Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Tykające bomby na dnie Bałtyku

infoship
04.06.2020 10:30
0 Komentarzy

Zdaniem NIK, zarówno administracja morska jak i ochrony środowiska nierozpoznawały zagrożeń wynikających z zalegania w zatopionych na dnie Bałtykuwrakach ropopochodnego paliwa i broni chemicznej.

Ministerstwa nie szacowały też ryzyka znimi związanego i skutecznie nie przeciwdziałały rozpoznanym i zlokalizowanymzagrożeniom.  Może to doprowadzić do katastrofy ekologicznej na niespotykanąskalę.

Największe zagrożenie stanowią pochodzące z okresu II wojny światowejStuttgart i Franken. Z pierwszego już wydobywa się paliwo, drugi, z powodukorozji może się zapaść w każdej chwili i spowodować ogromną katastrofęekologiczną. Do tego w rejonie Głębi Gdańskiej może spoczywać na dnie conajmniej kilkadziesiąt ton amunicji i bojowych środków trujących (BŚT), w tymjeden z najgroźniejszych iperyt siarkowy. Od wojny już kilkakrotnie doszło dopoparzenia nim rybaków i plażowiczów. 

Stuttgart i Franken

W przypadku jednostki Franken, przeprowadzone przez InstytutMorski w Gdańsku badania wskazują na możliwość zalegania nawet 6.000 ton paliwi produktów ropopochodnych. Skorodowany wrak może pod wpływem własnego ciężaruzapaść się i spowodować nagły wyciek dużej ilości tych substancji. Tymczasem,jak wynika z ustaleń kontroli NIK, odpowiedzialna za zwalczanie zagrożeń izanieczyszczeń środowiska morskiego spowodowanych rozlewem na powierzchni morzasubstancji ropopochodnych, Morska Służba Poszukiwania i Ratownictwa była zdolnado zebrania własnymi siłami i środkami około 3.000 ton oleju, a przywykorzystaniu sił i środków innych jednostek – do 3.500 ton.

W przypadku jednostki Stuttgart zaś, w otoczeniu wrakustwierdzono plamę o przybliżonej powierzchni zaolejenia około 415 000 m².Ponadto zasięg skażenia dna powiększa się. Badania przeprowadzone przezInstytut Morski w Gdańsku w kwietniu 2016 r. potwierdzają stwierdzoną przezeń w2009 r. „(…) lokalną katastrofę ekologiczną. Tam gdzie zalega mazut utworzyłasię strefa azoiczna (strefa pozbawiona życia), która wraz z plamą poszerza swójzasięg degradując środowisko naturalne (…)”.

Broń chemiczna

Znalezione na terenie Niemiec duże ilości amunicjichemicznej oraz zapasów bojowych środków trujących w pojemnikach (skrzyniach),po II wojnie światowej wojska alianckie w oparciu o ustalenia KonferencjiPoczdamskiej, postanowiły zatopić. Na obszarze Morza Bałtyckiego wyznaczono miejscazatopień (były to znajdujące się poza polskimi obszarami morskimi lub na ichgranicy m.in. Głębie Gotlandzka i Bornholmska).

Jednak jak wynika z międzynarodowego projektu badawczegoCHEMSEA wyznaczone miejsca nie stanowią jedynych, w których zatapiano brońchemiczną lub w których zatopiona broń chemiczną może się znajdować.Potwierdzono bowiem występowanie bojowych środków trujących lub produktów ichrozpadu również w Głębi Gdańskiej i Rynnie Słupskiej – w polskich obszarachmorskich. „Stanowisko” składowania środków bojowych w Głębi Gdańskiej maśrednicę 0,62 mil morskich. Ponadto chemiczne środki bojowe znajdowano także naplażach w Dziwnowie, Kołobrzegu i Darłowie, co sugeruje istnienie większejliczby takich „stanowisk”, jak i zatapianie broni chemicznej także podczastransportu do miejsc wyznaczonych.

Najważniejsze ustalenia kontroli

Najwyższa Izba Kontroli wskazuje na brak pełnego rozpoznaniazagrożeń wynikających z zalegania wraków z paliwem i broni chemicznej na dnieMorza Bałtyckiego. Administracja morska i administracja ochrony środowiskawzajemnie obarczają się odpowiedzialnością za przeciwdziałanie tym zagrożeniom,nie uznając swoich kompetencji, podczas gdy, zdaniem NIK, z przepisów jasnowynika podział obowiązków w zakresie rozpoznania zagrożeń. Ponadto w miejscachgdzie takie rozpoznanie już zostało dokonane, ww. administracje nie podejmowałydziałań prewencyjnych i interwencyjnych. Zarówno Minister Gospodarki Morskiej iŻeglugi Śródlądowej jak i Minister Środowiska (obecnie Minister Klimatu)zostali ocenieni negatywnie przez NIK.

Administracja morska (Minister Gospodarki Morskiej i ŻeglugiŚródlądowej wraz z Dyrektorami Urzędów Morskich: w Gdyni, Słupsku i Szczecinie)mimo upływu nawet 70 lat od zatopienia statków i broni chemicznej nie dokonałainwentaryzacji dna, tzn. nie rozpoznała miejsc, ilości, rodzaju i stanumateriałów niebezpiecznych (paliwa i produktów ropopochodnych z wraków orazbojowych środków trujących i produktów ich rozpadu).

Ponadto Minister Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowejwykonujący prawa właścicielskie Skarbu Państwa do wód morza terytorialnego orazmorskich wód wewnętrznych, nie występował do państw bandery statków zatopionychna terenie objętym jego władztwem o pokrycie kosztów usunięcia wraków lub oinną pomoc w usunięciu zanieczyszczeń dokonanych przez okręty takich państw.Nie podejmował także działań w celu pozyskania od innych państw informacji omiejscach, ilości i rodzaju broni chemicznej, która została zatopiona wpolskich obszarach morskich.

Komentarze