Gliwice: Proces ws. wypadku mikrobusu i autobusu, w którym zginęło 9 osób
8 września przed Sądem Okręgowym w Gliwicach ruszył proces Jerzego S.
Oskarżony 69-latek podczas wyprzedzania miał zmusić nadjeżdżającego z naprzeciwka kierowcę busa do zjechania na pobocze. W efekcie pojazd przewrócił się na bok i, sunąc po jezdni, uderzył dachem w przód autokaru. Zginęło wówczas dziewięć osób, siedem zostało rannych.
dwa lata temu
Oskarżony uważa, że nie przyczynił się do tej tragedii. Według prokuratury, doprowadził do wypadku podczas próby wyprzedzania. Obrona stoi na stanowisku, że samochód prowadzony przez S. znalazł się na lewym pasie ruchu po wystrzale opony.
Do jednego z najtragiczniejszych wypadków drogowych ostatnich lat doszło 22 sierpnia 2020 r. wieczorem na dk 88 w pobliżu węzła Kleszczów (Śląskie). Renault trafic, jadący od Gliwic w stronę Wrocławia, przewrócił się na jezdnię i sunąc po niej znalazł się na przeciwległym pasie ruchu. Wtedy w dach tego samochodu wjechał autokar. Siła uderzenia była tak duża, że bus został całkowicie zmiażdżony. Zginęły wszystkie jadące nim osoby. Rannych zostało też siedem osób jadących autokarem – kierowca i sześcioro pasażerów.
Według prokuratury, do tragedii doszło, kiedy Jerzy S. (kierowca innego pojazdu – volkswagena), próbował wyprzedzać. Usłyszał zarzut nieumyślnego spowodowania katastrofy zagrażającej zdrowiu i życiu wielu osób, której skutkiem była śmierć dziewięciu osób, a także spowodowanie obrażeń ciała u kolejnych siedmiu.
W czwartek przed sądem, po odczytaniu zarzutu z aktu oskarżenia przez prokurator Marię Mizerę, oskarżony złożył wyjaśnienia. Oświadczył, że nie przyznaje się do winy. „To było straszne przeżycie. Jestem kierowcą od 44 lat. Przejechałem około 2 milionów kilometrów bez żadnego wypadku” – powiedział Jerzy S.
Jak opisywał, do tragedii doszło kiedy z żoną wracał znad morza do Cieszyna, ok. 22.45. Podjął decyzję o wyprzedzeniu jadącego przed nim samochodu, nie widział, by jakikolwiek pojazd zbliżał się z przeciwnej strony. Jak opisywał, w tej chwili poczuł jakiś huk, otworzyły się poduszki powietrzne i stracił kontrolę nad autem, które zjechało z jezdni i po chwili wpadło do rowu. Jak dodał, po pewnym czasie doszedł do wniosku, że przed wypadnięciem z drogi nie doszło do zderzenia z żadnym innym autem, ale uszkodzone zostało koło w jego samochodzie.
W czwartek sąd przesłuchał także pierwszego świadka w procesie – żonę oskarżonego, która feralnego dnia jechała razem z nim. Także ona opowiadała o huku, który się rozległ, otwartych poduszkach powietrznych i zjechaniu auta z jezdni. Według niej samochód prowadzony przez jej męża gwałtownie zjechał w lewo na skutek pęknięcia opony lub najechania na jakąś przeszkodę.
“Byliśmy wstrząśnięci i szczęśliwi, że żyjemy” – mówiła i dodała, że tuż po wypadku nie widzieli z mężem w pobliżu innych uszkodzonych samochodów. Kobieta podkreślała, że wcześniej podróż znad morza przebiegała spokojnie, mąż jechał wolno i był wypoczęty, bo po drodze było sporo przerw.
48 pokrzywdzonych
Obrońca oskarżonego Henryk Skudrzyk powiedział PAP, że proces jest próbą dokładnego odtworzenia przebiegu wypadku i jego klient powiedział w czwartek przed sądem to, co pamięta z tamtego dnia, a także podzielił się swoimi przemyśleniami.
„W materiale sprawy znajdują się pewne elementy, które oczywiście skłoniły prokuraturę do zaprezentowania aktu oskarżenia, ale także materiały, które wskazują, że wersja oskarżonego, iż doszło do nieszczęśliwego, niezawinionego przez niego wypadku jest prawdziwa” – powiedział adwokat.
Według obrony, zmiana pasa ruchu przez samochód prowadzony przez Jerzego S. nie była skutkiem jego decyzji, ale wynikiem wystrzału opony i zablokowania kół. “W ten sposób doszło do otarcia się dwóch pojazdów o siebie (volkswagena, którym jechał oskarżony i Renault, którym jechało 9 osób)” – powiedział mec. Skudrzyk.
Szczegółowo do treści wyjaśnień Jerzego S. nie chciała odnosić się oskarżycielka. “To linia obrony oskarżonego, który ma prawo bronić się na wszelkie sposoby” – powiedziała PAP prok. Mizera.
W procesie jest 48 pokrzywdzonych, kilku bliskich ofiar zdecydowało się pełnić w nim rolę oskarżycieli posiłkowych. Na czwartkowej rozprawie obecny był jeden z nich. Następna rozprawa w październiku. Sąd przesłucha wtedy kolejnych świadków.
O skierowaniu aktu oskarżenia poinformowała w kwietniu Prokuratura Rejonowa Gliwice-Zachód, która podała, że podejrzany, 69-latek z Cieszyna, także w trakcie śledztwa nie przyznał się do nieumyślnego spowodowania katastrofy.
Jak informowała wcześniej prokuratura, jadący volkswagenem kierowca podjął manewr wyprzedzania poprzedzającego go pojazdu i nie zauważył jadącego z naprzeciwka trafica. Obaj kierowcy podjęli manewry obronne, kiedy kierujący busem zjechał na pobocze, bus przewrócił się, a następnie sunąc po jezdni, zderzył się dachem z jadącym z naprzeciwka autobusem.
Na samym początku śledztwa S. nie potrafił odnieść się do przedstawionego mu zarzutu – mówił, że nie pamięta, co się stało, usłyszał tylko huk, i nie wie, jak doszło do zdarzenia. Po przedstawieniu zarzutu śledczy przesłali wniosek o aresztowanie kierowcy, uzasadniając go grożącą mu surową karą oraz koniecznością zapewnienia prawidłowego toku postępowania. Nie zgodził się na to zarówno sąd I jak i II instancji. Oskarżonemu może grozić kara od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. (PAP)
Dla indywidualnych czytelników za 15 zł rocznie, a dla firm od 99 zł rocznie! Sprawdź naszą ofertę:
-
Subskrypcja na 12 m-cy
1 adres e-mail – prywatny15.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
1 adres e-mail – firmowy99.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
do 5 firmowych adresów e-mail495.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
do 10 adresów e-mail990.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
bez żadnych limitów!1,990.00 zł przez 1 rok
Komentarze