9 dzień wojny: Do Polski przybyło 624,5 tys. uchodźców z Ukrainy
Od początku rosyjskiej inwazji do Polski przybyło 624,5 tys. uchodźców z Ukrainy - poinformowała 4 marca Straż Graniczna.
W czwartek funkcjonariusze odprawili prawie 100 tys. osób z tego kraju, a w piątek do godz. 7 - ponad 25 tys.
9 dzień wojny
"Od 24.02 z Ukrainy do Polski przyjechało 624,5 tys. osób. Wczoraj tj. 03.03 #funkcjonariuszeSG odprawili 99,2 tys. podróżnych z Ukrainy, dzisiaj do godz.07.00 - 25,2 tys." - poinformowała w piątek na Twitterze Straż Graniczna.
Według danych Ministerstwa Spraw Zagranicznych większość osób, które przybywają do Polski, to obywatele Ukrainy. Wśród uciekających przed wojną są też Polacy, a także obywatele Uzbekistanu, Białorusi, Indii, Nigerii, Algierii, Maroka, Afganistanu, Pakistanu, USA czy Rosji.
Jak podało w nocy ze środy na czwartek biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców (UNHCR), od początku rosyjskiego ataku na Ukrainę kraj opuściło ponad milion osób. Większość z nich przebywa obecnie w krajach sąsiednich, takich jak Polska, Węgry i Mołdawia.
kryzys humanitarny
O kryzysie humanitarnym mówimy wtedy, gdy sytuacja osób objętych kryzysem bez pomocy z zewnątrz będzie się pogarszać, a im samym potencjalnie będzie grozić śmierć. I z tym bezwzględnie mamy do czynienia na terenie Ukrainy - powiedział prezes Fundacji Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej dr Wojciech Wilk.
"Musimy być przygotowani na to, że pomoc będzie Ukraińcom potrzebna - w najlepszym wypadku - przez najbliższe miesiące, a może nawet lata" - podkreślił prezes.
Dr Wojciech Wilk wyjaśnił, że wojska rosyjskie atakujące Ukrainę są niezwykle brutalne wobec ludności, która przecież w wielu przypadkach mówi po rosyjsku. Stosują wobec ludności cywilnej m.in. rakiety kasetowe, a w miastach rozrzucają miny. Przypomniał o sytuacji poniedziałkowej, kiedy w Charkowie jedna z seniorek nadepnęła na taką w centrum miasta i straciła nogę. "Możemy więc mówić nie tylko o kryzysie humanitarnym, ale i zbrodniach wojennych" - podkreślił prezes PCPM.
Uważa, że taktyka wojsk rosyjskich polegająca na atakach na cywilów nie różni się od lat. Przypomniał sytuację z początku 2020 roku, kiedy pracował dla ONZ na pograniczu Turcji i północnej Syrii. "Wtedy na własne oczy widziałem, na czym ta rosyjska metoda działania polega - najpierw bombarduje się szpitale, szkoły, elektrownie, wodociągi i inne usługi dla ludności, wszystko po to, żeby wzniecić wśród cywilów panikę, zmusić ich do ucieczki, a następnie szturmem zająć miasto" - zaznaczył.
PRZESIĄDŹ SIĘ NA:
Uderza go też brak nadziei, który jest w uciekających Ukraińcach. "Manifestuje się to w bardzo prozaiczny sposób - ludzie uciekają ze swoimi zwierzętami domowymi. Widziałem ponad 20 kryzysów humanitarnych i wiem, że ucieczka ze zwierzętami oznacza jedno - że do domu już się nie wróci" - podkreślił dr Wilk.
Miliony uciekających z Ukrainy ludzi będą szukać bezpieczeństwa w zachodniej części Ukrainy i krajach UE, szczególnie w Polsce. "Jeśli więc nie wydarzy się jakiś cud polityczny, to ta wojna wywoła największy kryzys humanitarny, jaki Europa widziała od II wojny światowej" - zaznaczył prezes PCPM.
