Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Kraków: Tramwaju wodnego absurdy i wpadki

infotrans
21.08.2009 11:23
0 Komentarzy

Tramwaj wodny pływający Wisłą do Tyńca jest miastu z pewnością potrzebny. Realizacja tej inwestycji to jednak seria absurdów, które czasami przypominają sceny z komedii Barei.
Na początku to, z czym chyba wszyscy się zgadzają: Wisłę w Krakowie trzeba ożywiać. Szkoda, by miasto było wciąż od rzeki odwrócone i nie wykorzystywało jej potencjału. Budowa przystanków dla tramwaju wodnego i uruchomienie regularnych przejazdów to więc rejs w dobrym kierunku. A każdy, komu uda się popłynąć do Tyńca, będzie zachwycony. Mijane po drodze atrakcje – kościół Na Skałce, Wawel, potem Salwator, klasztor na Bielanach – z perspektywy rzeki wyglądają olśniewająco. Podobnie jak dzikie, nieuregulowane wybrzeża Wisły, zwłaszcza w drugiej części przejazdu. Mnóstwo pasażerów tramwaju cieszy się też z przepływania przez śluzę przy torze kajakowym.
Nie ma więc wątpliwości – Kraków zyskał kolejny element poszerzający jego ofertę turystyczną. Euforię bujania się po falach Wisły psują jednak niedoróbki. Niektórym uniemożliwiają one nawet tramwajową przygodę.
* Oznakowanie i lokalizacja przystanków to prawdziwy absurd. Mimo zamieszczonej w internecie mapy trudno się w tym połapać. Na drodze do Tyńca pierwszym przystankiem jest Galeria Kazimierz, a potem most Kotlarski. Logicznie biorąc, powinno być odwrotnie. Dopiero na miejscu okazuje się, że przy wyjściu z Galerii Kazimierz nie ma żadnej przystani. Przystanek o tej nazwie jest przy moście Kotlarskim, a przystanek 'Most Kotlarski’ znajduje się naprzeciw galerii po stronie Zabłocia. Ukryty jest zresztą wśród chaszczy. Dlatego nie wiem, jaki był sens jego budowy już teraz, skoro nikt tam nie mieszka ani nie jest to teren turystyczny. Spotkać można tam jedynie wędkarzy. Jeśli przystanek musiał powstać, to niech się nazywa Zabłocie. Tak czy siak, chcąc zdążyć na tramwaj wodny, warto wyjść wcześniej, by mieć czas na odszukanie miejsca, z którego odpływa.
* Bilety są bardzo drogie – 20 zł do Tyńca (w obie strony 40 zł). Na dodatek nie ma zniżek dla dzieci. Przepłynięcie odległości między Galerią Kazimierz a Wawelem kosztuje 10 zł. Skoro miasto zainwestowało w budowę przystanków i nadal zamierza rozwijać ich sieć, cena miejskiego tramwaju nie powinna być porównywalna ze statkami pływającymi na zupełnie komercyjnych zasadach. Na pewno warto wprowadzić ulgi dla dzieci. Jeśli miasto chce, by z komunikacji wodnej korzystali na co dzień krakowianie, musi zaoferować im tańsze bilety, np. abonamenty miesięczne. Tak jest na przykład w Wenecji, gdzie mieszkańcy mają karnety na pływające po kanałach słynne vaporetto. Wczoraj tramwajem wodnym jechała z nami krakowianka, która robiła zakupy w Galerii Kazimierz, a potem postanowiła wrócić do domu na Salwator statkiem. – Tak jest przyjemniej i szybciej niż tramwajem na szynach – tłumaczyła.

Komentarze