Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Sprawa katastrofy pod Szczekocinami nadal niezakończona

inforail
08.11.2017 10:56
0 Komentarzy

W styczniu SądApelacyjny w Katowicach ma rozpoznać odwołania od wyroku w sprawie katastrofykolejowej pod Szczekocinami, gdzie w marcu 2012 r. w wyniku czołowego zderzeniadwóch pociągów zginęło 16 osób, a ponad 150 zostało rannych.

O nieumyślne sprowadzenie tej katastrofy prokuraturaoskarżyła dyżurnych ruchu z posterunków kolejowych Starzyny i Sprowa. Wpierwszej instancji zostali skazani na 4 lata oraz 2,5 roku więzienia.

Rozprawę odwoławczą wyznaczono na 18 stycznia – powiedział wśrodę PAP rzecznik Sądu Apelacyjnego w Katowicach Robert Kirejew.

Termin rozpoznania sprawy długo stał pod znakiem zapytaniaze względu na stan zdrowia Andrzeja N., który podczas wypadku pełnił służbę wposterunku w Starzynach. Po katastrofie N. kilkakrotnie trafiał pod opiekęlekarzy. W szpitalu psychiatrycznym spędził kilka miesięcy po wypadku i stanjego zdrowia długo nie pozwalał na przesłuchanie.

Jednocześnie – według opinii zespołu biegłych psychiatrów ipsychologa, którzy badali go w trakcie śledztwa – dyżurny w chwili katastrofybył poczytalny. Oznacza to, że może odpowiadać karnie.

Sąd apelacyjny zasięgnął kolejnej opinii biegłych, którzymieli wypowiedzieć się na temat obecnego stanu zdrowia oskarżonego. „Uznalioni, że choć kontakt z N. jest bardzo utrudniony, stan jego zdrowia nie stanowiprzeszkody w rozpoznaniu tej sprawy” – powiedział sędzia Kirejew.

Do wypadku doszło 3 marca 2012 r. we wsi Chałupki k.Szczekocin – na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa.Zderzyły się pociągi TLK „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy i Interregio „JanMatejko” relacji Warszawa-Kraków. Pociąg Warszawa-Kraków wjechał na tor, poktórym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl-Warszawa. Akt oskarżenia w tejsprawie częstochowska prokuratura przesłała do sądu w grudniu 2014 r.

Prokurator zarzucił dyżurnym nieumyślne sprowadzeniekatastrofy kolejowej oraz poświadczenie nieprawdy w dokumentacji kolejowej – codo czasu zamknięcia torów po zderzeniu pociągów. Straty materialne pokatastrofie oszacowano na 19 mln zł.

Proces trwał około roku. W lipcu 2016 r. Sąd Okręgowy wCzęstochowie skazał Andrzeja N., na 4, a Jolantę S. z posterunku w Sprowie na2,5 roku pozbawienia wolności. Uznał, że na tragedię złożyła się seria ludzkichbłędów.

Zgodnie ze zmodyfikowanym przez sąd I instancji opisemczynów Andrzeja N., mając informację o braku kontroli położenia zwrotnic, wnienależyty sposób sprawdził rozjazdy i nie zabezpieczył ich, potem dałzezwolenie na jazdę i skierował pociąg Warszawa-Kraków na niewłaściwy torprzeznaczony dla ruchu innego pociągu, a następnie zaniechał obserwacjiprzejazdu tego pociągu i jego sygnałów końcowych, a także obserwacji wskazańswego pulpitu. W rezultacie N. – według sądu – do końca był przekonany, żewyprawił pociąg po właściwym torze i w ten sposób wprowadzał też w błąd dyżurnąJolantę S.

Jolancie S. sąd przypisał działanie i zaniechanie związane zpodaniem zastępczego sygnału zezwalającego dla pociągu Przemyśl-Warszawa, bezwyjaśnienia przyczyn zajętości toru nr 1 i przy braku reakcji na niepojawieniesię zajętości toru nr 2, a także niewykorzystanie funkcji „alarm” wsystemie radiowym i brak innych działań – wobec podjętych wątpliwości, co doprawidłowości wyprawienia pociągu.

Sąd wskazywał też m.in. na rolę drużyn trakcyjnych obupociągów, które tuż przed katastrofą kontynuowały jazdę, mimo sygnałów do tegonieuprawniających. Maszyniści nie obserwowali też we właściwy sposób toru przedsobą; inaczej – co m.in. udowodnił przeprowadzony po katastrofie eksperymentprocesowy – szybciej zauważyliby, że oba składy zmierzają do zderzenia.Postępowanie w tym zakresie zostało umorzone – załogi zginęły.

Częstochowska prokuratura, która uważa kary orzeczone przezsąd okręgowy za zbyt łagodne, odwołała się od wyroku. Przed sądem I instancjiżądała dla Andrzeja N. 8 lat więzienia, a dla Jolanty S. – 7 lat. Obronadomagała się uniewinnienia.


Komentarze