Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Upamiętniono ofiary katastrofy kolejowej pod Szczekocinami

inforail
01.03.2020 17:45
0 Komentarzy

W gminie Szczekociny,na terenie której osiem lat temu doszło do jednej z największych w Polscekatastrof kolejowych, upamiętniono w niedzielę ofiary tragedii z 3 marca 2012r. Wspominano też postawę mieszkańców i poświęcenie ratowników, którzy nieślipomoc poszkodowanym w wypadku.

Rocznicowe uroczystości rozpoczęła msza święta w kościelepw. Narodzenia Najświętszej Maryi Panny we wsi Goleniowy. Później uczestnicyobchodów, wśród których był m.in. burmistrz Szczekocin Jacek Lipa, złożyliwieńce i kwiaty oraz zapalili znicze przy tablicy w Chałupkach, upamiętniającejofiary katastrofy. W wyniku czołowego zderzenia dwóch pociągów zginęło wówczas16 osób, a ponad 150 odniosło obrażenia.

W modlitwie i uroczystości przy tablicy pamiątkowejuczestniczyli członkowie rodzin ofiar, przedstawiciele władz i służbratowniczych, kolejarze oraz mieszkańcy Chałupek; wielu z nich brało udział wakcji bezpośrednio po wypadku. Po uroczystości, zgromadzeni przeszli w pobliżetorów kolejowych, w miejsce katastrofy. Tam też od lat zapalane są znicze.

Do wypadku doszło 3 marca 2012 r. we wsi Chałupki k.Szczekocin, na zjeździe z Centralnej Magistrali Kolejowej w kierunku Krakowa.Zderzyły się pociągi TLK „Brzechwa” z Przemyśla do Warszawy i InterRegio”Jan Matejko” relacji Warszawa-Kraków. Pociąg jadący ze stolicywjechał na tor, po którym z naprzeciwka jechał pociąg Przemyśl-Warszawa. Stratymaterialne po katastrofie oszacowano na 19 mln zł. W akcji ratunkowej brałoudział kilkuset strażaków, policjantów i przedstawicieli innych służb.

Mieszkańcy Chałupek mówią, że tragedia na zawsze pozostaniew ich pamięci. Tuż po zderzeniu pociągów to właśnie mieszkańcy tej i sąsiednichwsi stali się pierwszymi ratownikami. Kiedy usłyszeli olbrzymi huk, jeszczeprzed przyjazdem większości służb pospieszyli z pomocą. Wyciągali z wagonówposzkodowanych, przynosili koce i gorącą herbatę lub po prostu trzymaliuwięzionych w wagonach za rękę i pocieszali. Przynosili też kanapki i herbatęstrażakom pracującym przy wrakach pociągów.

Chwilę później na miejscu katastrofy pojawiła się strażpożarna, karetki pogotowia i policja. Służby kryzysowe wojewody śląskiego okatastrofie dowiedziały się po godz. 21 od pogotowia w Zawierciu. Przed godz.22 w akcję ratowniczą zaangażowano 30 karetek, na miejsce skierowano teżśmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Po wypadku strażacy przez wielegodzin penetrowali zniszczone wagony, poszukując poszkodowanych. Akcjęposzukiwawczą zakończono w poniedziałek 5 marca. Na miejsce katastrofyprzyjechał ówczesny premier Donald Tusk wraz z grupą ministrów oraz ówczesnyprezydent Bronisław Komorowski, który ogłosił dwudniową żałobę narodową.

Jak ustaliła prokuratura, do katastrofy przyczyniły siębłędy dwojga dyżurnych ruchu z posterunków Starzyny i Sprowa, którym zarzucononieumyślne sprowadzenie katastrofy kolejowej – skierowali jadące z naprzeciwkapociągi na ten sam tor. Dyżurni odpowiadali też za poświadczenie nieprawdy wdokumentacji kolejowej – co do czasu zamknięcia torów po zderzeniu pociągów.

W lipcu 2016 r. częstochowski sąd wymierzył dyżurnym ruchukary 4 i 2,5 roku więzienia. Prokuratura uznała je za zbyt łagodne i wniosłaapelację od wyroku. 26 stycznia 2018 r. Sąd Apelacyjny w Katowicach podwyższyłkary, skazując prawomocnie Andrzeja N. na 6 lat więzienia, a Jolantę S. na 3,5roku. Sąd podkreślał, że wyrok powinien też mieć znaczenie prewencyjne i być”czytelnym sygnałem dla wszystkich osób zajmujących się zapewnieniembezpieczeństwa w komunikacji, kierujących tym ruchem, że obowiązki na nichciążące muszą być bezwzględnie przestrzegane”.

Sądy uznały, że na tragedię złożyła się seria ludzkichbłędów. Zgodnie ze zmodyfikowanym przez sąd I instancji opisem czynów AndrzejaN., dróżnik, mając informację o braku kontroli położenia zwrotnic, wnienależyty sposób sprawdził rozjazdy i nie zabezpieczył ich, potem dałzezwolenie na jazdę i skierował pociąg Warszawa-Kraków na niewłaściwy torprzeznaczony dla ruchu innego pociągu, a następnie zaniechał obserwacjiprzejazdu tego pociągu i jego sygnałów końcowych, a także obserwacji wskazańswego pulpitu. W rezultacie N. – według sądu – do końca był przekonany, żewyprawił pociąg po właściwym torze i w ten sposób wprowadzał też w błąd dyżurnąJolantę S.

Jolancie S. sąd przypisał działanie i zaniechanie związane zpodaniem zastępczego sygnału zezwalającego dla pociągu Przemyśl-Warszawa, bezwyjaśnienia przyczyn zajętości toru nr 1 i przy braku reakcji na niepojawieniesię zajętości toru nr 2, a także niewykorzystanie funkcji „alarm” wsystemie radiowym i brak innych działań – wobec podjętych wątpliwości, co doprawidłowości wyprawienia pociągu.

Sąd wskazywał też m.in. na rolę drużyn trakcyjnych obupociągów, które tuż przed katastrofą kontynuowały jazdę, mimo sygnałów do tegonieuprawniających. Ponadto maszyniści nie obserwowali we właściwy sposób toruprzed sobą; inaczej – co m.in. udowodnił przeprowadzony po katastrofieeksperyment procesowy – szybciej zauważyliby, że oba składy zmierzają dozderzenia. Postępowanie w tym zakresie zostało umorzone – załogi zginęły.


Komentarze