Gdańsk: Horror na torach kolejowych
Błąd dróżnika o mały włos doprowadziłby do staranowania samochodu na strzeżonym przejeździe kolejowym w Gdańsku. To już drugi raz w tym tygodniu. Policja żąda kontroli dróżników –pisze Gazeta Wyborcza. Dramat rozegrał się na strzeżonym przejeździe kolejowym przy ul. Gościnnej w Gdańsku Oruni. W czwartek przed godz. 22 na tory wjechało auto marki Hyundai – i w tym momencie szlabany z obu stron zostały opuszczone. W samochodzie znajdowały się dwie kobiety: kierująca i pasażerka. Obie w odległości kilkunastu metrów zobaczyły nadjeżdżający z kierunku Tczewa pociąg osobowy. Maszynista zaczął gwałtowanie hamować i dawać sygnały dźwiękowe. Dróżnik zdążył podnieść szlaban. Samochód w ostatniej chwili opuścił torowisko – na wstecznym biegu. – Miały dużo szczęścia – mówią policjanci. – Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby kobieta spanikowała i auto by zgasło. Poza tym świetnie spisał się maszynista, który w porę zauważył zagrożenie. Dobrze, że to był stosunkowo krótki skład osobowy, więc droga hamowania pociągu nie była długa. Gdyby to jechał rozpędzony i dobrze załadowany towarowy, pewnie nie byłoby co zbierać. Kierownik pociągu natychmiast wezwał policję. 39-letni dróżnik Zbigniew R. został zatrzymany. Z badań wynika, że był trzeźwy, nie zażywał też narkotyków. Dróżnikowi przedstawiono zarzut sprowadzenia bezpośredniego niebezpieczeństwa katastrofy. Grozi za to do 8 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna ma 20-letni staż pracy na kolei, dróżnikiem jest od siedmiu lat. Podobne zdarzenie miało miejsce w ubiegłą sobotę na przejeździe Gdańsk Lipce – tam dróżniczka z 10-letnim stażem pracy nie opuściła na czas szlabanu. Tylko dzięki refleksowi kierowców dwóch samochodów oraz maszyniście pociągu nie doszło do katastrofy. – Wystąpimy do PKP o skontrolowanie dróżników – mówi Dominika Przybylska, rzeczniczka prasowa Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. – Chodzi o uniknięcie tego typu zagrożeń w przyszłości.