Długi marsz do domu (reportaż z Indii)
Tysiące ubogichmieszkańców miast Indii po ogłoszeniu ogólnokrajowej kwarantanny rozpoczęłydługi marsz do domów. Po dwóch miesiącach wciąż wracają tam, gdzie czują siębezpiecznie. Przed nimi setki kilometrów drogi w upałach, wrogo nastawionapolicja i ośrodki kwarantanny.
We wtorek nad ranem specjalny pociąg z Delhi gwałtowniezatrzymał się na przejściu kolejowym w Ranibagh. Ktoś pociągnął za hamulec bezpieczeństwa.Ludzie zaczęli wyskakiwać z pociągu i rzucili się do ucieczki.
Dziennik „The Hindu” podał, że w Ranibagh z pociągu jadącegodo miasta Purnia w stanie Bihar uciekło 150 osób. Tego samego dnia po południuinny pociąg również zatrzymał się na przejściu. Tym razem uciekło ok. 250 osób.”Czasami ich złapiemy, innym razem uda się im uciec” – powiedział dziennikowipracownik kolei z dystryktu Sasaram, gdzie z pociągu uciekło 24 osób.
„Ludzie uciekają z pociągów przed kwarantanną. Nikt nie jestgłupi, żeby siedzieć dwa tygodnie w ośrodkach” – mówi PAP Dinkar Kumar z okolicMuzzafarpur w Biharze. „Ludzie przeszli piekło, żeby dostać się na pociąg, ateraz, tak blisko domu, mają siedzieć w zamknięciu?” – pyta 42-letni mężczyzna,który pracował na budowie w Gurgaon, mieście satelickim Delhi.
Kumar stracił pracę dzień po ogłoszeniu 24 marca przezpremiera Narendrę Modiego ogólnokrajowej kwarantanny. Razem z kolegamizadzwonili do szefa zmiany z pytaniem, co robić, a ten odparł, że zupełnie nic,bo jest kwarantanna. A co z wypłatą? Szef się rozłączył.
„Niemal wszyscy z dnia na dzień stracili pracę. Po trzechtygodniach, kiedy zaczęły mi się kończyć pieniądze, postanowiłem wrócić doMuzaffarpur” – opowiada Kumar, dodając, że co miesiąc wysyłał pieniądze do żonyi dzieci.
Sąsiedzi Kumara również postanowili wracać do rodzinnychwiosek. „Razem z mężem straciliśmy pracę, nie było za co opłacić czynszu,kończyło się jedzenie, więc zdecydowaliśmy się na powrót do wioski” – tłumaczyPAP 30-letnia Sharmila mieszkająca w Khirki Extension, w południowym Delhi.
„The Economic Times” podał, powołując się na CentrumMonitoringu Indyjskiej Ekonomii, że w czasie kwarantanny pracę straciło 122 mlnIndusów. W Indiach liczba osób żyjących poniżej progu ubóstwa, za mniej niż 3,2USD dziennie, ma się zwiększyć do 920 mln, co stanowi 68 proc. społeczeństwa.
Wcześniej Sharmila i jej maż nie uważali siebie za biednych.”Mąż jest kierowcą, autobusy przestały jeździć. Człowiek żyje w Delhi z dnia nadzień, ale opłacaliśmy szkołę dzieciom i płaciliśmy rachunki na czas. Jednaktrudno było cokolwiek zaoszczędzić” – dodaje kobieta, która sprzątała igotowała na sąsiednim osiedlu Malviya Nagar.
Sharmila nie mogła też liczyć na pomoc rodzin, u którychpracowała. Zamknęli przed nią drzwi, gdy przyszła po zaległą wypłatę. Nieotworzyli, bo bali się zakazić. Strach klasy średniej wykorzystała firma Kent,reklamując robota kuchennego do ugniatania ciasta. „Czy pozwalasz swojejpokojówce ręcznie ugniatać ciasto atta (rodzaj mąki – PAP)? Jej ręce mogązakażać” – głosił slogan reklamowy, za który firma zdążyła już przeprosić.
„Po jakimś czasie premier obiecał jedzenie, ale jakoś niedostaliśmy. Może dla nas nie było?” – dodaje mąż Sharmili.
Organizacje obywatelskie starały się przekazywać jedzenienajbardziej potrzebującym. „Niektórzy wciąż płacili pensje swoim pomocomdomowym i wypłacili zaliczki, ale raczej są w mniejszości” – tłumaczy PAP AnandSharma, biznesmen z południowego Delhi.
Kumar i Sharmila wiedzieli, że powrót nie będzie łatwy.Oburzone media donosiły o tysiącach ludzi rozganianych na dworcu autobusowymAnand Vihar w Delhi. „Ależ oni są nieodpowiedzialni! Dlaczego nie siedzą jakwszyscy w domu i nie przestrzegają nakazów władzy? Wszystkich pozakażają” -mówiła PAP pani Gosh, wynajmująca piętro swojego domu w pełnym zielenidelhijskim CR Park.
Dinkar Kumar nie rozumie oburzenia współobywateli. „Mój domnie jest w Delhi ani Gurgaon. Jest tam, gdzie moja rodzina i krewni” – tłumaczył.
Relacje mediów zaczęły zmieniać ton, gdy w pieszą wędrówkędo swoich domów wyruszyły tysiące ludzi. Kilka dni po ogłoszeniu kwarantanny wmiejscowości Badaun w północnych Indiach na komendę policjanta pięciu mężczyznz plecakami musiało usiąść w kucki i skacząc do przodu niczym zające wyminąćposterunek. W Bareilly władze spryskiwały ludzi na stacji autobusowej środkiemdezynfekującym.
„The Indian Express” opisał liczącą 2900 km wędrówkę JadvaGogoia, który pieszo, autostopem w ciężarówce, w monsunowym deszczu i ukropiedostał się z Gudźaratu do rodzinnej wioski w Asamie. Na początku maja 16zmęczonych robotników, idących na właśnie uruchomione specjalne pociągi,zasnęło na torach. Zginęli pod kołami pociągu towarowego.
Pod koniec maja podczas sprawozdania przed Sądem Najwyższymrząd podał, że w państwowych ośrodkach kwarantanny przebywa obecnie 2,3 mlnludzi, a do rodzinnych wiosek wróciło 9,7 mln osób.
„Sytuacja w ośrodkach jest zła, czasami brakuje jedzenia,dlatego ludzie boją się tam zostawać” – tłumaczy Kumar. „Człowiek zrobiwszystko, żeby tylko dojechać do domu” – dodaje. (PAP)
„
Komentarze