Budapeszt: Węgry po tragicznym wypadku
Jak informują węgierskie środki masowego przekazu, rząd węgierski i dyrekcja generalna kolei MÁV zadecydowała, że każda jedna ofiara (a w przypadku zmarłych – rodzina) otrzyma 400 tys. forintów (ok 5700 zł) szybkiego zasiłku. Jest to suma bezzwrotna i nie dotyczy odszkodowania, które kolej później wypłaci poszkodowanym. Na Węgrzech flagi państwowe opuszczono na pół masztu. Zdaniem specjalistów jest szczęściem w nieszczęściu, że Intercyty nie zatrzymał się przed zepsutym semaforem, a jechał dalej z przepisową w takim przypadku szybkością 15 km/h, bowiem w przeciwnym przypadku liczba zabitych i rannych byłaby znacznie większa.
Maszynista osobowego prawdopodobnie nie spostrzegł zepsutej sygnalizacji, gdyż na odcinku, którym poruszał się jego pociąg, semafory jeszcze działały. Znając rozkład jazdy na pamięć wiedział, że „nie ma przed nim żadnego pociągu, bo IC już dawno poszedł“! Na dodatek wszystkiego osobowy mógł mieć spóźnienie i dlatego pędził z szybkością prawie 100 km/h. Bardzo często maszyniści łamią przepis i ruszają wolno na czerwone światło, bo za spóźnienie potrącają premię nawet wówczas, kiedy nie maszynista jest winien.
Faktem jest również i to, że na tej linii oraz na linii numer 1 (Wiedeń-Budapeszt) w pobliżu Tatabánya, bardzo często kradną kable trakcyjne i sygnalizacyjne, sprzedając je na złom. Unia Europejska jego zdaniem już dawno powinna była przyjąć rozporządzenie o ścisłej monopolowej kontroli państwa handlu metalami kolorowymi, gdyż kradzieże kabli kolejowych są coraz częstsze w całej Unii i korzystając z otwartych granic, złodzieje swój łup sprzedają w sąsiednim państwie. Siedem lat temu dokładnie w tym samym miejscu była podobna katastrofa spowodowana również przez niedziałającą sygnalizację. Wówczas zanotowano 37 rannych. Fachowcy zabrali czarne skrzynki obu elektrowozów do zbadania przyczyn wypadku, bowiem nie wyklucza się także awarii wagonu sterowniczego lub zasłabnięcia, a nawet nagłej śmierci motorniczego osobowego.