Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Warszawski Dworzec Centralny bez punktu recepcyjnego. Trudna sytuacja na Zachodnim

infotrans
09.03.2022 13:00
0 Komentarzy

Na Dworcu Centralnym pomoc uchodźcom będzie koordynować Straż Pożarna - napisał 9 marca na Twitterze wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker.

Z kolei prezydent stolicy, Rafał Trzaskowski zwrócił uwagę, że według ekspertów fala ukraińskich uchodźców może finalnie liczyć 3, 4 a nawet 5 milionów osób. Dlatego konieczne jest stworzenie długofalowego rozwiązania systemowego.

200 tys. uchodźców

9 marca w porannym wywiadzie dla Radia Zet wojewoda ocenił, że różnymi środkami transportu, również prywatnymi samochodami dotarło do Warszawy ok. 200 tys. uchodźców z zaatakowanej przez Rosję Ukrainy. Podkreślił, że to dane szacunkowe.

Pytany o krytyczną ocenę sytuacji na Dworcu Centralnym wyjaśnił, że nie jest to i nie będzie punkt recepcyjny taki, jak przygotowano na Torwarze, gdzie jest miejsce na 500 osób czy w halach Expo na Żeraniu i w Nadarzynie, gdzie liczba osób sięga 10 tys.

Zapewnił, że osobiście "bez obstawy" był na Dworcu Centralnym i sprawdzał sytuację. Przypomniał, że są tam miejsca dla matek z dziećmi, ale nie można urządzić w tym miejscu noclegowni na 500 osób. Według niego lepszym rozwiązaniem jest, by te osoby zawozić na Torwar lub do hal Expo, a ci, którzy planują dalszą podróż mogą wrócić w odpowiednim momencie na dworzec autobusami wahadłowymi - przekonywał.

Wojewoda ocenił, że w centrum Warszawy nie widzi takiego miejsca, w którym można by było urządzić wielki punkt recepcyjny, stąd lokalizacje na Torwarze i w halach Expo.

O problemach Warszawy z przyjmowaniem rzeszy uchodźców mówił dzisiaj Rafał Trzaskowski, prezydent Warszawy:

Sytuacja staje się dramatyczna. Mamy do czynienia z największym kryzysem migracyjnym w historii Europy od czasów II wojny światowej. Ani olbrzymia ofiarność i solidarność całego społeczeństwa, ani nasza ciężka praca już nie wystarczą. Konieczne są rozwiązania systemowe. Z falą uchodźczą nie poradzi sobie samo miasto czy nawet rząd. Konieczne jest wcielenie systemu pomocy europejskiej i międzynarodowej – mówił dzisiaj Rafał Trzaskowski, prezydent m.st. Warszawy.

Prezydent Warszawy wskazał, że warto korzystać z już dostępnych rozwiązań, takich jak unijny system prowadzony przez dyrekcję generalną Komisji Europejskiej ECHO czy system tzw. pomocy klastrowej ONZ. Wśród konkretnych propozycji pojawiają się również duże centra recepcyjne dla uchodźców zlokalizowane nie tylko przy granicy polsko-ukraińskiej, ale w wielu innych miejscach w Polsce. Z uwagi na to, że infrastruktura dworcowa w Warszawie jest obecnie na granicy wytrzymałości, konieczne jest także przekierowanie pociągów specjalnych w inne lokalizacje. Tutaj także niezbędne jest działanie rządu.

W tej sytuacji wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker podjął decyzję, że od dziś działania pomocowe dla uchodźców, które na Dworcu Centralnym świadczy wiele różnych instytucji i organizacji, wspólnie z wojewodą mazowieckim będzie koordynowała Państwowa Straż Pożarna.

I przypomniał - od wtorku przed Dworcem Centralnym stanął ogrzewany namiot, w którym uchodźcy mogą zjeść posiłek. Wojewoda mazowiecki poinformował, że przygotowano dla uchodźców placówki pobytowe, jedną pod Warszawą w Nadarzynie, a drugą na warszawskim Żeraniu. "Są to ogromne hale targowe wyposażone w łóżka, pościel, koce, ale także punkty żywieniowe, punkty zabaw dla dzieci, opiekę psychologiczną - wszystko to, co jest potrzebne ludziom w takiej niezwykle trudnej sytuacji" - zapewnił Szefernaker.

tłum w hali

Natomiast widok w warszawskiej hali dworcowej praktycznie się nie zmienił od poniedziałku. Tłumy uchodźców, którzy oblegają prowizoryczne stoiska wolontariuszy. Wśród nich można dostrzec kilka patroli policjantów. "Pomagają. Szczególnie ci młodzi. Tłumaczą, przenoszą bagaże, pokazują, gdzie się zgłosić po pomoc i informację" - powiedział Andrzej, który przyjechał tu specjalnie z Ostrołęki. Wcześniej dwa razy był na granicy, skąd swoim samochodem zawiózł w wybrane miejsca dwie grupy uchodźców. "Pomagam, bo tak trzeba. Nam Polakom też kiedyś pomagali, więc trzeba oddać dobro" - mówi.

