Kraków: Kolejowa kraksa pod Krakowem – na szczęście bez ofiar
Niektórzy pasażerowie pośpiesznego do Rzeszowa jeszcze drzemali, gdy we wtorek o godz. 7.10 pociąg uderzył w stojący przed Kłajem pusty skład próbny –dowiadujemy się z Gazety Wyborczej. Na szczęście ucierpiała tylko jedna osoba – maszynista. Spłonęły dwa wagony i lokomotywa. Do wypadku doszło przed stacją w Kłaju, kilka kilometrów od Niepołomic. – Pociąg nagle zaczął gwałtownie hamować, rzeczy spadały z półek, a potem już tylko zgrzytało i stanęliśmy – wspomina Waldemar Łaś, pasażer pociągu pośpiesznego z Kołobrzegu do Rzeszowa. – Tuż przed godz. 7.10 nasz pociąg zatrzymał się przy semaforze przed Kłajem. Mieliśmy czekać na pozwolenie na wjazd na stację. Wtedy nagle poczułem gwałtowny wstrząs i się przewróciłem – opowiada kierownik pociągu próbnego. Pośpieszny do Rzeszowa nie zatrzymał się koło innego semafora, mniej więcej kilometr przed miejscem wypadku. Gdy jego maszynista zauważył na swoim torze drugi pociąg, rozpoczął hamowanie. Było jednak już za późno. – Sądząc po zniszczeniach, pośpieszny najechał na pociąg próbny z prędkością około 50 km na godzinę – ocenia dyrektor Marek Szuster z krakowskiego Zakładu Linii Kolejowych. Lokomotywa wbiła się w ostatni wagon i wyrzuciła go na drugi tor. Wagon uszkodził słup trakcji elektrycznej, a lokomotywa wykoleiła się i zatrzymała na następnym wagonie. Tuż po zderzeniu w jednym z pustych wagonów stojącego składu wybuchł pożar. Od niego zajął się drugi wagon oraz lokomotywa pociągu pośpiesznego. Wagony spłonęły całkowicie, lokomotywa tylko częściowo, bo ogień zdążyli ugasić strażacy z Wieliczki. Nikt nie chce na razie jednoznacznie wskazać przyczyn wypadku. – Sprawę zbada specjalna komisja, ale możliwości są dwie: albo maszynista z jakichś powodów nie zauważył sygnału, albo sygnału nie było, bo nie zadziałał automatyczny semafor – wyjaśnia Marek Szuster. Kolejarze biorą też pod uwagę awarię hamulców, ale to mniej prawdopodobne, bo pasażerowie pamiętają ostre hamowanie. Jedyną ofiarą wypadku był maszynista pociągu pośpiesznego. Nim jego maszyna uderzyła w drugi pociąg, zdążył uciec na tył lokomotywy. Doznał niegroźnych obrażeń, po czym zdołał sam wydostać się z lokomotywy. Trafił jednak do szpitala. Ponad 700 pasażerów pociągu z Kołobrzegu, w tym dzieci wracające z kolonii, przewieziono na stację w Kłaju, skąd dopiero po kilku godzinach pojechali dalej. Więcej w Gazecie Wyborczej: http://serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,68586,3478398.html .