Kutno: Wolniej do Łodzi
Kutnianie są zaniepokojeni nowym rozkładem jazdy, jaki proponuje PKP –pisze Dziennik Łódzki. Według niego podróż do Łodzi będzie trwała ponad dwie godziny. Dla osób dojeżdżających do pracy w Łodzi to olbrzymi problem. Tymczasem kolejarze twierdzą, że na remonty torów nie mają pieniędzy. Osoby dojeżdżające z Kutna do Łodzi lub odwrotnie już teraz zaczynają się zastanawiać nad innymi możliwościami dojazdu. –Najbardziej zadziwiające jest to, że dojazd do oddalonej od Kutna o ponad 130 kilometrów Warszawy trwa półtorej godziny i tyle samo jedzie się do Łodzi, a trasa jest połowę krótsza –mówi Stanisław Jaworski, mieszkaniec Kutna. –Szkoda mówić co będzie, jak prędkość pociągów jeszcze zostanie zmniejszona. Jak ludzie dojadą do pracy. Pewnie przerzucą się na jeżdżenie autobusami, a to też nie trwa krótko. Autobus do Łodzi również jedzie półtorej godziny, a nie każdemu pasuje rozkład. Okazuje się, że dyrekcja PKP wraz z nowym rozkładem jazdy aż w siedemnastu miejscach wprowadzi ograniczenia prędkości. –Zmniejszenie prędkości nastąpi na łukach ze względu na zły stan szyn –mówi Marek Olkiewcz, dyrektor do spraw eksploatacji Zakładu Linii Kolejowych w Łodzi. –W związku z tym pociągi pojadą wolniej i czas przejazdu wydłuży się o około 33 minuty. W niektórych miejscach prędkość zostanie ograniczona do 20 kilometrów na godzinę z rozkładowej, która wynosi 70 kilometrów. Wprowadzamy te ograniczenia także ze względu na bezpieczeństwo pasażerów. Wiele osób dojeżdżających do Łodzi lub z powrotem zapewne zacznie korzystać z usług PKS. –Oficjalna wiadomość z kolei jeszcze do nas nie dotarła –mówi Halina Banasiak, pracownica PKS w Kutnie. –Na pewno zastanowimy się nad możliwością uruchomienia dodatkowych kursów, ale najpierw musimy zbadać rynek. Myślę, że wielu ludzi zacznie dojeżdżać własnymi samochodami, albo będą się umawiać i jeździć w kilka osób samochodem. Podobny problem będzie miała młodzież dojeżdżająca pociągiem z okolic Kutna do szkół. Na trasie Łódź –Kutno kursują także pociągi jadące w kierunku Gdyni, Gdańska, Bydgoszczy i Katowic. Zwiększy się także czas przejazdu na trasach dalekobieżnych. Tymczasm PKP nie ma pieniędzy na remonty szyn. –Koszt wymiany zużytych szyn na tym odcinku wynosi około 9 milionów złotych –dodaje Marek Olkiewicz. –Będziemy się starać o pieniądze na ten cel z Funduszu Regionalnego Programu Operacyjnego.