Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Czym najszybciej przez miasto? [TEST] w Bydgoszczy

infotrans
28.11.2020 20:00
0 Komentarzy

Centrum Rowerowe przeprowadziło test siedmiu środków transportu w Bydgoszczy.

Który okazał się najlepszy? Jakie zalety i wady ma każdy z nich? 

Czas na Bydgoszcz

Punktem startowym jest Dworzec Główny PKP. Położony jest on nieco z boku ścisłego centrum. Celem – jeden z biurowców przy Rondzie Fordońskim. W godzinach szczytu droga z punktu A do punktu B to komunikacyjna rzeźnia. Zakorkowane mogą być ulice Dworcowa, Królowej Jadwigi, Marszałka Focha i Jagiellońska, czyli praktycznie cała 4-kilometrowa trasa.

Jest godzina 8:00, 12 stopni Celsjusza, lekki wiaterek z południa. Drogi, jak na tę porę, są wyjątkowo puste. W teście biorą udział:

  •     Iza (taksówka),
  •     Artur (rower publiczny),
  •     Marcin (rower własny),
  •     Michał (samochód),
  •     Piotr (skuter na minuty),
  •     Patrycja (autobus MZK),
  •     Lidia (hulajnoga publiczna).

Komunikacyjne przygody

Prawie każdy musi się zmierzyć z jakimiś problemami.

– Mocowanie z rowerem publicznym zajęło mi dobrych kilka minut – mówi Artur. – Udało mi się dopiero za trzecim podejściem. Wypożyczenie roweru to loteria. Gdy idziesz pod stację, sprawdzasz automatycznie rozkład autobusów.

Piotr musi znaleźć wolny skuter. Okazuje się, że najbliższy jest w odległości 1 kilometra. Dojście do niego zajmuje kilkanaście minut. Skuter nie tylko pozwala szybko przejechać przez miasto, ale także rozkoszować się widokami. W tle Opera Nova w Bydgoszczy. 

Iza jedzie taksówką, przejazd jest bezproblemowy. – Taksówkarze dobrze znają obecną sytuację na drogach w mieście, znają skróty i wiedzą, kiedy warto z nich korzystać – mówi. – Oczywiście zawsze jest ryzyko, że trafimy na niemiłego kierowcę, słuchającego irytującej nas muzyki, ale to wciąż bardziej komfortowe niż jazda komunikacją miejską czy szukanie dostępnych rowerów czy hulajnóg. Taksówkarz, z którym ja jechałam był sympatyczny, a auto zadbane. Nie było także problemu z płatnością.

Marcin wybrał rower. Wychodzi z budynku dworca, przechodzi na drugą stronę ulicy i jedzie ścieżką. – Problem w tym, że z traktu korzystają piesi i rowerzyści. Nie ma wyrysowanej linii, więc o kolizję nietrudno. Maluchy biegające po ścieżce i pieski ją przecinające to codzienność. Kiedy tylko mogłem zjechałem na ścieżkę, która biegnie nad Brdą – opowiada. – Wzdłuż rzeki dojechałem niemal do celu. Ominąłem korki, a jedynym kłopotem były schody, które musiałem pokonać w połowie trasy. Sam przejazd dał mi energię na cały dzień! 

Pełen test można przeczytać TUTAJ, a poniżej zobaczcie, jak to wyglądało na filmie:

Kto wygrał?

W teście bezkonkurencyjna okazała się taksówka. Drugi – z niewielką stratą – jest rower, dopiero trzeci samochód. Poniżej zestawienie łącznego czasu przejazdu oraz dojścia do pojazdu i do mety.

Nieco inaczej wygląda koszt przejazdu środka transportu. Najtańszy okazał się rower „osobisty” – 0 zł. Na kolejnych miejscach są: rower publiczny – 1 zł, autobus MZK – 3 zł, samochód – 8,50 zł, skuter miejski – 10,35 zł, taksówka – 18 zł i hulajnoga miejska – 18,67 zł.

A jak wyglądałyby koszty, gdybyśmy danym środkiem transportu jeździli do pracy cały miesiąc?

Komentarze