Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Jak to na Wiśle bywało, czyli śledzie w beczce i piękne parowce

infoship
19.06.2017 11:27
0 Komentarzy

Największa polska rzeka od wieków była ważnym szlakiemkomunikacyjnym w Rzeczypospolitej. Można powiedzieć, że dzięki niej Europamiała chleb. W XIX wieku można było popłynąć pięknym parowcem na wycieczkę doMłocin, a nawet dalej. Czasami na przeszkodzie stawała burzliwa historianaszego kraju.

Po Wiśle pływano już od dawna. Archeolodzy co jakiś czasznajdują pozostałości po dłubankach, którymi w tamtym okresie próbowanożeglować po rzece. Podobno Wisłą do Gdańska popłynął w 997 roku na swoją misjęchrystianizacyjną św. Wojciech. Kilka wieków później armia króla WładysławaJagiełły, zdążająca pod Grunwald przeprawiła się przez rzekę po mościełyżwowym, który wsparto na statkach wiślanych. Na Wiśle rozgrywała się jednak,nie tylko wielka historia.

Największa z polskich rzek była też obficie wykorzystywanana co dzień. Służyła jako droga, którą transportowano do i z Gdańska, różnetowary. W jedną stronę bardzo często płynęły śledzie, a w drugą futra, skóryczy metale. Z tamtego czasu może podobno pochodzić powiedzenie „jak śledzie wbeczce” – komory celne na Wiśle zdarzały się nawet co 30 kilometrów i tamlokalni władycy pobierali część przewożonego towaru. Z tego powodu do beczekwciskano tyle ryb, ile tylko się dało, by po dowiezieniu ładunku do Krakowa,dało się jeszcze na nim zarobić.

Prawdziwy rozkwit żegluga wiślana przeżywała mniej więcej od1467 roku, kiedy zakończyła się wojna trzynastoletnia i w jej wyniku Gdańskznalazł się w granicach Królestwa Polskiego. Tą drogą płynęło polskie zboże,które potem trafiało do różnych krajów europejskich (handlowali nim głównieHolendrzy), a Rzeczpospolitą zaczęto nazywać spichlerzem Europy.

W połowie XVII wieku żeglowano po Wiśle aż przez 240 dni wroku, jak świadczą o tym zapiski z warszawskiej komory celnej. Z tego samegoźródła wiemy, że w 1751 roku przepłynęły tędy 2222 statki.

Wisłą transportowano nie tylko zboże, ale też sól i towłaśnie ten drugi towar stał się przyczyną prób uruchomienia na Wiślenowoczesnej żeglugi parowej w XIX wieku. Książę Ksawery Drucki-Lubecki,minister skarbu Królestwa Polskiego szukał sposobu na jak najszybsze inajtańsze sprowadzanie soli z kopalni, zlokalizowanych w zaborze austriackim –od czasu rozbiorów bieg Wisły został podzielony między: Austrię, Rosję i Prusy.

Właśnie wtedy rozpoczyna się też era statków parowych,począwszy od zbudowanego w 1807 roku okrętu „Clermont”. Kilkanaście latpóźniej, w 1824 roku, książę Drucki-Lubecki, który troszczył się o rozwójgospodarki, zawarł umowę z dwoma przedsiębiorcami Piotrem Steinkellerem iKonstantym Wolickim, którzy zobowiązali się do budowy floty rzecznej.

Spółka nie przetrwała długo, bo rozpadła się już trzy latapóźniej, ale Wolicki nie dał za wygraną. Nawiązał kontakty w Anglii i w 1827roku sprowadził do Polski dwa statki, które miały pływać po Wiśle. Nazywałysię: „Książę Ksawery” oraz „Victory”. Oba miały duże zanurzenie (dno tychstatków wzorowane jeszcze było na okrętach morskich) i dlatego nie były dostosowanedo żeglugi rzecznej.

