Białystok: Proces kierowcy autobusu ws. śmierci pasażera. Jutro wyrok
3 lutego przed Sądem Rejonowym w Białymstoku zakończył się proces kierowcy autobusu oskarżonego w sprawie wypadku, w którym śmierć poniósł pasażer przyciśnięty zamykającymi się drzwiami pojazdu.
Sąd dodatkowo przesłuchał biegłego, który badał okoliczności wypadku, a strony wygłosiły mowy końcowe. Wyrok ma być ogłoszony w środę. Obrona wnioskuje o uniewinnienie lub nadzwyczajne złagodzenie kary. Z kolei białostocka prokuratura chce kary roku więzienia w zawieszeniu.
Rozkład jazdy:
- Gdzie i kiedy doszło do wypadku z udziałem autobusu, w którym zginął pasażer?
- O co wnosi prokuratura w sprawie kierowcy autobusu oskarżonego o nieumyślne spowodowanie śmierci?
- Jakiego systemu bezpieczeństwa w drzwiach autobusu dotyczył spór między prokuraturą a obroną?
Maj 2024
Do wypadku doszło w maju 2024 r. przy przystanku autobusowym, na pętli przy skrzyżowaniu ulic Raginisa i Niemeńskiej w Białymstoku. Noga jednego z pasażerów została przyciśnięta zamykającymi się drzwiami pojazdu. Kierowca ruszył, wskutek czego pasażer – starszy mężczyzna – stracił równowagę i upadł. Był ciągnięty przez autobus, a ostatecznie przyciśnięty prawym, tylnym kołem do krawężnika. Zmarł wskutek odniesionych obrażeń.
Według aktu oskarżenia Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ, kierowca miejskiego autobusu nieumyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym – nienależycie obserwował sytuację w przestrzeni pasażerskiej, nie dostrzegł pasażera wysiadającego przez trzecie drzwi pojazdu i w takiej sytuacji ruszył z przystanku.
56-letni kierowca nie przyznaje się. Przed sądem odmówił składania wyjaśnień (we wtorek nie skorzystał również z prawa do ostatniego słowa), ale w śledztwie mówił, że gdy doszło do wypadku, robił szósty kurs na swojej trasie, pogoda była zła, bo mocno padało, a widoczność była bardzo ograniczona. Zapewniał, że na przystanku zatrzymał się we właściwym miejscu, otworzył drzwi, wysadził pasażerów i nie widział, żeby ktoś jeszcze wsiadał lub wysiadał.
Podkreślał, że prowadził autobus, w którym zamknięcie drzwi poprzedzone jest ostrzegawczym sygnałem dźwiękowym, są w nim też nalepki zakazujące wsiadania bądź wysiadania po takim sygnale. Mówił, że drzwi zamknęły się bez problemu, a – jak zaznaczył – w tym modelu pojazdu nie da się nim ruszyć z drzwiami niedomkniętymi. Według jego wyjaśnień, gdy ruszył, do drzwi z przodu podbiegła kobieta, krzycząc, by się zatrzymał. To ona mu powiedziała, że pod kołem autobusu leży człowiek.
Przyznał jednak, że przegubowy autobus stał na pętli w taki sposób, że nie widział w lusterkach końca pojazdu, nie patrzył też na – znajdujące się w pojeździe – monitory kamer.
Zdaniem biegłego
Biegły powołany w śledztwie ocenił, że przegubowy autobus stał równolegle lub niemal równolegle, czyli kierowca miał możliwość zobaczenia w prawym lusterku, co się dzieje przy trzecich drzwiach. Zaznaczył też, że kierowca miał też do dyspozycji system monitoringu w pojeździe i jego ekran nad głową, ale z niego nie skorzystał.
Prokuratura chce dla oskarżonego roku więzienia w zawieszeniu i po 1 tys. zł nawiązki dla bliskich zmarłego, którzy w sprawie są oskarżycielami posiłkowymi.
– To na kierowcy leży obowiązek zachowania bezpieczeństwa. Osoby korzystające z komunikacji publicznej dają wiarę temu, że będą przewożone zgodnie z zasadami bezpieczeństwa – mówił w mowie końcowej asesor Konrad Wnorowski z Prokuratury Rejonowej Białystok-Północ.
Przyznał, że w tych drzwiach nie zadziałał tzw. system rewersu (drzwi powinny otworzyć się automatycznie po napotkaniu przeszkody) ale – jak mówił – taki system nie zwalnia kierowcy z odpowiedzialności za bezpieczeństwo pasażerów. – Posiadanie dodatkowych systemów wpływających na bezpieczeństwo, jak czujniki ruchu, kamery cofania, nie tylko w autobusach ale i w innych samochodach, nigdy nie wyłącza odpowiedzialności kierowcy – mówił Wnorowski.
Wniosek o karę roku więzienia w zawieszeniu poparł pełnomocnik bliskich ofiary wypadku; chce jednak wyższych nawiązek po 5 tys. zł. – Być może zgubiła go rutyna, ale rutyna nie wyłącza odpowiedzialności karnej – mówił o zachowaniu kierowcy mec. Michał Moskal.
Odwołując się do zapisów monitoringu mówił, że autobus stał na przystanku tak, że oskarżony mógł – przy zachowaniu należytej ostrożności i przy wykorzystaniu urządzeń, którymi dysponował – dostrzec wysiadających pasażerów.
Obrona stawia tezę, że kierowca – jak to ujął adwokat – został wyposażony przez pracodawcę w niesprawny autobus. Mec. Ireneusz Mikucki wymieniał usterki, wśród nich nieprawidłowe działanie blokady ścisku w drzwiach, czy zbyt małą siłę hamowania w co najmniej jednym kole.
– Ten system, który nie zadziałał, wprowadził kierowcę w błąd co do tego, że drzwi zostały prawidłowo zamknięte. Gdyby ten system zadziałał, do tego nieszczęścia na pewno by nie doszło – mówił w mowie końcowej. Zwracał też uwagę, że starszy mężczyzna próbował wysiąść po sygnale ostrzegającym o zamykających się drzwiach.
Obrona wnioskuje o uniewinnienie, ewentualnie o nadzwyczajne złagodzenie kary i odstąpienie od jej wymierzenia. (PAP)






Komentarze