Najnowsze w Infoship
Brakuje najnowszych.

Bydgoszcz: Na szynach bez konkurencji

inforail
09.10.2008 13:15

Niezadowoleni z usług Polskich Kolei Państwowych pasażerowie, którzy liczą na przełamanie ich monopolu, powinni się wyzbyć złudzeń. Prywatna firma kolejowa, Arriva – która w północnej Polsce miała konkurować z PKP – na razie przegrywa z państwowym molochem. Tak dzieje się w sąsiadującym z nami woj. kujawsko-pomorskim.
Władze Pomorza deklarują, że są otwarte na prywatne oferty transportowe. Dlatego śledzą losy Arrivy, pierwszego w Polsce prywatnego przewoźnika kolejowego. Jej pociągi jeżdżą m.in. do Brodnicy i Grudziądza, wjeżdżają też do woj. pomorskiego, do Chojnic i Czerska. Firma toczy też boje w woj. kujawsko-pomorskim z władzami samorządowymi. Jej przedstawiciele twierdzą, że tamtejszy Urząd Marszałkowski zrobił wszystko, by PKP nie stała się krzywda.
Sprawa wydawała się oczywista. Władze kujawsko-pomorskiego postanowiły reaktywować po kilku latach ruch pasażerski na linii Bydgoszcz-Chełmża. Do przetargu stanęły PKP PR i polsko-brytyjskie konsorcjum PCC/Rail Arriva. 'Prywaciarz’ już kilka tygodni temu 'odtrąbił’ zwycięstwo w przetargu. Zaproponował bowiem, by samorząd wojewódzki dopłacał do każdego kilometra 'tylko’ 11,77 zł 'Tylko’, bo Przewozy Regionalne żądały aż 13,93 zł dopłaty.
Urząd Marszałkowski nie przyjął jednak propozycji Arrivy, zdecydował o podpisaniu wstępnych umów z oboma kontrahentami i zaprosił ich do dalszych negocjacji.
Ustawa o zamówieniach publicznych reguluje w ten sposób przypadki, kiedy więcej niż jeden uczestnik postępowania przetargowego zaproponuje korzystną ofertę i zmieści się w warunkach postawionych przez instytucję zamawiającą – informowała Beata Krzemińska, rzecznik urzędu.
W dogrywce Arriva ponownie zaproponowała 11,77 zł, ale PKP Przewozy Regionalne – znając ofertę konkurencji – zeszły nagle z ceny o jedną czwartą. Zaproponowały, że wystarczy dopłata 10,59 zł do końca tego roku i 10,73 zł w przyszłym. Władze województwa zdecydowały, że zwycięzcą przetargu są PKP PR. Wszystko odbyło się tym samym w zgodzie z przepisami, ale przedstawiciele Arrivy i niezależni eksperci mają poczucie niesmaku, że zapraszając PKP do negocjacji – mimo że ich pierwotna oferta nie była korzystna – potraktowano monopolistę ulgowo.
Wydaje się, że urzędnicy konkurencji nie chcą – mówi Adrian Furgalski, ekspert z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Nasuwa się pytanie, czy można robić dogrywkę, gdy zna się cenę rywala. I czy można w krótkim okresie tak drastycznie obniżyć koszty. Trzeba sprawdzić, czy to działanie nie nosi znamion dumpingu.
Maciej Królak, rzecznik Arrivy, nie wyklucza, że może mieć miejsce 'subsydiowanie połączenia kosztem innych regionów’. – Czy marszałkowie innych województw mogą oczekiwać podobnych obniżek w ofertach PKP? – pyta Królak.
Do końca przyszłego roku obsługę lokalnych połączeń na Pomorzu (poza odcinkiem Słupsk-Tczew, gdzie jeździ SKM) zapewniają PKP Przewozy Regionalne.
Jeśli kiedyś pojawi się oferta korzystniejsza niż PKP to ją rozpatrzymy – zapewnia wicemarszałek Mieczysław Struk.