Warszawa: Dworzec nieprzyjazny pasażerom
Największy stołeczny dworzec obsługujący ruch podmiejski -Śródmieście – nie jest przystosowany ani dla niepełnosprawnych, ani dla matek z wózkami. Nie ma pochylni, nie wykonano jej, mimo że obiekt przeszedł niedawno gruntowny remont. Co więcej – na stacji nie ma gdzie usiąść. Odkąd na podstawie warszawskich kart miejskich można korzystać z pociągów, zacznie wzrósł ruch na dworcu. Każdego dnia przewijają się tu setki tysięcy pasażerów. Ale osoba na wózku nie ma szans dostać się do pociągu. Nie ma ani zejścia przystosowanego dla potrzeb inwalidów, ani wind. budowlańcy remontujący dworzec nie zrobili nawet klasycznej, betonowej pochylni wzdłuż schodów, takiej, jaki są w większości przejść podziemnych. Dyrekcja kolei przyznaje, że nie zbudowała jej celowo. – Analizowaliśmy możliwość wykonania takich zjazdów, doszliśmy jednak do wniosku, że nie ma to sensu – mówi Michał Wrzosek, rzecznik Grupy PKP. – Zamontowanie windy kosztowałoby ok. 1 mln zł, a cały remont pochłonął 7 milionów. Natomiast gdybyśmy zrobili zwykłą pochylnię, to trzeba byłoby ją co jakieś dwa, trzy miesiące naprawiać, ponieważ schody są w złym stanie. Schodów koleje nie wyremontowały, bo to też podniosłoby koszty modernizacji. Pasażerów takie tłumaczenia irytują. – Jeżdżę co jakiś czas z dzieckiem do przychodni specjalistycznej – mówi Marlena Twaróg z Pruszkowa. – Bardzo ciężko mi nieść wózek, a nie zawsze znajdzie się ktoś, kto pomoże. – Wolę wsiąść do autobusu, by dostać się na Pragę, choć oczywiście pociągiem byłoby szybciej – narzeka Ireneusz Stolar, który po wypadku porusza się o kulach. – Ale zanim zejdę na peron, mija 10 minut. Zdaniem Michała Wrzoska, rozwiązaniem jest wzajemna pomoc pasażerów. – Często widzę, jak ktoś pomaga kobietom znosić wózek z dzieckiem. Nie jest więc tak, że nie można się na dworzec dostać – mówi. Rzecznika PKP nie przekonuje to, że zbudowanie cementowej pochylni to koszt zaledwie kilkunastu tysięcy złotych. – Mielibyśmy masę skarg na to, że ludzie się o nią potykają – przewiduje. – A my chcemy rozwiązać problem kompleksowo – dodaje. PKP planują budowę nowego dworca Śródmieście. Nie nastąpi to jednak wcześniej niż za dwa, trzy lata. Na razie można by postawić na peronach kilka nowych ławek. Jest ich bardzo mało, jak obliczył Artur Niewrzędowski, miejsca wystarczy dla około 32 osób. Ale dyrekcji PKP to nie wzrusza. – Na ławkach mogliby spać bezdomni – tłumaczy Wrzosek. – jest taka zasada, że im więcej ławek, tym więcej chętnych, by się na nich zdrzemnąć. I dlatego zmniejszyliśmy ich liczbę – dodaje.