Toruń: Dworzec pilnie (nie)strzeżony?
Tylko dwóch sokistów pilnuje porządku na Dworcu Głównym PKP w Toruniu. Na Wschodnim nie ma ani jednego. Czy pasażerowie mogą czuć się bezpiecznie? Mieszkam Toruniu ale często dojeżdżam do pracy pociągiem – mówi jeden z mieszkańców. – Bywa, że wracam późno w nocy i nie ukrywam, że na Dworcu Głównym PKP nie jest zbyt przyjaźnie. Nie widzę specjalnie sokistów, a jeśli już gdzieś ich dojrzę to zazwyczaj nie przemęczają się. Rozumiem, że policja ma na głowie nie tylko bezpieczeństwo na dworcu, ale jestem przekonany, ze podróżni czuliby się bezpieczniej widząc na peronach patrole policyjne. Szczególnie po ostatnim włamaniu do kiosku na dworcu. Nad bezpieczeństwem podróżnych czuwa tu przede wszystkim Służba Ochrony Kolei. Tyle, że funkcjonariuszy jest zdecydowanie za mało. – Codziennie na patrole wychodzi dwóch sokistów – mówi Henryk Złotnicki, komendant S.O.K. – Pracują po 12 godzin. W nocy zmiana. W sumie zatrudnionych jest czwórka. Zdaję sobie sprawę, że jest ich mało, dlatego staram się ściągnąć do Torunia sokistów z Grudziądza. Mam nadzieję, że się uda – kończy komendant. Doraźną kontrolą dworca zajmują się również policjanci. Na czas przejazdu pociągów dalekobieżnych przez Toruń, funkcjonariusze są na peronach. Chyba, że akurat uczestniczą w interwencji. Wtedy priorytetem jest sprawa, którą aktualnie się zajmują. I nie ma w tym nic dziwnego, ale warto zwrócić uwagę, że wówczas dworzec jest praktycznie niechroniony. Przez ostatni kwartał doszło tam do 15 przestępstw i 10 wykroczeń. Zdaniem policji to niewiele. – Kradzieże rzeczywiście się uspokoiły – mówi Jerzy Śliwiński naczelnik PKP w Toruniu. – Dużo bezpieczniej było jednak w latach 80., gdy na dworcu działał posterunek policji. Czy zatem doszłoby do kradzieży i włamania do dworcowego kiosku kilka dni temu, gdyby funkcjonariusze byli na miejscu? Trudno powiedzieć. Niepokojące jednak, że pociąg z tak dużą liczbą podróżnych (1,5 tys. kibiców wracało w nocy po meczu piłkarskim) nie miał ochrony. Dwóch mężczyzn udało się zatrzymać. Reszta uciekła do wagonów. Gdyby taka sytuacja zdarzyła się na dworcu Toruń Wschodni nie byłoby szans na jakakolwiek interwencję. – Tam nie ma już nawet dyżurnego – martwi się komendant Złotnicki.