Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Wycieczkowce w Gdańsku. Co robią turyści?

infoship
10.05.2017 09:24
0 Komentarzy

O tym, co interesuje pasażerów wycieczkowców w Gdańsku i jak ewoluował rynek turystyki morskiej na Wybrzeżu, dziennikarka portalu gdansk.pl rozmawiała z Dariuszem Stankiewiczem, właścicielem Baltic Gateway Poland. Firma ta od 22 latopiekuje się turystami schodzącymi na ląd, m.in. w gdańskim porcie.

Izabela Biała: Do Portu Gdańsk zawinął pierwszy statekwycieczkowy w tym sezonie (rozmawialiśmy 27 kwietnia – red.). Dla Pana ipańskich pracowników dzień jak co dzień: siódma rano, dziesięć autokarówoczekujących na nabrzeżu, orkiestra…

Dariusz Stankiewicz: – Dzień jak co dzień? Chyba tak, zawyjątkiem orkiestry oczywiście, bo nie zawsze gra, ale dziś była specjalnaokazja – pierwsze wejście do portu. Dobra pobudka dla pasażerów.

Ile macie rejsów do obsłużenia w tym roku?

– W granicach 85 do 90 zawinięć w Gdańsku, Gdyni iSzczecinie. Liczby są jeszcze lekko płynne, mogą być drobne korekty. Pracujemydla kilku armatorów: Viking Cruises, TUI Cruises, Aida, Costa…

Kim jest przeciętny turysta przybywający do Gdańska drogąmorską?

– 70 proc. pasażerów pochodzi z Niemiec. Pozostali toobywatele Wysp Brytyjskich i Amerykanie, Włosi, Francuzi oraz Hiszpanie.

A Skandynawowie?

– W tej chwili już nie. W przeszłości Birka Cruises cotydzień przywoziła Skandynawów do Gdyni, ale przy obecnej siatce połączeń lotniczychi promowych, które kraje skandynawskie mają z Wybrzeżem, nie ma to już sensu.Poza tym, w czasie kiedy pływał do nas ten armator, funkcjonowała tzw. wolnastrefa celna, w której alkohol był dla Szwedów czy Norwegów oczywiście dużotańszy, w tej chwili już nie ma tej atrakcji.

Pasażerowie wycieczkowców to głównie ludzie dojrzali, naemeryturze?

– Nie tylko, w okresie letnim mamy pełen przekrój wiekowy odniemowląt po osoby osiemdziesięcio-, a nawet dziewięćdziesięcioletnie.

Wycieczkowiec przypływa do portu – na pokładzie największychstatków, które zawiną w tym roku do Gdańska, należących do armatora VikingCruises nawet 930 osób. To ogromna liczba. Jak wygląda obsługa turystycznatakiej rzeszy pasażerów? Czy wszyscy mają ten sam program i odbywają tę samątrasę po Gdańsku, tylko w mniejszych grupach?

– Nie, wszystko zależy od polityki armatora. Wymienionyprzez panią armator, tak zwaną turę podstawową, czyli bardzo krótkie zwiedzanieGdańska, wlicza w cenę biletów na rejs. Jeśli pasażerowie chcą skorzystać zoferty bardziej rozbudowanej, to już do tego biletu dopłacają. Inni armatorzynie wliczają wycieczek w cenę rejsu, u nich jest to oferta fakultatywna.Wycieczki fakultatywne wykupić można na pokładzie statku bądź w przedsprzedażyw internecie.

Zdarza się, że nie wszyscy uczestnicy rejsu schodzą zpokładu?

– Generalnie wszyscy pasażerowie schodzą na ląd, natomiastnie wszyscy uczestniczą w wycieczkach. Zwiedzają na własną rękę. Mają dodyspozycji taksówki na życzenie, albo shuttle, czyli autokary jeżdżącewahadłowo. Zawożą turystów do miasta i później kursują co około pół godziny:wracają pod statek i znów do Gdańska, na zasadzie wahadła. Pasażerowie mogąwięc pojechać do centrum na cały dzień, na godzinę, na lunch – to już od nichzależy. Plus minus 40 proc. uczestników rejsów wybiera taką formę poznawaniamiasta.

Jednak większość wybiera grupowe zwiedzanie. Jaki jestpodstawowy program dla takich osób?

– Znów: wszystko zależy od armatora, który zna charakterswoich pasażerów, wie jakie są ich oczekiwania. Zaczynamy od turów bardzopodstawowych: sam Gdańsk, Gdańsk plus Oliwa, Gdańsk z Sopotem, kombinacjeTrójmiasta. Do tego dochodzi kombinacja Gdańska z Malborkiem albo zeStutthofem. Są też tury bardziej wyrafinowane: jak koncert chopinowski, czywizyta w Teatrze Szekspirowskim. Są też wycieczki kajakowe i rowerowe. Kajakiempływamy po Motławie. Rowerami natomiast jeździmy po mieście, startując z Gdynilub Gdańska, w zależności od miejsca zawinięcia statku.

Widząc tłum osób obsługujących ten pierwszy, jeszcze nie takduży statek (zabrał na pokład 460 turystów) zastanawiam się, ile podmiotówpracuje przy takiej obsłudze przy każdym zawinięciu?

