Krzysztof Celiński nie potrzebował dużo czasu, aby zabrać się za ograniczanie oferty PKP Intercity. Celiński został prezesem tej spółki w styczniu, a już w lipcu do mediów przeciekł szeroko zakrojony plan likwidacji połączeń. Właściwie nie powinno to nikogo dziwić. Krzysztof Celiński od początku lat 90. –czy pracując w Ministerstwie Transportu, czy w PKP –wyznawał ideę reformowania kolei poprzez ograniczanie przewozów i likwidacje linii kolejowych. Celiński ma na sumieniu kilka tysięcy kilometrów zamkniętych linii.
59-letni Krzysztof Celiński jest uosobieniem nieudolności, która przez minionych kilkanaście lat niemal całkowicie opanowała Polskie Koleje Państwowe. Nieudolności, która kazała likwidować pociąg, zamiast poprawić mu niedostosowany do potrzeb pasażerów rozkład jazdy. Nieudolności, która kazała bez jakiejkolwiek walki oddawać klientów konkurencji, a nie, poprzez obniżanie cen biletów i dopasowywanie oferty do zmieniających się realiów, aktywnie walczyć z odpływem pasażerów do przewoźników autobusowych i mikrobusowych. Wreszcie nieudolności, która transport drogowy –mimo fatalnego stanu szos, wypadków i korków w miastach –kazała nazywać nowoczesną gałęzią komunikacji, z którą kolei bardzo trudno konkurować. To wszystko wcale jednak nie zmienia faktu, że Krzysztof Celiński cieszy się zaufaniem polityków z właściwie wszystkich partii politycznych. Niezależnie kto jest przy władzy, Celiński od niemal 20 lat z różnych wysokich stanowisk „zarządza”polską koleją.
Departament Likwidacji Kolei
Wielka kariera Celińskiego rozpoczęła się w 1992 r., gdy z inżynierskiego etatu w Centrum Naukowo-Technicznym Kolejnictwa trafił do Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej –od razu został dyrektorem departamentu kolejnictwa. Na stanowisku tym przetrwał aż do 1998 r., choć w ciągu tych sześciu lat resortem kierowało czterech ministrów, wywodzących się z najróżniejszych opcji politycznych –od Zjednoczenia Chrześcijańsko-Narodowego przez Unię Wolności po Sojusz Lewicy Demokratycznej.
Celiński –jako dyrektor departamentu kolejnictwa –odpowiadał w ministerstwie za nadzór nad Polskimi Kolejami Państwowymi. Zgodnie z regulaminem organizacyjnym, do jego kompetencji należało między innymi przygotowywanie decyzji zezwalających na ograniczanie przewozów i likwidację linii kolejowych. Każdy wniosek PKP w tych sprawach musiał zostać bowiem zaakceptowany przez ministra transportu. W rzeczywistości sprawy te rozpatrywane były w departamencie kierowanym przez Krzysztofa Celińskiego, a minister na przygotowanych dokumentach składał jedynie swój podpis.
W ministerstwie Celiński zasłynął z patrzenia przez palce na składane przez PKP wnioski o zezwolenie na zamykanie linii kolejowych. Światło na sześcioletnią działalność Celińskiego w departamencie kolejnictwa Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej najlepiej rzucają dokumenty Najwyższej Izby Kontroli. Izba w 1997 r. przeprowadziła bowiem kontrolę „Działalność przedsiębiorstwa Polskie Koleje Państwowe w zakresie pozaprzewozowym, zawieszania przewozów oraz likwidacji linii kolejowych”. Z dokumentów pokontrolnych wynika, że decyzje o zawieszeniu przewozów oraz likwidacji linii były wydawane bez dopełnienia formalnych warunków. Często we wnioskach PKP brakowało uzgodnień z administracją rządową i samorządową. Kolej często wysyłała zapytania do samorządów lokalnych w sprawie planowanego zawieszenia przewozów i natychmiast –nie czekając na odpowiedź –kierowała do ministerstwa wnioski o zamknięcie linii. I zazwyczaj ze strony ministerstwa nie było jakichkolwiek problemów z akceptacją takich niekompletnych wniosków.
