Witamy na stronie Transinfo.pl Nie widzisz tego artykułu, bo blokujesz reklamy, korzystając z Adblocka. Oto co możesz zrobić: Wypróbuj subskrypcję TransInfo.pl (już od 15 zł za rok), która ograniczy Ci reklamy i nie zobaczysz tego komunikatu Już subskrybujesz TransInfo.pl? Zaloguj się

Koleje Śląskie – prawdziwy sukces czy chwyt marketingowy?

inforail
14.12.2011 10:43
0 Komentarzy

Marszałek Adam Matusiewicz, podsumowując kilka dni temu pierwsze miesiące działania Kolei Śląskich, ogłosił sukces: spółka przewiozła o jedną piątą więcej osób niż Przewozy Regionalne i to mimo że nowe elfy i flirty początkowo spóźniały się na potęgę, nawet o piętnaście, dwadzieścia minut – czytamy w Gazecie Wyborczej. – Koleje Śląskie to był strzał w dziesiątkę! – stwierdził marszałek i aby wzmocnić efekt, przedstawił bardzo optymistyczne wyliczenia finansowe. W nowym rozkładzie jazdy, który zaczął obowiązywać od 11 grudnia, województwo dopłaci Przewozom Regionalnym do każdego tzw. pociągokilometra 22,09 zł, czyli o ponad cztery złote więcej niż do tej pory! Tymczasem Koleje Śląskie, które w październiku zadebiutowały na torach, będą wozić pasażerów dużo taniej. W przyszłym roku do każdego kilometra województwo dopłaci Kolejom Śląskim tylko 14,76 zł, czyli o ponad siedem złotych mniej. Wniosek jest jeden. Warto było stworzyć samorządową konkurencję na torach chociażby po to, by pokazać, że PR są niewydolne i potrzebują szybkiej reformy.
Trudno kwestionować te fakty i na siłę udowadniać, że Koleje Śląskie to porażka. Tak oczywiście nie jest. Ale przestrzegałbym władze województwa przed nadmiernym triumfalizmem, bo za progiem czyhają już zagrożenia, o których warto i trzeba wspomnieć. Po pierwsze, KŚ osiągnęły tak dobry wynik finansowy nie tylko dzięki ograniczeniu kosztów (mniej ludzi do obsługi pociągów) czy bardziej przemyślanej niż w PR strukturze organizacyjnej, ale nowym elfom, które otrzymały w dzierżawę od województwa i za które województwo zapłaciło 190 mln zł. Elfy są jeszcze na gwarancji i nie trzeba płacić za ich ewentualną naprawę. Ale za kilka lat to się zmieni i koszty użytkowania i utrzymania tych pociągów znacznie wzrosną. Może się wtedy okazać, że KŚ nie są już takie tanie, jak się wydawało, tym bardziej że firma będzie też kupować używany tabor, aby sprostać rosnącym zamówieniom. Co prawda Koleje Śląskie zapewniają, że już teraz dzięki odpisom amortyzacyjnym myślą o zużywającym się sprzęcie i przygotowują pieniądze na ewentualne naprawy i remonty, ale nie da się ocenić, ile naprawdę będą na ten cel potrzebowały. Co może nas czekać, pokazuje przykład jednego z czterech flirtów, który po wykolejeniu się w pobliżu Tychów trafił na naprawę do Szwajcarii. Nie dość, że pociąg ma być gotowy dopiero w połowie przyszłego roku, to remont będzie kosztował kilka milionów złotych. Na szczęście pieniądze wyłoży firma ubezpieczeniowa. Szczegóły.

Komentarze