Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Kontrowersyjne działania Białostockiej Komunikacji Miejskiej

infotrans
04.10.2011 11:49
0 Komentarzy

Już od jakiegoś czasu możemy zaobserwować dosyć kontrowersyjne działania BKM. A wszystko to zaczęło się od tamtego roku, kiedy utworzono odrębną jednostkę Urzędu Miejskiego o nazwie Zarząd Białostockiej Komunikacji Miejskiej. Pod nowym logiem zaczęto wprowadzać różne nowości, które miały być udogodnieniem dla mieszkańców i miały zachęcić ich do podróżowania komunikacją miejską. Jak się jednak okazało zamiast pomagać, sprawiają więcej problemów.
Ułatwienie nr 1 –elektroniczna karta miejska. Miała zastąpić dotychczasowe papierowe bilety okresowe i być udogodnieniem dla mieszkańców. Na niej miały być zapisane m.in. informacje o przysługujących zniżkach, dzięki czemu pasażerowie nie będą musieli wozić ze sobą dokumentów potwierdzających owe ulgi. Ponadto e-karta miała pełnić też funkcję e-portmonetki, czyli doładowując kartę za dowolną kwotę po wejściu do autobusu przykładamy kartę do kasownika, wybieramy rodzaj biletu, a wówczas pobierana jest opłaca za przejazd. Po wyjściu z pojazdu ponownie przykładamy naszą e-kartę, aby np. po przebyciu krótkiego odcinka zwrócono nam część pobranej wcześniej opłaty. No i wydawałoby się, że brzmi zachęcająco. Jednak rzeczywistość okazała się zupełnie inna. Pierwsze wnioski o wydanie elektronicznych biletów można było składać od października 2010 roku, natomiast e-karty miały być wydawane już w styczniu. Termin wydawania e-kart sukcesywnie przedłużano, tłumacząc się, że złożono zbyt mało wniosków o jej wydanie. Pod koniec I kwartału bieżącego roku zaczęto wydawać pierwsze e-karty. System elektronicznych biletów miał działać od maja. Termin ten również kilkukrotnie przesuwano, aż w końcu w połowie sierpnia uruchomiono możliwość posługiwania się elektronicznymi biletami. Jednak w większości autobusów system elektronicznych kasowników nadzwyczajnie nie działał. Dlatego e-karta funkcjonowała jedynie fikcyjnie. Dopiero na początku września problem rozwiązano. I to właśnie wrzesień miał być ostatnim miesiącem, w którym można będzie kupić papierowe bilety okresowe. Jednak termin ponownie wydłużono ze względu na to, że znaczna część białostoczan do tej pory nie odebrała jeszcze swojej e-karty, bądź nawet nie założyła jeszcze wniosku o jej wydanie. Na terenie miasta funkcjonują jedynie 2 punkty, w których można odebrać swój elektroniczny bilet. Od wczesnych godzin otwarcia do wieczornych godzin zamknięcia przed punktami personalizacji karty miejskiej ustawiają się duże kolejki. Nie wszyscy więc są w stanie odebrać swoją e-kartę na czas. Kolejnym absurdem jest konieczność przykładania biletu okresowego (tj. dekadowego, miesięcznego, trzymiesięcznego) każdorazowo przy wejściu do pojazdu. U wielu pasażerów wywołało to spore kontrowersje i wielu z nich w formie protestu nie przykłada e-kart do kasowników. Ponadto do końca roku kontrolerzy nie mogą wręczyć za to mandatu pasażerom. Obecnie Rada Miejska debatuje nad zniesieniem obowiązku przykładania e-karty po wejściu do pojazdu oraz nad wprowadzeniem tzw. systemu warszawskiego, czyli konieczności przykładania elektronicznego biletu raz w miesiącu po jego doładowaniu. Jeżeli chodzi o e-portmonetkę, która niewątpliwie miała być sporym udogodnieniem dla osób, które korzystają z komunikacji miejskiej raz na jakiś czas, to nikt z pasażerów tak naprawdę nie wie, czy jej działanie weszło już w życie, czy jeszcze nie, bowiem nigdzie nie zamieszczono o tym żadnej informacji. Tak więc podsumowując procedura zmiany biletów papierowych na elektronicznych ciągnie się już rok. Efektem tego jest bardzo duże oburzenie i niezadowolenie pasażerów.
Ułatwienie nr 2 –kasowniki. Podczas zamawiania nowych autobusów od 2006 roku wprowadzono w specyfikacji przetargowej obowiązek montażu kasowników, które muszą być dostosowane do obsługi biletów elektronicznych. Zgodnie z tym zapisem kasowniki zamontowano –w MAN-ach Lion’s City z dostaw z 2006 i 2007 roku oraz w Solarisach z dostawy ubiegłorocznej. BKM tłumacząc się brakiem integracji między nowym systemem a obecnymi kasownikami zdemontowało część z nich, a w ich miejsce wstawiło nowe –tego samego producenta, dostosowane tylko i wyłącznie do obsługi biletów elektronicznych. Efektem tego był spór między firmą Solaris Bus &Coach a Zarządem Białostockiej Komunikacji Miejskiej, która uznała wymianę kasowników jako ingerencję w układ elektryczny, co miało skutkować utratą gwarancji. Pojawił się również problem dla pasażerów. W autobusach jednoczłonowych pozostawiono jedynie 2 kasowniki do biletów papierowych –przy 1 i 2 drzwiach. Pasażerowie wchodzących 3 drzwiami muszą przepychać się często przez zatłoczony autobus w celu skasowania biletu. W pojazdach przegubowych jest podobnie, gdyż przy ostatnich drzwiach również brakuje takiego kasownika. Efekt: kilka bądź kilkanaście milionów zbędnie wydanych pieniędzy oraz rozczarowani pasażerowie, którym zamiast dogadzać utrudnia się podróż.

