Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Siedlce: Ryczą przy torach, straszą zwierzęta

inforail
17.09.2007 13:41

Głos sójki, ujadanie psów, rżenie konia – takimi głosami odstraszają zwierzęta specjalne urządzenia Polskich Linii Kolejowych. Pierwsze w Polsce odstraszacze tego typu robią furorę w świecie. Spółka PLK gruntownie zmodernizowała linię kolejową łączącą Warszawę z Siedlcami. Prace skończyły się w zeszłym roku. Dzięki pomocy z Unii Europejskiej pociągi mogą tu teraz jeździć z prędkością 160 km/godz. Niestety, pasażerowie jeszcze rok będą czekać na pierwszy szybki pociąg.
Bezbłędnie działają za to na tej trasie Urządzenia Odstraszania Zwierząt – w kolejowym skrócie UOZ. – Pamiętam dwa pociągi, które zderzyły się ze stadami dzików – wspomina Krzysztof Łańcucki, rzecznik PLK. – Obydwa się wykoleiły, na szczęście nie było ofiar. Zastosowane przez nas odstraszacze zastępują o wiele droższe i mniej skuteczne kładki dla zwierząt.
UOZ to cały system naszpikowany elektroniką. Z okien pociągów można zobaczyć tuby ustawione wzdłuż torów. Ostrzegają one hałasem dziki, sarny, jelenie, lisy przed zbliżającymi się pociągami. I nie są to zwykłe hałasy, ale naturalne dźwięki istniejące w przyrodzie. Fachowo nazywają się 'atrapą bodźców kluczowych’, które wyzwalają u zwierząt lęk. Dźwięki dobrała specjalistka w dziedzinie zoopsychologii prof. Simona Kossak z Instytutu Badawczego Leśnictwa w Zakładzie Lasów Naturalnych w Białowieży. – A myśmy to przekuli w metal – mówi Marek Stolarski, szef spółki Neel, która wyprodukowała urządzenia. – Zwierzęta reagują dokładnie tak, jak chciała pani profesor. Symfonia dźwięków ma trzy części. Najpierw jest głos sójki – to sygnał zagrożenia. Zwierzęta podnoszą głowy do góry. Potem idzie ujadanie psów, część zwierząt odchodzi od torów. A po psach następuje sekwencja śmierci, czyli bardzo nieprzyjemne dźwięki zabijanych zwierząt: zająca, świni. Wtedy nawet mało strachliwe łosie uciekają w krzaki. I zastrzega, że nikt specjalnie nie zabijał zwierząt. W sumie na trasie do Siedlec PLK zamontowały ponad 60 tub. Połowa z nich stoi w ośmiu punktach migracji zwierząt, a reszta ogranicza dostęp zwierzyny na dwukilometrowym odcinku obok rezerwatu przyrody Stawy Broszkowskie koło Siedlec. W PKL wyliczyli, że za pieniądze wydane na jedno przejście nadziemne dla zwierząt można wybudować UOZ chroniące je na odcinku 200-400 km. Dlatego kolejowa spółka będzie montować je teraz na modernizowanej linii między Warszawą a Gdynią. Urządzenie zostało zgłoszone do Urzędu Patentowego, ale na patent trzeba czekać jeszcze parę lat. O nasz wynalazek pytali już Kanadyjczycy i koleje norweskie.