Przejechali 200 kilometrów – Trasa Okonek – Poznań pokonana przez 11 cyklistów w dobrym tempie
Przejechali
Tylko kompletny świr wstaje w niedzielę o 3.30 w nocy po to, by przejechać na rowerze
Wtuleni w mgłę rozpoczęli jazdę w Okonku, zakończyli po 200 kilometrach w Poznaniu. To była piękne pedałowanie – w rytmie 25,7 km na godzinę.
W kilka osób przechodzimy do kas, zakup biletów idzie sprawnie i podczas gdy zjeżdżają się kolejni koledzy zajmujemy miejsca w podstawionym już pociągu do Okonka. Ostatni wsiadają na 30 sekund przed jego odjazdem. Ruszamy punktualnie o 5.36 w składzie 11-osobowym, a więc mniej niż się zapisało. Ale i tak pokaźna grupka zwraca na siebie uwagę wśród zaskoczonych przechodniów…, którzy mogą pomyśleć: co ci wariaci robią o 5 rano na rowerach?
Podróż mija w chłodnej atmosferze za sprawa wyłączonej klimatyzacji. W końcu jedziemy w pierwszej klasie! Na nasze nieszczęście okazało się, że tylko nasz przedział był taki chłodny, reszta chłopaków siedziała w ciepełku. No ale sympatyczna rozmowa rozgrzewała skutecznie.
Po drodze zjedliśmy śniadanko, przygotowaliśmy wyposażenie i punktualnie o 8.21 wjechaliśmy na peron w Okonku. Niesamowite uczucie przyjechać pociągiem PKP punktualnie do celu …
Tu czekała na nas już grupka kolarzy z Złotowa w sile czterech bikerów. Przywitanie i w drogę, bo zimno.
Pierwsze kilometry wyprawy prowadziły po polnych piaszczystych drogach. I tu pierwszy z nas musiał się wycofać. No ale, jak ktoś zakłada, że przejedzie
Następny odcinek biegł wzdłuż rzeki Gwda. Przepełnia mnie nostalgia i zaduma, gdyż prawie równo rok temu razem z Tomkiem płynęliśmy Gwdą na kajaku, a teraz pedałuję wzdłuż tej rzeki na rowerze.
Odcinek do Piły przebiegał głównie terenem, po w miarę równych i szybkich duktach. Tempo było naprawdę przyzwoite, zresztą jak podczas całego przejazdu, ale o tym później. W międzyczasie zadzwonił Zbycho (Wiktor), który razem z Wojtkiem (Wiktorem) miał do nas dołączyć przed Piłą, ale jakoś im to za bardzo nie wychodziło. Raz byli przed nami, raz za – na północ od Piły, a potem na zachód, nie ma co – trochę ich nosiło po okolicy. Koniec końców: dołączyli do nas przed Trzcianką.
Na
Słońce chyli się już ku zachodowi, więc uzbroiliśmy się w lampki, kurtki i kamizelki odblaskowe, dodatkową ciepłą odzież, bo ostatni odcinek był do pokonania już w zupełnych ciemnościach.
Ubrałem cieplejsze rękawiczki, ochraniacze na buty i dodatkową ocieplaną kamizelkę I to była bardzo mądra decyzja, bo do samego końca było cieplutko i przyjemnie.
W Szamotułach było już całkowicie ciemno i nasz mały peleton oświetlony lampkami i odblaskami robił spore wrażenie. Dalej przez Pamiątkowo, Żydowo, Rokietnicę i Kiekrz dojechaliśmy do odcinka trasy biegnącego ze Strzeszynka nad Rusałkę.
Jazda w zupełnej ciemności przez las w grupce doborowych kolarzy mających jedynie kilka lampek jako oświetlenie robi niesamowite wrażenie. Normalnie nie mogłem się napatrzeć i nacieszyć tym odcinkiem naszego wypadu. Gdy dojechaliśmy do Sołacza (końca TTR-N ) ogarnęło mnie uczucie smutku, w tamtej chwili mógłbym tak jechać bez końca. Zwłaszcza, że po kilku kryzysach wreszcie nogi puściły, nabrały ochoty do jazdy.
Jednak zadowolenie było takie: jedziemy pod Starego Marycha, by pstryknąć sobie pamiątkową wspólną fotkę. Uczyniwszy to – pogratulowaliśmy sobie nawzajem, podziękowaliśmy za wspaniały dzień, sprawną i zgraną jazdę i obiecaliśmy, że należy to powtórzyć.
Nie ma oficjalnych statystyk na ten temat, ale ustanowiliśmy chyba rekord trasy.
Należy podkreślić, że trasa TTR-N jest naprawdę doskonale oznakowania. Poza jednym krótkim odcinkiem za Czarnkowem całą można przejechać praktycznie bez spoglądania w mapę, nawigując jedynie po znakach, które są czytelne, umieszczone w logiczny sposób z odpowiednim wyprzedzeniem (np. przed zakrętem).
Wyprawa nie byłaby tak udana gdyby nie przepiękna pogoda, która nam towarzyszyła. Był to jeden z nielicznych dni, w którym Matka Natura okazała swoją łaskawość.
W wyprawie udział wzięli: Jacek Wichłacz, Marek Jeszka, Paweł Weber, Gabor Sass, Wojciech Sołtys, Zbigniew Wiktor, Wojciech Wiktor, Stanisław Walkowiak, Demon, Filip, Piotr Kustoń i Michał Wiktor.
Ekipa ze Złotowa: Marek Dereszkiewicz, Wiesław Fidurski, Jan Biela, Sławomir Dereszkiewicz.
Dziękuję, że mogłem z wami chłopaki jechać tego dnia. Było super!
Michał Wiktor
Źródło: http://www.kurek-rowery.pl/
Dla indywidualnych czytelników za 15 zł rocznie, a dla firm od 99 zł rocznie! Sprawdź naszą ofertę:
-
Subskrypcja na 12 m-cy
1 adres e-mail – prywatny15.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
1 adres e-mail – firmowy99.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
do 5 firmowych adresów e-mail495.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
do 10 adresów e-mail990.00 zł przez 1 rok -
Subskrypcja biznes na 12 m-cy
bez żadnych limitów!1,990.00 zł przez 1 rok
Komentarze