Według niego najlepszą pomocą dla uchodźców jest to, co teraz robią Polacy - oferują ukraińskim uchodźcom dom. "Uciekinierzy nie powinni mieszkać w szkołach, budynkach użyteczności publicznej czy nawet pensjonatach i hotelach, najlepszym rozwiązaniem jest właśnie zakwaterowanie ich u rodzin ze społeczności przyjmującej, które mogą o nich zadbać. To zapewnia im poczucie bezpieczeństwa i włączenia do lokalnej społeczności" - ocenił dr Wilk. "Oby tylko ta chęć pomocy i goszczenia ich trwała jak najdłużej. Musimy być przygotowani na to, że pomoc będzie potrzebna w najlepszym wypadku - przez najbliższe miesiące, a może nawet lata" - dodał.
Jak zaznaczył trzeba pamiętać, że wkrótce uchodźcy ukraińscy będą potrzebowali posłać dzieci do szkoły, skorzystać z opieki zdrowotnej, zintegrować się z sąsiadami. "To oczywiście łatwiejsze ze względów językowych i kulturowych niż w przypadku np. uchodźców z Afryki, ale i tak będzie wyzwaniem" - wskazał dodając, że w Polsce napływu tak dużej liczby uciekinierów nie było od II wojny światowej.
Prezes odniósł się do pojawiających się w mediach społecznościowych głosów krytykujących przyjmowanie uchodźców w takiej skali, ponieważ przez granicę tak naprawdę wcale nie przechodzą ukraińskie kobiety i dzieci, ale imigranci z krajów Afryki. "Osoby, które uciekają przed wojną, powinny dostać schronienie bez względu na narodowość" - skomentował dr Wilk dodając, że nie wszystkie chcą zostać w Polsce. "Jestem w kontakcie m.in. z polską ambasadą w Bejrucie, która organizuje powrót libańskich studentów, którzy przedostali się z Ukrainy do Polski, do ich domów w Libanie. Ci ludzie wrócą więc w większości do swoich krajów" - zaznaczył.
Fundacja Polskie Centrum Pomocy Międzynarodowej stawia sobie cztery obecnie główne cele. Po pierwsze - ewakuacja ludności cywilnej z miast objętych działaniami wojennymi, ze szczególnym uwzględnieniem Charkowa, który jest wielkości Warszawy. "Organizujemy autobusy, które przewożą ludzi w bezpieczniejsze miejsca, a docelowo nawet i do Polski. Na ten cel wydajemy znaczne kwoty pieniężne, pochodzące również ze zorganizowanej przez nas zbiórki" - tłumaczył prezes.
Po drugie, dostarczenie jak najdalej do wschodniej Ukrainy pomoc humanitarną. "Jeszcze kilka dni temu magazyny były pełne potrzebnych rzeczy. Teraz zaczyna brakować podstawowych produktów: jedzenia, środków higieny, leków, środków opatrunkowych" - wymienił dr Wilk i dodał, że problemy z wysłaniem konwojów gdyż główna droga przez Kijów jest zamknięta ze względu na prowadzone walki. A na bocznych drogach są punkty kontrolne, które generują korki. "W związku z tym przejazd z Charkowa do polskiej granicy zajmuje nawet do 4 dni" - zaznaczył.
Trzecim obszarem działań fundacji jest pomoc medyczna. "Pracujemy razem z kilkoma organizacjami medycznymi nad wysłaniem do Ukrainy m.in. szpitali polowych, w którym można by leczyć zarówno osoby ranne w wyniku działań zbrojnych, bez względu na narodowość, jak i cywilów" - wskazał prezes. Czwartym jest pomoc i wsparcie osób, które uciekają przed walkami, ale nie chcą opuszczać Ukrainy. "Umożliwiamy im zakwaterowanie, udostępniamy miejsca, w których mogliby zostać na dłużej" - dodał.
Podkreślił, że trzeba pomagać mądrze. "Pomoc materialna zawsze powinna zostać zweryfikowana, dlatego lepiej jest się skontaktować bezpośrednio z organizacjami, które jej udzielają, dowiedzieć, jakie są potrzeby i możliwości i odpowiedzieć na nie bezpośrednio. Zbiórki dla uchodźców czy mieszkańców terenów objętych wojną to nie okazja, żeby pozbyć się z domu tego, co dla nas nie ma już żadnej wartości" - skomentował dr Wilk dodając, że jeśli mamy wątpliwości, co przekazać, najlepiej po prostu wesprzeć finansowo organizacje pomocowe.
Komentarze