Kolejarze straszą megacięciami
Zlikwidujemy ponad tysiąc lokalnych pociągów, jeżeli w przyszłym roku nie dostaniemy od samorządów wojewódzkich 800 mln zł – grozi spółka PKP Przewozy Regionalne. Skasowanych może być dwa razy więcej pociągów niż w tym roku. I groźba ta wygląda na realną: marszałkowie województw nie chcą się bowiem zgodzić na przekazywanie większych pieniędzy. PKP Przewozy Regionalne zaprezentowały już rozkład jazdy, który ma obowiązywać od 11 grudnia. Listę pociągów podzieliła na dwie części. Jedna to spis tych, które kursują przez cały rok. Drugą oznaczono literką „F”. Znaczy to, że na pewno będą jeździły tylko do 31 marca. A później? Później mogą też jeździć, ale samorządy muszą za nie zapłacić. – Jeżeli nie otrzymamy tych pieniędzy, to pociągi nie pojadą – zapowiada Łukasz Kurpiewski, rzecznik prasowy PKP PR. – W tym roku od samorządów otrzymaliśmy 381 mln zł. To pokrywa zaledwie 61 proc. deficytu. Nie możemy dłużej dokładać do naszej działalności i godzić się na pogłębianie długów. Jeżeli przewoźnik zrealizuje swoje groźby, spośród 2960 pociągów uruchamianych w ciągu doby w całym kraju od 1 kwietnia zlikwidowanych zostanie 1164. Kurpiewski tłumaczy, że prawie 3 tys. połączeń zamówiły samorządy województw, i to kosztuje 800 mln zł. Pomimo to, że prace nad budżetami w regionach dopiero trwają, na razie nic nie wskazuje na to, żeby marszałkowie zamierzali tyle płacić. W województwie kujawsko-pomorskim kolejarze dostali w tym roku ponad 30 mln zł, mimo że wycenili swoje usługi na dwa razy więcej. Waldemar Achramowicz, marszałek województwa, zapowiada, że na 60 mln na pewno się nie zgodzi. – PKP Przewozy Regionalne są monopolistą i stawiają warunki często nierealne i bez uzasadnienia. Nie pojmuję tej logiki: koszty eksploatacji ciągle spadają, dzięki nowym szynobusom, które kupuje samorząd, a oni chcą na okrągło więcej pieniędzy. Nie jesteśmy instytucją charytatywną, żeby wciąż dopłacać. W podobnym tonie wypowiada się Henryk Rupnik, wicemarszałek województwa zachodniopomorskiego. Żeby zapobiec w przyszłości takim sytuacjom, władze rozmawiają z innymi firmami, w tym z kolejami francuskimi, które mogłyby prowadzić przewozy. – Jeżeli kolej nie zostanie wreszcie zrestrukturyzowana, ciągle będziemy słyszeć tylko o nowych żądaniach. My dajemy PKP 11 szynobusów i oczekujemy niższych cen za przewozy. Nie zgadzamy się na szantaż – mówi. A Wiesław Maras, członek zarządu województwa śląskiego, dodaje, że regionów nie stać na spełnienie oczekiwań kolejowego przewoźnika. Powód jest prozaiczny: do województw muszą spływać większe środki z PIT-ów i CIT-ów, a wówczas będzie można pomyśleć o dodatkowych dotacjach dla kolei. – PKP może sobie stawiać różne literki w rozkładzie, ale pasażerów ktoś przecież musi wozić. Jakoś nie wierzę, że się wzbogacą czy oszczędzą, jeżeli zlikwidują nam połowę połączeń – twierdzi. Tymczasem Piotr Rachwalski, prezes Instytutu Rozwoju i Promocji Kolei, uważa, że kolejarze nie mogą straszyć samorządów i pasażerów, bo obraca się to przeciwko im. Tłumaczy, że pasażerowie, którzy nie są pewni, czy pociąg pojedzie, bo docierają do nich informacje o takich planach, w końcu przesiądą się na pewny autobus. – Żeby naprawić sytuację na kolei, potrzeba rozwiązań systemowych i czym szybciej nowy rząd to zrozumie, tym lepiej. Przewozy Regionalne same sobie nie poradzą ze swoimi kłopotami – informuje Rachwalski. – Nie wierzę w te zapowiedzi. To chyba tylko mało przemyślany straszak.