Znacznie natomiast zmniejszyła się kolejka przy kasach biletowych. Wszystko za sprawą "mobilnych kas". To kilku kolejarzy, którzy wyposażeni w terminale sprzedają bilety "z ręki". Obok są też informatorzy PKP. "Najczęściej pytają mnie, gdzie kupić bilet, wymienić pieniądze czy załatwić kartę startową do telefonów" - mówi jeden z informatorów PKP. Rozmowę przerywa nam Ukrainka, która kupiła właśnie bilet do Lublina i pyta, jak dojść na odpowiedni peron.

W tłumie widać charakterystyczne stroje ratowników medycznych. "Wczoraj też tu byliśmy i przez 4 godziny pomogliśmy około 30 razy. Pomagamy głównie przy drobnych interwencjach, ale np. wczoraj zemdlała pani w ciąży" - mówi ratownik. Dodaje, że potrzebny jest tu lekarz, bo wielu uchodźców ma przy sobie recepty, których nie mogą zrealizować. Lekarz mógłby po badaniu i wywiadzie po prostu ją przepisać, a ratownicy takich uprawnień nie mają. "Jesteśmy wolontariuszami i dopiero przyszliśmy, więc idziemy sprawdzić, czy komuś nie trzeba pomóc" - ucina rozmowę ratowniczka.

Przy ladzie pełnej leków, która stanowi stanowisko medyczne, stoją studenci medycyny stołecznego Uniwersytetu Medycznego z fundacji Ambulans Serca. To również wolontariusze. "Najczęściej przychodzą do nas ludzie z bólami głowy, podziębieni. Dzisiaj pomogliśmy już kilkuset osobom" - mówi Ksawery, student medycyny. "Leki przynoszą nam zwykli ludzie. Potrzeba leków na gardło, przeciwbólowych i uspokajających. Takich bez recepty" - mówi koordynator z ramienia fundacji Alex. Apeluje, żeby przynosić mniej słodyczy dla dzieci, a więcej konkretnego jedzenia. "Potrzebne też są elektrolity" - dodaje Ksawery.

W kolejnym punkcie wolontariusze pomagają znaleźć transport lub nocleg. Z jednej strony długiej lady młode dziewczyny przyjmują zgłoszenia od osób oferujących pomoc, w drugiej części zgłaszają się uchodźcy, którzy tej pomocy potrzebują. "Nasza praca polega na parowaniu ich" - mówi jedna z dziewczyn po środku lady. "Dużo osób chce zostać tu na dworcu. Tłumaczymy, że możemy zorganizować nocleg nawet na jedną noc. Zapewniamy też transport. Głównie do Areny Ursynów i na Torwar" - wyjaśnia.

We wtorek duży problem to niedostępność toalet. Około godziny 18 reporterka PAP sprawdziła trzy. Działała tylko jedna, druga była zamknięta opuszczoną żaluzją, na której wisiała kartka z napisem "Awaria", a wejście do trzeciej zamknięte było blokadą podobną do rowerowej. Na klucz.

O trudnej sytuacji z toaletami (na Dworcu Zachodnim) informował również poseł Franek Sterczewski:

Na zachodnim

Codziennie na warszawski Dworzec Zachodni przybywają wielkie grupy uchodźców. Jak mówiła w TOK FM Adriana Porowska z Kamiliańskiej Misji Pomocy Społecznej, sytuacja jest bardzo zła. Brakuje koordynacji działań. - To jest po prostu dramat. To są płaczące dzieci, to są przerażone starsze osoby, które potrzebują przeróżnych informacji - relacjonowała aktywistka, zwracając uwagę na skrajnie zmęczonych wolontariuszy, którzy starają się pomóc. Apelowała też do wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła.

Porowska zwróciła uwagę, że na dworcu jest grupa osób, dla których Warszawa miała być tylko miejscem na przesiadkę. Ale nie mogą ruszyć w dalszą podróż, bo brakuje biletów. - Muszą zostać, więc zmieniają się w osoby, które potrzebują na dwa-trzy dni noclegu - tłumaczyła. Jej zdaniem z dworca powinien zatem "non stop" odjeżdżać autobus rozwożący ich tam, gdzie będą mogli się przespać. - A z tym jest problem. Mam wrażenie, że wojewoda musi to poprawić - podkreśliła. 

Kolejnym wyzwaniem są autobusy, które przywożą w okolice dworca np. 70 osób, które "błąkają się" przed dworcowym szlabanem. -  A podjeżdża kolejny autobus i w końcu ich tam rozjedzie - ostrzegała. 

Porowska zaznaczyła też, że nie do końca wie, kto koordynuje działania z ramienia wojewody. - Więc ja próbuję nad tym chaosem zapanować - przyznała. - Błagam wojewodę Radziwiłła, żeby po prostu wyznaczył jedną osobę. Niech ona do mnie zadzwoni albo do tej osoby z urzędu miasta, żebyśmy skoordynowali te działania - zaapelowała. 

Komentarze