Automat Celińskiego
Z ustaleń NIK wynika też, że do wydania przez ministerstwo zgody na zawieszenie przewozów na wybranych liniach, a nawet na fizyczną likwidację linii kolejowych, wystarczyło zapewnienie ze strony PKP o niezadowalających wynikach ekonomicznych. Kierowany przez Celińskiego departament kolejnictwa nawet nie weryfikował informacji podawanych przez kolej. Kontrolerzy NIK zwrócili uwagę, że departament, przyklepując wnioski PKP o zgodę na zamknięcie linii kolejowych, nie trudził się przeprowadzaniem jakichkolwiek własnych analiz, które uwzględniałyby interes całej gospodarki, koszty społeczne, a także funkcję komunikacji kolejowej w całym systemie transportowym kraju i w systemach lokalnych.
Pod kierownictwem Celińskiego departament kolejnictwa działał niczym automat wydający takie decyzje, o jakie wnioskowało PKP. Nie robiono żadnych problemów nawet z wydaniem zgody na zamknięcie linii, na których pokrycie kosztów dochodami przekraczało 50%. Tak było choćby w przypadku odcinków Resko Pomorskie –Woronowo (56,5%) czy Malczyce –Malczyce Port (77%).
Jak wynika z materiałów Najwyższej Izby Kontroli, tylko przez pierwsze cztery lata działalności Krzysztofa Celińskiego departamencie kolejnictwa Ministerstwa Transportu i Gospodarki Morskiej, wyrażono zgodę na likwidację przewozów na 113 odcinkach o łącznej długości 2373 km.
1000 kilometrów w jeden dzień
W 1999 r., rok po odejściu z ministerstwa, Krzysztof Celiński został dyrektorem generalnym Polskich Kolei Państwowych. Również na tym stanowisku dał się zapamiętać przede wszystkim jako likwidator. Dokonał bowiem ograniczenia przewozów na niespotykaną skalę –pociągi pasażerskie jednego dnia przestały kursować na 1028 km linii kolejowych w różnych częściach Polski. Pamiętnego 3 kwietnia 2000 r. zlikwidowano połączenia między innymi na liniach Białystok –Ostrołęka, Rzeszów –Tarnobrzeg, Racibórz –Głubczyce, Chełm –Włodawa, Pisz –Ełk czy Jelenia Góra –Karpacz.
Celiński z uśmiechem zapewniał w wywiadzie telewizyjnym, że wszystkie pociągi likwidowane 3 kwietnia 2000 r. kursowały puste. Tymczasem na likwidowanej linii Pszczółki –Skarszewy na Pomorzu ostatni pociąg musiał być konwojowany przez policjantów uzbrojonych w pałki i tarcze. I wcale nie był to jedyny przypadek wysłania policji w celu ewentualnej pacyfikacji pasażerów broniących „pustych i nikomu niepotrzebnych pociągów”.
Celiński likwidując pociągi w kwietniu 2000 r., działał nie tylko z determinacją, ale również z zaskoczenia –z masowym cięciem połączeń nie poczekano nawet do 27 maja 2000 r., czyli dnia, na który wówczas przypadała ogólnoeuropejska data zmiany rozkładu jazdy. Co więcej, telegramy służbowe zapowiadające masowe likwidacje połączeń w całej Polsce zostały rozesłane po sieci zaledwie tydzień przed wycofaniem pociągów.
Znamienne jest, że w życiorysach Krzysztofa Celińskiego w internetowej Wikipedii oraz w serwisie tygodnika „Wprost”jednoczesna likwidacja pociągów na 1028 km linii kolejowych jest jedynym wymienianym jego „dokonaniem”w ciągu niemal 20 lat piastowania wysokich stanowisk na kolei. Jak widać, w oczach opinii publicznej Celiński jest człowiekiem, który nie zrobił nic dla rozwoju kolei, lecz wyłącznie ją zwijał.
