Płock: Koniec kolei nie oznacza końca dworca
PKP zapowiedziała likwidację ostatniego pociągu pasażerskiego, który jeździ do Płocka. Jaki jest w tej sytuacji sens inwestowania przez miasto w dworzec kolejowy? Jeszcze większy niż dotychczas – twierdzą w ratuszu. – Kompletny zaścianek z tego Płocka – takie komentarze towarzyszyły informacji o zakończeniu kursów 'Koziołka’, czy to na gazetowym forum, czy na ulicy. – Nad decyzją PKP możemy tylko ubolewać – powiedział w rozmowie z 'Gazetą’ także wiceprezydent Płocka Tomasz Kolczyński. – I mieć nadzieję, że urząd marszałkowski zastanowi się nad uruchomieniem swojego połączenia. Gorycz wynikająca z likwidacji ostatniego połączenia pasażerskiego ma jednak wyraźnie wymiar prestiżowy. Wydaje się, że miasto staje ośrodkiem gorszej kategorii, gdy nie ma w nim takich podstawowych elementów jak m.in. pociąg. Tymczasem przecież płocczanie wożą się wygodnie samochodami. Mamy ponad 83 tys. zarejestrowanych pojazdów – czyli po dwa na rodzinę. Czy w tej sytuacji racjonalne jest wymaganie od PKP, by pozostała instytucją charytatywną i dopłacała do nierentownego 'Koziołka’? – Pozornie trudno znaleźć w tej sytuacji uzasadnienie dla inwestowania w dworzec kolejowy – przyznaje wiceprezydent Kolczyński. – Jednak dworzec może pełnić i będzie pełnił także inne funkcje. Tym bardziej nie można go zostawić. Będzie tu przyjeżdżać wiele autobusów, także obsługujących międzynarodowe trasy, i dworzec wciąż pozostanie tym pierwszym obiektem, miejscem, z którym goście będą mieli kontakt. Otrzyma też owe nowe funkcje – powstaną w nim sklepy, restauracje lub bary itp. Na to wszystko, niestety, trzeba będzie poczekać. Bo budynek wciąż stoi na gruntach o nieuregulowanym stanie prawnym. I PKP wciąż nie złożyła do urzędu wojewódzkiego wniosku o uwłaszczenie. – Według uzyskanych od PKP SA informacji na przeszkodzie złożenia wniosku stoi nieujawniony w księdze wieczystej tytuł własności skarbu państwa do wszystkich 11 działek geodezyjnych, które tworzą tę nieruchomość – poinformował rzecznik wojewody mazowieckiego Maksym Gołoś. Ale nie można kolejarzom odmówić dobrych chęci. Do płockiego urzędu miasta przysłali kilka dni temu pisemną propozycję przejęcia przez samorząd dworca PKP. Zaproponowali dwie formy: zawarcia – do czasu zbycia gmachu – umowy najmu lub umowy zarządzania. Uznali, że obie pozwolą gminie Płock zainwestować w obiekt. – Niestety, są to warunki nie do przyjęcia – skomentował Tomasz Kolczyński. – Zanim zainwestujemy w dworzec, musimy mieć idealnie czystą sytuację własnościową. Miasto nadal więc będzie czekało, aż PKP da sobie z tym radę i pewnie wcześniej czy później do przejęcia dworca kolejowego dojdzie. Choć już dawno nie będzie 'Koziołka’