„Victory” dopłynął do Warszawy 31 sierpnia 1828 roku, stającsię lokalną atrakcją, ale po drodze utknął jeszcze na dwa tygodnie niedalekoBielan z powodu zbyt niskiego stanu wody, co tylko potwierdziło obawy dotyczącepływania tymi statkami po Wiśle. Ostatecznie nic z planów nie wyszło, ale nieznaczy to, że pływanie po najdłuższej polskiej rzece zostało zarzucone. Wisładziałała wyobraźnię, dawała ogromne możliwości, więc próbowali kolejniprzedsiębiorcy.

Nie zrezygnował z tego sam Steinkeller, który na początkulat 40. sprowadził z Anglii kolejny statek, nazwany „Wisła”. Ta jednostka byłajuż dużo lepiej przystosowana do pływania po rzekach (zanurzenie wynosiłoledwie 1,06 m). Można nim było pływać do Bielan, jak pisała Gazeta Codzienna:

Jutro i pojutrze, nowo sprowadzony do Warszawy statek parowywozić będzie publiczność do Bielan, za opłatą od osoby złp. 2 i tyleż napowrót. Począwszy od godziny 7 z rana odbędzie kursów 7, to jest tam i napowrót, co dwie godziny.

Steinkeller, jeden z najbardziej znanych przemysłowców naziemiach polskich w połowie XIX wieku, próbował też uruchomić rejsy do Gdańska.Niestety, rosnące zadłużenie jego przedsiębiorstw spowodowało przejęcie spółkiprzez Bank Polski.

Prawdziwy rozwój żeglugi parowej po Wiśle zaczął się kilkalat później. W 1846 roku Bank Polski zaczął szukać we Francji miejsca, gdziemożna by budować płaskodenne statki. Francuzi na tyle zainteresowali sięsprawą, że do Warszawy przybył inżynier Eduard Guibert, który miał rozeznać sięw możliwości uruchomienia żeglugi po Wiśle. Po konsultacji z właścicielamistoczni w Nantes podjął się tego zadania w zamian za obietnicę 10-letniejwyłączności.

Już po dwóch latach zaczął się jednak rozglądać zamiejscowym inwestorem, który wsparłby go swoimi pieniędzmi. W przedsięwzięciewłączył się hrabia Andrzej Zamoyski i trzeba przyznać, że działalność ruszyła zrozmachem. Po Wiśle zaczęły pływać parowce „Prince de Varsovie” oraz „Vistula”.Przedsiębiorstwo miało też 10 barek towarowych. Mało tego, bo na Solcu powstałastocznia, w której budowano statki na własne potrzeby oraz na sprzedaż.

Pływano w tamtym czasie regularnie do Ciechocinka, Płocka,Puław oraz Kazimierza, a także do Gdańska, Elbląga a nawet Królewca. Statek,wypływający z Warszawy o godzinie 6.00, do Płocka docierał między 12.00 a13.00.

Spółka się rozrastała, otwierała swoje przedstawicielstwa wPłocku i Włocławku, przynosiła stopniowo co raz większe zyski. Niestety, wybuchPostania Styczniowego spowodował zahamowanie żeglugi po Wiśle, a dodatkowohrabia Zamoyski został zmuszony do wyjechania z kraju. Firma zbankrutowała, astatki zostały sprzedane pomiędzy różnych armatorów. Trzy jednostki kupiłMaurycy Fajans, w przeszłości jeden z dyrektorów w firmie hr. Zamoyskiego,który założył własną firmę Towarzystwo Żeglugi Parowej M. Fajansa.

W tym też czasie żegluga po środkowej Wiśle (czyli w zaborzerosyjskim) zmieniła charakter. Przewóz towarów zaczął się odbywać główniekoleją, a statkami podróżowali w większym stopniu pasażerowie. Wycieczkiparostatkami stały się popularną rozrywką. W 1884 roku Fajans wznowił teżkolejną gałąź działalności, prowadzonej przez hr. Zamoyskiego – w dawnychwarsztatach stoczniowych na Solcu, na przełomie XIX i XX wieku, wybudował dwanowoczesne parowce: „Kraków” i „Wawel”, z krytymi pokładami i oświetleniemelektrycznym.

