Krajobraz po remoncie w Poznaniu
Jakiś czas temu odbyła się w Poznaniu uroczystość zakończenia remontu poznańskiego węzła komunikacyjnego. Znamiennym jest, iż na kolei w Polsce uroczyście obchodzi się, co się da: podpisanie umowy, wyburzenie budynku, a szczególnie zakończenie budowy, czy remontu. Jak za dawnych, dobrych czasów pewnie też jest tak, że uroczystość się odbyła, a remont dalej trwa. Podróżni, korzystający z poznańskiego dworca owego remontu mieli już serdecznie dość. Opóźnienia pociągów, zmieniające się rozkłady jazdy, brak informacji, co innego widzę, co innego słyszę, co innego jedzie. Można by zatem przypuszczać, iż skończą się te dolegliwości poznańskiego PKP. Owóż nie, stąd podejrzenie dalszego trwania remontu.
Oto obrazek wprost z poznańskiego dworca. Najlepiej chyba zilustruje go ciąg zdarzeń, poukładany w porządku chronologicznym.
Jest 27 grudnia 2008 roku. Przybywam na pociąg Intercity Bolesław Prus z Warszawy do Szczecina. Wedle komputerowego rozkładu jazdy, Internetu oraz informacji kolejowej w Poznaniu, pociąg ma przyjeżdżać do Poznania o godz. 9:30, a odjeżdżać o godz. 9:40. O godzinie 9:36 pociągu brak –no i dobrze, bo przyszedłem na dworzec w ostatniej chwili. Z megafonów rozlega się zapowiedź, iż pociąg Intercity z Warszawy Wschodniej do Szczecina Głównego, planowy przyjazd 9:36 (?) przybędzie z opóźnieniem 10 minut. Tu mała dygresja na temat zapowiedzi na poznańskim dworcu. Poznań, jako miasto nowoczesne, musi zawsze wymyślić coś innego, niż pozostałe, bo przecież jest najbardziej europejskie z polskich miast. Wymyślono zatem system zapowiedzi składany z fragmentów uprzednio nagranych przez nadwornego poznańskiego lektora, znanego z reklam tworzonych w lokalnych rozgłośniach. Zapowiedzi te nagrano gdzieś w roku 2001 i nie aktualizowano ich od tej pory. Skutek jest taki, że zapowiedzi nie uwzględniają zmian relacji pociągów. Jeśli jakaś stacja docelowa nie została nagrana w tymże 2001 roku, to obecnie nie jest zapowiadana. Toteż na dworcu w Poznaniu możemy usłyszeć: pociąg pospieszny z Wrocławia Głownego do Ełku odjedzie z toru przy peronie czwartym –wypowiedziane głosem wspomnianego lektora –a następnie megafonistka dodaje: pociąg kursuje do stacji Suwałki. Konia z rzędem komuś, kto się w tym połapie.
Do tego dochodzi beznadziejna intonacja tak złożonej zapowiedzi, wyglądająca mniej więcej tak: Pociąg Intercity. Z. Warszawy Wschodniej. Do. Szczecina Głównego wjedzie na tor przy peronie –PIERWSZYM. I tu wracamy do naszego Intercity. Otóż przy zapowiedzi tego pociągu okazało się, iż odjeżdża planowo z Poznania o godz. 9:45, a nie o 9:40. Po chwili kolejna zapowiedź, prawie takiej samej treści, jak poprzednio, tyle, że tym razem pociąg wjedzie na tor przy peronie czwartym. Przy peronie czwartym stoi jednak wspomniany pociąg do Ełku –czytaj: Suwałk. Pewnie zaraz pojedzie i wtedy wpuszczą Intercity. Tu kolejne zaskoczenie: wedle następnej zapowiedzi, pociąg wjedzie jednak na tor, przy peronie pierwszym. Chwała bogu, że nie trzeba przynajmniej chodzić po schodach . Tu kolejna atrakcja poznańskiego systemu zapowiedzi pociągów. W każdym cywilizowanym –nie koniecznie europejskim mieście rozmieszczenie wagonów w pociągach rezerwowanych określane jest sektorami peronu. W Poznaniu natomiast zapowiedź wygląda tak: Wagony ustawione w kolejności od czoła pociągu: 15 –wagon klasy drugiej. 9 –wagon klasy drugiej. 8 –wagon klasy drugiej –itd. Jeśli ktoś wie, z której strony wjedzie pociąg –OK., ale czy ta wiedza jest niezbędna dla normalnego korzystania z dworca? W końcu pociąg wjechał, od innej strony, niż się go wszyscy spodziewali, opóźniony o 23 lub 18 minut –w zależności od przyjętego rozkładu.
Niestety nie jest to odosobniony obrazek z poznańskiego dworca. Informatorki wprost wskazują, iż nie należy wierzyć rozkładowi komputerowemu i w Internecie, bo tam są błędy. Okazuje się, iż im również nie ma co wierzyć. Czy rozbicie PKP na spółki temu właśnie miało służyć? I jeszcze jedno, tym razem poważniej. Dużo mówi się o zachęcaniu do korzystania z kolei. Wyobraźmy sobie, iż ktoś, kto na co dzień korzysta z własnego samochodu skusi się na wyjazd pociągiem do Szczecina. Po takiej przygodzie będzie to pierwszy i ostatni raz. Powie sobie, że rzeczywiście mają rację reklamy samochodów: kup samochód, będziesz wolny, wolny od niepewności, wolny od stresu podróżowania z PKP. W wydaniu Transinfo z 6.01 można przeczytać piękną relację z pociągu EC Wawel z Krakowa do Hamburga. Różnica między przebiegiem na trasie PKP i DB mówi wszystko. Jakiej ściany, jakiej zapaści jeszcze trzeba, by towarzystwo wzajemnej adoracji w postaci konglomeratu spółek kolejowych zaczęło wreszcie robić to, do czego są powołani. Obawiam się, że nie ma takiej ściany, bo nikomu nie zależy na pasażerach. Kto może to kupi sobie samochód, a kto nie, to i tak będzie jeździł.