– To jest złożone zagadnienie: port udostępnia nabrzeże,zlecenie na holowanie i cumowanie statku obsługuje już kolejny podmiotgospodarczy, uzupełnienie zbiorników wody i odbiór nieczystości to następnafirma. Później mamy taksówki i przewoźników autokarowych. Do portu przyjeżdżateż zawsze pracownik Gdańskiej Organizacji Turystycznej, który udzielaszczegółowych informacji na temat poszczególnych atrakcji. No i oczywiście:restauracje, sklepy, instytucje kultury, przewodnicy autokarowi, firmyorganizujące np. wycieczki kajakowe. I my jako koordynator tego wszystkiego.Jak widać zaangażowanie podmiotów gospodarczych jest naprawdę spore.

Od ilu lat obsługują Państwo takie rejsy?

– Jest to nasz 22 sezon.

Jak Pan, z tak wieloletnim doświadczeniem w branży, oceniarozwój turystyki morskiej przez te lata? Jak ewoluowała na naszym rynku?

– Zaczynaliśmy w 1995 roku. Pamiętam jak dziś – statki“Costa Allegra” i “Costa Marina”. Kwestia przygotowania szesnastu autokarówwydawała się wtedy kosmiczna – znaleźć taką flotę na naszym lokalnym rynku wtamtym czasie to była naprawdę sztuka. W tej chwili można żartobliwiepowiedzieć, że ten dzisiejszy statek to “tylko” dziesięć autokarów i że tospokojnie można zrobić, ale trzeba uważać, bo można źle pasażera obsłużyć mającpod opieką tylko jeden autokar. Ta “czujność czekisty” po naszej stronie obowiązujeprzez cały sezon.

Przez te cały okres czasu zdecydowanie wzrastała wielkośćstatków i w tej chwili średnia ilość autokarów potrzebnych do obsługi jednegozawinięcia wynosi od 25 do 35, a nawet 40. A są już jednostki, na którepotrzebujemy 50, 60, 70 autokarów. Jak widać wszystko idzie zdecydowanie w góręi taka jest generalnie tendencja na Morzu Bałtyckim – armatorzy budują corazwiększe statki. I to jest z jednej strony plus, aczkolwiek standard zwiedzaniaprzy takich ilościach jest już troszkę inny.

Czy oczekiwania pasażerów też się zmieniły w międzyczasie?Czy tutaj jest konstans?

– Ich oczekiwania także się zmieniają. Jeśli porównamyobecne ułatwienia w podróżowaniu z latami dziewięćdziesiątymi to jest ogromnaróżnica. Teraz na statkach pojawiają się pasażerowie, którzy już byli tuwcześniej, bądź na rejsie, bądź indywidualnie i chcieliby zobaczyć już cośinnego niż za pierwszym razem. Zawsze Gdańsk, Malbork, czy katedra w Oliwie tobędzie “numer jeden”, ale trzeba również dbać o to, by oferta była wzbogacana okolejne elementy układanki.

Jakie to są elementy? Czy jest to na przykład wizyta wEuropejskim Centrum Solidarności albo w Muzeum II Wojny Światowej?

– Dokładnie tak. Oczywiście ECS jak najbardziej, ale wartozaznaczyć, że my od początku mieliśmy w ofercie program zwiedzania “Gdańskmiastem Solidarności”. Jeszcze zanim powstało Centrum grupy jeździły do saliBHP w Stoczni Gdańskiej. Jeśli chodzi o Muzeum II Wojny Światowej, ten temattakże nie jest dla nas nowy. Od dawna organizujemy wycieczki na Westerplatte,ze zwiedzaniem tamtejszych wartowni. Są także wizyty w muzeach: w MuzeumNarodowym, w Muzeum Historycznym Miasta Gdańska i w jego oddziale – MuzeumBursztynu. Siłą rzeczy wiadomo, że Muzeum II Wojny Światowej również do ofertywejdzie, wprowadzamy do niej każdy nowy obiekt.

Reasumując: z jednej strony mamy grupy zorganizowanekorzystające z podstawowego programu, z drugiej – osoby zwiedzające na własnąrękę, a z trzeciej – propozycje wycieczek wzbogaconych, dla tych którzy są wGdańsku nie po raz pierwszy.

– Tak, jest jeszcze jeden ważny element w tej układance.Chodzi o mobilność pasażera. Nie każdy uczestnik rejsu jest sprawny. Są wśródnich ludzie o kulach, albo poruszający się z pomocą balkoników. Takie osoby niesą w stanie np. pojechać do Malborka na zwiedzanie zamku. Dla nich musi byćprzygotowany “lekki” program, żeby byli w stanie pojechać, zobaczyć i wrócić -zadowoleni z wycieczki.

Zdarzają się nieoczekiwane życzenia? Zaskakują was czasempomysły pasażerów?

– Pojawiają się zaskakujące hasła, które wynikająnajczęściej z niewiedzy turystów, bo np. dostajemy informację ze statku, żektoś chciałby pojechać do Oświęcimia. Siłą rzeczy jest to prawie niewykonalne,chyba że wynajmiemy śmigłowiec albo taksówkę lotniczą, która go zawiezie, alekoszty są takie, jakie są i nikt się na to nie decyduje.

Organizowaliśmy już jazdy konne na życzenie. Mamy przelotyszybką łodzią motorową z Gdyni do Gdańska na Motławę. Swego czasu mieliśmy wofercie tzw. “folklor”, taki klasyczny, z prawdziwym wiejskim jadłem, kapelą,zabawami ludowymi, wiejska zabawa można powiedzieć. Robiliśmy to dla Szwedów,którzy doskonale się na takich imprezach bawili. Dziś już tego nie ma, aleprzez cztery lata z rzędu jeździliśmy na ten folklor nawet czterema autokarami.Generalnie każdy statek to nowe wyzwanie i nowe pytania, jeśli chodzi ooczekiwania ludzi.

Komentarze