Po I wojnie światowejniemal cały bieg Wisły znalazł się w granicach państwa polskiego, co znacznieułatwiło organizację żeglugi. Niektórzy armatorzy doszli do wniosku, że zamiastze sobą konkurować na ograniczonym rynku, lepiej połączyć siły i w 1927 rokupowstała Polska Żegluga Rzeczna „Vistula”.

W informatorze wydawanym co roku można było przeczytaćm.in., że koszt przewozu roweru wynosił 50 gr za 30 km rejsu, a koszt przewozupsa wynosił połowę ceny biletu III klasy. Koszt wynajęcia leżaka na trasieWarszawa – Tczew to tylko 1 zł, a trzy posiłki dziennie (śniadanie, obiad ikolację) można było wykupić za sumę 5 zł.

Przedsiębiorstwo „Vistula” funkcjonowało do wybuchu II wojnyświatowej. W czasie okupacji Niemcy zarekwirowali statki i przejęliprzedsiębiorstwa, działające w II Rzeczypospolitej. Pod koniec wojny częśćjednostek, pływających po Wiśle zatopili, inne przenieśli do Gdańska. Po 1945r. żeglugę po Wiśle wznowiono i na rzekę wróciły nawet statki wycieczkowe,którymi można było popłynąć do Gdańska – do połowy lat pięćdziesiątych statkiarmatora „Warszawska Żegluga na Wiśle” kursowały dwa razy w tygodniu. Istniałyrównież połączenia do: Płocka, Sandomierza i Kazimierza. W sezonie 1969 r. weksploatacji było już tylko 6 bocznokołowców („Bałtyk”, „Racławice”, „FeliksDzierżyński”, „Julian Marchlewski”, „Gen. Świerczewski” i „Traugutt” – pływałnajdłużej, bo aż do 1977 roku).

W latach 1950-1960 Fundusz Wczasów Pracowniczych wprowadziłrejsy wczasowe. Turnus trwał osiem dni, a wczasowicze dostawali na statkuzakwaterowanie i wyżywienie. Statek pływał na trasie Warszawa – Gdańsk –Warszawa oraz Nogatem przez Malbork do Elbląga. Taką podróż, pokazaną w krzywymzwierciadle, można zobaczyć w filmie „Rejs”.

Od lat 70. żegluga po Wiśle miała się coraz gorzej. Statki,ze względu na wiek i stan techniczny były powoli wycofywane z eksploatacji.”Bałtyk” odszedł na emeryturę w 1973 roku. Smutny los spotkał choćby”Traugutta”, wycofanego ze służby w 1976 roku, który po II wojnie światowejkursował na trasie Warszawa – Gdańsk. Przez wiele lat ten zabytek technikirdzewiał przy płockim nabrzeżu, aż w 1996 roku został pocięty. Udało sięuratować tylko boczne koła. Dokonał tego Paweł Śliwiński, którego dziadek iojciec byli kapitanami Żeglugi Śródlądowej.

Jak to wygląda dzisiaj?

Obecnie po warszawskim odcinku Wisły nie pływająbocznokołowce, chociaż już niedługo może się pojawić na wodzie „Lubecki”,odrestaurowany w stoczni we Wrocławiu.

Wszystkich, którzy chcieliby odpocząć na pokładzie statku izobaczyć Warszawę z perspektywy rzeki, zapraszamy na rejsy w ramachWarszawskich Linii Turystycznych. Letnie miesiące to doskonała okazja dozorganizowania takiej wycieczki.

Tramwaj wodny „Wars” startuje z przystani przy MościePoniatowskiego, dopływa do „Grubej Kaśki” i Starego Miasta, i przy MościePoniatowskiego przybija do brzegu.

Statkiem „Zefir” można się wybrać w rejs do Serocka. Tokilkugodzinna wyprawa, podczas której można podziwiać piękno Mazowsza, zobaczyćelektrownię wodną w Dębem i zwiedzić sam Serock.

Przeprawa przez Wisłę promem to doskonała oferta dlawszystkich, którzy wybrali się na przejażdżkę rowerem i chcą się przedostać nadrugi brzeg.

Komentarze