Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Opowieści Jacka, czyli – jak pilot z kierowcą, tak kierowca z pilotem…

infobus
07.04.2004 21:33
0 Komentarzy

Szanowni Czytelnicy

Witam na łamach nowego działu w InfoBusie, gdzie prezentujemy felietony kierowców autobusów, piszących o swojej codziennej pracy, o jej blaskach i cieniach. Jesteśmy otwarci na wszystkie historie, niezależnie czy dotyczą dalekiej przeszłości, czy czasów obecnych. Czekamy na Wasze autobusowe opowieści pod adresem [email protected] .

Było to bardzo dawno temu, bodajże w 1989 roku na linii Katowice – K ö ln. Wówczas zagraniczne linie nie były tak profesjonalnie zorganizowane jak obecnie i jeździło się Jelczami dla różnych firm organizujących przejazdy do RFN. W tych biurach pracowali czasami zupełnie przypadkowi ludzie i zdarzało się, że panie, które w nich pracowały, dorabiały te parę marek na wyjazdach jako "pilot". Z ich znajomością tras i odprawami było jednak bardzo różnie.

Kiedyś szef takiej jednej firmy w „nagrodę” wysłał TAKĄ PILOTKĘ na jeden kurs – akurat trafiło na nas. Na samym wstępie dowiedzieliśmy się, że w RFN to ona już była i doskonale wie jak tam dojechać. No i pojechała. Po przekroczeniu granicy w  Marienborn/Helmsted jedziemy na pierwszy przystanek w Wolfsburgu. Jeszcze była ciemna noc, my znając doskonale trasę aż do samego K ö ln w ogóle nie zwracaliśmy na Panią Pilot zbytnio uwagi. Po prostu robiliśmy swoje. A Pani Pilot na początku taka pewna siebie, za granicą cały czas cicho siedziała z nosem w atlasie i studiowała drogę porównując ją ze swoją rozpiską (chyba przygotowaną wcześniej w domu ). Widocznie szef jej kazał mieć oko na wszystko.

Kiedy mieliśmy za sobą jakieś 3/4 trasy i przejeżdżaliśmy koło Hamm, Pani Pilot zaczęła się wiercić w swoim fotelu i coś ją straszliwie zaczęło nurtować, nie dając ani na chwilę spokoju. Jak podczas meczu tenisowego patrzy raz na znaki kierunkowe, raz na mapę, to znowu na znaki i tak w kółko. W którymś momencie nie wytrzymała i ni to ze zdziwieniem, ni to badawczo spytała nas, czy przypadkiem nie wiemy, ile jest po drodze miejscowości o nazwie AUSFAHRT (dla przypomnienia – w Niemczech na autostradzie oznacza to wyjazd), bo albo jest ich tu za dużo, albo to jedna, niesamowicie długa miejscowość .. A ona w ogóle nie może jej znaleźć na mapie.

Nie wiedzieliśmy czy śmiać się, czy płakać. No, ale jak ktoś jest tak pewny siebie, to nie ma sensu wyprowadzać go z błędu. Po powrocie do biura Pani Pilot zachwycona opowiadała o swoim wyjeździe i nie mogła się ponoć nadziwić, jak długie było to miasto o nazwie Ausfahrt. Ale to już wiemy z relacji naszych koleżanek z firmy, które to zakończenie naszej historii opowiedziały nam przy jakiejś okazji.

Komentarze