Radom: Zdenerwowani pasażerowie wysiadają na torach
19.24, dworzec PKP w Radomiu. Prawie 30-stopniowy upał. Na parkingu przed dworcem kilkadziesiąt osób czeka w samochodach na wracających z pracy mężów, żony, dzieci. Z megafonów rozlega się głos: 'Pociąg z Warszawy opóźniony 15 min, opóźnienie może ulec zmianie’. To norma, nikt już się nie dziwi. Nagle rozdzwoniły się telefony komórkowe – samochody ruszają spod dworca i jadą ul. Prażmowskiego pod wiadukt na ul. Słowackiego. Tam, ok. 800 m przed dworcem, stoi pociąg. W wagonach gorąco i duszno. Nikt nie informuje podróżnych, jaka jest przyczyna postoju i jak długo potrwa. Zniecierpliwieni otwierają drzwi i wychodzą na tory. Kilkusetosobowa 'pielgrzymka’ idzie gęsiego wzdłuż torów w kierunku dworca: eleganccy mężczyźni w garniturach, kobiety w szpilkach, z bagażami (to pewnie ci, którzy do domów wracają tylko na weekend). Co chwila ktoś ogląda się niepewnie, czy nie nadjeżdża inny pociąg. Godzina 20.30. Na peronie kolejny komunikat: „Pociąg z Warszawy opóźniony 50 min, opóźnienie może ulec zmianie…”.Pociąg jadący z Warszawy, spóźniony jak co dzień, zatrzymał się kilkaset metrów przed dworcem. Zmęczeni pasażerowie wracający z pracy w stolicy pytają, po co te rozkłady jazdy, i wysiadają na torach. – Nie wolno otwierać drzwi pociągu, jeśli nie jest to uzasadnione. Nic jednak nie możemy zrobić, jeśli na własną odpowiedzialność ludzie wysiadają z pociągu. Pasażerowie powinni jednak być poinformowani przez kierownika pociągu, z jakiej przyczyny jest postój i jak długo będzie trwał. Kierownik powinien to zrobić przede wszystkim z obowiązku, ale także choćby z kultury – uważa inspektor Michał Wacławik, rzecznik prasowy Komendy Regionalnej SOK w Warszawie. – W ostatni piątek postój był wynikiem zerwania hamulca ręcznego oraz uszkodzenia sieci trakcyjnej – informuje Donata Nowakowska, rzeczniczka Kolei Mazowieckich. Czy to był tylko incydent? – Nie, to stały obrazek: stoimy ok. 22.10 pod dworcem, widać już perony, ostatnie autobusy MPK lada moment odjadą. Ale czekamy, aż przejedzie pociąg towarowy, potem inny osobowy. Dopiero wtedy wtaczamy się na dworzec – opowiada nasza czytelniczka, która pracuje w Warszawie. Szczegóły w Gazecie Wyborczej: http://miasta.gazeta.pl/radom/1,35219,4189233.html?nltxx=1078274&nltdt=2007-05-31-02-06 .