdu przez biegłych. Kiedy otrzymamy ekspertyzy oraz protokół z przesłuchania, poznamy przyczyny katastrofy – zapewnia Kaczmarek.