Łódź: Prokuratura zbada, czy w MPK nie ukrywano aktów sabotażu
Pracownicy MPK twierdzą, że kierownictwo spółki od dawna wiedziało o działaniach sabotażowych, polegających na wykolejaniu tramwajów,ale to ukrywało.
Poleska prokuratura wszczyna dodatkowe postępowanie w sprawie serii wykolejeń tramwajów, których sprawcą był 14-letni Adam. Tym razem zbada, jakie działania podjęło MPK, by zapobiec katastrofom spowodowanym przez chłopca.
– Za pośrednictwem sądu dostaliśmy pismo od motorniczego, który wskazuje na raporty mające dowodzić, że zarząd MPK, wiedząc o próbach sabotażu, nie podjął żadnych działań – informuje Maria Szcześniak-Bauer, prokurator rejonowy z Polesia. – W tej sprawie będziemy prowadzili odrębne postępowanie. Inny motorniczy skierował pismo do prokuratury okręgowej, a kopię dostarczył do naszej redakcji.
’O chłopcu, który przestawiał zwrotnice, wiedzieli wszyscy w MPK, tylko prezes Wąsowicz zabronił o tym mówić. Kierownicy zajezdni wiele razy na zebraniach i osobiście informowali o tym prezesa, ale ten zagroził, że jak dowie się, że ktoś rozpowszechnia tę wiadomość, to z miejsca należy go zwolnić’ – pisze tramwajarz.
Twierdzi też, że kierownicy zajezdni bezskutecznie domagali się zabezpieczenia zwrotnic poprzez zainstalowanie specjalnych przekaźników czasowych.
Maja Porczyńska z biura prasowego łódzkiego MPK uważa, że to absurdalne zarzuty.
– Tylko głupiec mógłby trzymać w tajemnicy fakt działania kogoś na szkodę spółki. Każde wykolejenie to przecież nie tylko ogromny kłopot, ale także poważne koszty dla firmy. Dlatego niedorzeczne jest twierdzenie, że cokolwiek było ukrywane – twierdzi Maja Porczyńska. – We wcześniejszych przypadkach specjalne komisje stwierdzały samoczynne przestawienie zwrotnicy i nie mieliśmy jakichkolwiek podejrzeń. Dopiero gdy na skrzyżowaniu al. Rydza-Śmigłego i al. Piłsudskiego doszło do wykolejenia ’14’, zaczęliśmy podejrzewać sabotaż, bo motorniczy zauważył kręcącego się w pobliżu, dziwnie zachowującego się młodego człowieka. Już trzy dni później zawiadomiliśmy o tym policję.
Rzecznik przyznaje, że nowe zwrotnice, posiadające przekaźniki czasowe, są zabezpieczone przed sabotażem, ale koszt wymiany jednej wynosi około 200 tysięcy złotych. Dlatego na razie tylko jedna trzecia z 80 zwrotnic odpowiada nowoczesnym wymogom bezpieczeństwa.
8 stycznia br. 14-letni Adam samodzielnie skonstruowanym pilotem przestawił zwrotnicę u zbiegu ulic Żeromskiego i Kopernika, doprowadzając do zderzenia się dwóch tramwajów linii 11. W wyniku wypadku 12 osób zostało rannych. Przyznał się też do wykolejenia tramwaju linii 14 10 grudnia 2007 roku i kilku innych wyczynów. Sąd umieścił go w ośrodku wychowawczym.