Warszawa: Zawirowania wokół Muzeum Kolejnictwa
Muzeum Kolejnictwa nie dba o eksponaty –twierdzą miłośnicy zabytków i składają wniosek do prokuratury. Szef muzeum składa rezygnację.
Janusz Sankowski kieruje placówką przy ul. Towarowej 1 od 17 lat. –Praca w muzeum przynosiła mi zawsze mnóstwo satysfakcji. Dlatego dziś trochę mi żal, że odchodzę –przyznaje dyrektor. –Długo dojrzewałem do tej decyzji, ale nie miałem wyjścia –dodaje.
Trzy tygodnie temu złożył rezygnację na ręce marszałka województwa, Adama Struzika.
Zniszczone pociągi
O powodach swojej decyzji dyrektor nie chce mówić wprost. Nieoficjalnie przyznaje jednak, że czarę goryczy przelała skarga na pracę muzeum, którą pod koniec sierpnia do prokuratury okręgowej złożył doktorant kryminologii na UW, Piotr Lewandowski. Zarzuca dyrekcji placówki m.in. brak nadzoru nad znajdującymi się w jej zbiorach zabytkowymi pociągami i parowozami.
–Od lat są one systematycznie niszczone, podpalane albo cięte na złom. A przecież większość z nich to zabytki wpisane do rejestru –opowiada zdenerwowany Lewandowski. –Nie mogłem dłużej na to patrzeć, dlatego postanowiłem poinformować o sprawie prokuraturę.
Lewandowskiemu wtóruje zaprzyjaźniony z nim przewodniczący Fundacji Era Parowozów, Robert Dylewski. –Z winy muzeum w kupę żelastwa zamienił się wagon spalinowy SD80 z 1949 roku, stojący w pobliżu Dworca Zachodniego. Podobny los spotkał wyprodukowany tuż po wojnie elektryczny zestaw trakcyjny EW 51 – 36 –wylicza jednym tchem.
Brak powierzchni i torów
Dyrektor Muzeum Kolejnictwa, Janusz Sankowski odpiera zarzuty. –Pociągi są w fatalnym stanie. Ale to wynik nierozważnej polityki, którą muzeum prowadziło od lat 70, kiedy zostało powołane –wyjaśnia. –Pod naciskiem PKP i towarzystw miłośników kolei gromadziliśmy wtedy wszystkie zabytki, chociaż nie mieliśmy gdzie ich eksponować.
Sankowski przyznaje też, że nie rozumie zarzutów, które pod jego adresem kieruje przewodniczący Fundacji Era Parowozów.
–Z panem Robertem Dylewskim jestem zaprzyjaźniony. Chciałem go nawet zatrudnić w muzeum. Od lat zna on trudną sytuację placówki, więc nie rozumiem, dlaczego teraz mnie oskarża. Może robi to, bo dowiedział się, że chcę zrezygnować z funkcji –zastanawia się.
Przewodniczący Fundacji Era Parowozów mówi, że jest zaskoczony decyzją dyrektora.
–Nic o dymisji nie wiedziałem. Zająłem się sprawą, bo zależy mi, żeby zabytki zostały odrestaurowane –tłumaczy.
Potrzebna nowa siedziba
Sprawą zniszczenia i braku nadzoru nad zabytkowymi pociągami zajęła się prokuratura. Śledztwo prowadzi też policja.
–Na razie musimy przesłuchać wszystkich świadków – mówi oficer prasowy Komendy Policji na Woli Krzysztof Nowak.
Dyrektor Muzeum Kolejnictwa, Janusz Sankowski przyznaje, że problemy placówki z zabytkowymi pociągami rozwiązać może jedynie budowa nowej siedziby.
–Potrzebny jest większy budynek o powierzchni co najmniej 3 tys. mkw. i 400 m torów kolejowych, na których stanęłyby pociągi –mówi.
Nowy gmach dla muzeum w 2001 roku chciały wybudować PKP. Ale po pół roku spółka wycofała się z inwestycji. Dwa lata temu koleje przekazały działkę pod muzeum przy ul. Grodzieńskiej na Pradze-Północ. Ale budowa do tej pory nie ruszyła.