Kontrowersyjne działania Białostockiej Komunikacji Miejskiej

Ułatwienie nr 3 –elektroniczne tablice pokazujące rzeczywisty czas przyjazdu. Miało ich powstać łącznie ok. 30 na najważniejszych przystankach w mieście. Ich montaż miał się rozpocząć jesienią 2010 roku. Jednak na przystankach zainstalowano je dopiero wiosną obecnego roku. W sumie jest ich zaledwie 8. Do tego czasu nie działają jak należy. Pokazują jedynie komunikaty BKM o zmianach tras poszczególnych linii, bądź odjazdy według rozkładu, bez uwzględnienia rzeczywistego czasu przyjazdy, czyli komunikacji z GPS, który został zamontowany w każdym autobusie. System ten nie działa prawidłowo, prawie w większości przypadków w pojazdach pokazuje abstrakcyjny rozkład jazdy ze sporą rozbieżnością czasu, a w budynkach dyspozytorni błędne lokalizacje autobusów. Błędy są rażące, gdyż lokalizacja na mapie różni się od rzeczywistej czasem o nawet 70 km. Tak więc póki co efektem tego mamy kolejne miliony zbędnie wydane.
Ułatwienie nr 4 –możliwość zakupu biletu u kierowcy. Ułatwienie to miało przede wszystkim pomóc w zakupie biletu w godzinach wieczornych lub w dni świąteczne, gdy kioski są pozamykane. Bowiem nigdzie ani w mieście, ani w autobusach automatów do sprzedaży biletów nie ma. Tak więc podczas majowych podwyżek cen biletów wprowadzono 2 nowe rodzaje biletów dostępne tylko i wyłącznie u kierowcy: 40 minutowy na 1 strefę oraz 60 minutowy na 1 i 2 strefę taryfową (miejska+podmiejska). I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, iż bilety czasowe nie uprawniają do przesiadek. Zatem kupując bilet czasowy, który jest droższy od jednorazowego, możemy przejechać niekiedy mniejsze odległości, gdyż kursy niektórych linii trwają godzinę. Ponadto nie wprowadzono nowego wzoru biletu. Wykorzystano zapasy biletów weekendowych, na których postemplowano pieczątki z nazwą biletu obecnego. W efekcie mamy dezorientację pasażerów, którzy twierdzą, że dostają nie ten bilet, o który prosili oraz całkowicie bezsensowny brak możliwości przesiadki na biletach czasowych.
Kolejny wymysł BKM nie można nazwać ułatwieniem, a jedynie oszczędnościami. We wrześniu, podczas wprowadzania nowych rozkładów jazdy radykalnie zmniejszono ilość brygad większości linii. Dla przykładu linia, która 1,5 roku temu jeździła z częstotliwością ok. 7-8 min w szczycie, dziś jeździ co 18 min. Efekt łatwy do przewidzenia –ogromny tłok oraz co raz większa ilość pasażerów rezygnujących z korzystania z komunikacji miejskiej. Z dnia na dzień na ulicach przybywa aut, tworzą się co raz większe korki. Następny absurd –podwyżka cen biletów. Uchwalona przez Radę Miejską w maju br. zakładała podwyżkę wszystkich cen biletów. Podwyżki dotknęły większość polskich miast, której przyczyną był wzrost cen paliw. Więc i w Białymstoku od 1 maja białostoczanie za przejazd komunikacją miejską płacą więcej. Tylko, że pieniądze z podwyżek zamiast trafiać do spółek obsługujących komunikację miejską, trafiają do Urzędu Miejskiego. Bowiem spółkom nie podniesiono stawek za wozokilometr, mimo wzrostu cen paliw. Tak więc wynika, że akcja podwyżki cen biletów miała za zadanie zwiększyć wpływy miasta, a nie rzeczywiście zrekompensować spółkom wyższe koszta świadczenia usług.
Jeżeli działania Zarządu Białostockiej Komunikacji Miejskiej będą dalej zmierzać w tym samym kierunku, to efektem tego może być radykalne zmniejszenie się ilości pasażerów korzystających z usług komunikacji miejskiej. Mało kto chciałby codziennie podróżować w dużym tłoku, oczekiwać na swój autobus 20 min oraz każdorazowo przy wejściu do pojazdu przykładać bilet elektroniczny.

Komentarze