Warszawa: Lumpenwakzał Warszawa Wschodnia
Grupa niemieckich turystów wysiada na Dworcu Wschodnim z pociągu z Berlina. Wita ją śmierdzący kloszard. Wyciąga rękę i mówi: 'Daj euro, daj euro…’. Polskie Koleje Państwowe też powtarzają: 'Euro 2012, Euro 2012…’ i obiecują, że na mistrzostwa dworzec będzie piękny. Na razie wygląda żałośnie. Po dwóch latach przerwy odwiedziłem największą stację kolejową stolicy (siedem peronów!). Odprowadzałem rodziców do pociągu nad morze. Już na parkingu od strony Kijowskiej wypatrzył nas podpity lump. Natarczywie domagał się 2 zł lub przynajmniej papierosa. Chcąc wejść do hali dworca, musieliśmy pokonać następną przeszkodę: przecisnąć się między obskurnym barem orientalnym przyklejonym do budynku a grupą kręcących się wokół Wschodniego podejrzanych typów. 'Może zegarek potrzebny? Albo bransoletka dla pani?’ – proponował jeden z nich. Nie skorzystaliśmy. Nieudanej transakcji przyglądało się z baru dwóch rozebranych do połowy osiłków z mnóstwem tatuaży na ciele. Przy drugim wejściu inny 'sprzedawca’ molestował przerażonych anglojęzycznych podróżnych. W hali dworca atmosfera jak na bazarze. Przestrzeń otaczają kolorowe budy poustawiane bez ładu i składu. W jednej sprzedają prasę, w drugiej słodycze, w kolejnej – jakieś ubrania. Handel rozlał się na środek hali – tu królują polowe stoliki i sklecone z byle czego stoiska. 'Pan, pan, prijdzie do mnie’ – zaczepiła mnie łamaną polszczyzną kobieta zza wschodniej granicy i za rękę pociągnęła do stolika, gdzie piętrzyły się bluzki po 5 zł za sztukę. Właścicielka sąsiedniej polówki od razu zaczęła wciskać mi sprzęt elektroniczny tajemniczych marek. Gdy w 1969 r. kończono budowę Dworca Wschodniego, był on pierwszym po wojnie nowoczesnym obiektem tego typu w Warszawie. Zaprojektowane przez Arseniusza Romanowicza budynki – zwłaszcza wielka przeszklona hala z kasami i poczekalnią od ulicy Kijowskiej – robiły wrażenie. Dworzec nigdy nie był luksusowy, ale dostał zaszczytny tytuł 'Mistera Warszawy’ i zagrał w filmie 'Nie lubię poniedziałku’. Po 38 latach nie chce się w to wierzyć. Polskie Koleje Państwowe nie tylko nie zadbały o wygląd Wschodniego, doprowadzając go do stanu dewastacji i pozwalając na obrośnięcie bazarowymi budami. Odnoszę wrażenie, że to, co dzieje się na dworcu, wymknęło się PKP spod kontroli. Podróżni przedzierają się przez kłęby dymu z pieczonych kebabów, szamoczą z lumpami i handlarzami. Wizja nowego dworca w 2012 r. kompletnie ich nie obchodzi.