Wielopartyjny fachowiec od kolei
Brak jakiegokolwiek pozytywnego pomysłu na reformowanie kolei wcale nie przeszkadza Krzysztofowi Celińskiemu cieszyć się zaufaniem czołowych polskich polityków. W 1999 r. na stanowisko dyrektora generalnego PKP Celiński został powołany przez Tadeusza Syryjczyka, wówczas ministra transportu i gospodarki morskiej oraz wiceprzewodniczącego współrządzącej Unii Wolności (obecnie eksperta związanego z Zespołem Doradców Gospodarczych TOR).
Po odejściu z dyrekcji generalnej PKP Celiński związał się z Prawem i Sprawiedliwością –w 2003 r. Lech Kaczyński, jeszcze jako prezydent stolicy, powierzył Celińskiemu kierowanie Metrem Warszawskim. Pod koniec 2005 r., gdy ekipa PiS przechodziła do rządu i kancelarii prezydenta, Celiński został prezesem spółki PKP Polskie Linie Kolejowe. Co ciekawe, te bliskie związki Celińskiego z PiS nie przeszkadzały koalicji Platformy Obywatelskiej i Polskiego Stronnictwa Ludowego –ustami wiceministra infrastruktury Juliusza Engelhardta –publicznie deklarować swojego pełnego zaufania do Krzysztofa Celińskiego.
Zaufanie to okazało się na tyle pełne, że Celiński pozostał na stanowisku szefa PKP PLK przez ponad rok po zmianie koalicji rządzącej. Nawet, gdy na przełomie 2008 i 2009 r. minister infrastruktury Cezary Grabarczyk zainicjował zmiany w spółce PKP Polskie Linie Kolejowe, których zasadniczym elementem było powołanie na nowego szefa tej spółki Zbigniewa Szafrańskiego, to jednak zadbano o miękkie lądowanie dla odwoływanego z PKP PLK Celińskiego –zaproponowano mu kierowanie spółką PKP Intercity.
Strategia likwidacyjna
Oficjalnie tłumaczono, że powierzenie Krzysztofowi Celińskiemu stanowiska prezesa PKP Intercity ma związek ze zmianami w tej spółce –przede wszystkim z przejęciem pociągów pospiesznych ze spółki PKP Przewozy Regionalne. Jak głosił komunikat rzecznika prasowego PKP S.A., od Celińskiego na nowym stanowisku oczekiwano przede wszystkim usprawnienia procesu eksploatacyjnego.
Dziś nie ma już żadnych wątpliwości, że pod stwierdzeniem „usprawnienia procesu eksploatacyjnego”kryło się oczekiwanie przeprowadzenia cięć w finansowanej przez państwo sieci połączeń pospiesznych. Najlepiej świadczy o tym bilans zaledwie ośmiomiesięcznej działalności Krzysztofa Celińskiego w PKP Intercity. Najpierw –na przełomie czerwca i lipca –opracowanie szeroko zakrojonego planu cięć, a następnie jego wdrożenie z początkiem września. Wrześniowe ograniczenia dotknęły w sumie 40 pociągów w całej Polsce –nie tyko pospiesznych, ale również ekspresowych oraz kategorii Tanie Linie Kolejowe. A biorąc pod uwagę, że według początkowych założeń cięć miało być jeszcze więcej, już trzeba przygotować się na to, że wkrótce PKP Intercity pod wodzą Celińskiego będzie podejmować kolejne próby likwidowania połączeń.
Likwidacje to jedyna dziedzina, za którą z zaangażowaniem zabrał się Krzysztof Celiński po objęciu funkcji szefa PKP Intercity. Jednocześnie zaniedbując tak istotne kwestie, jak chociażby naprawy rewizyjne elektrowozów EP09, obsługujących pociągi kursujące rozkładowo z prędkością 160 km/h, przez co część ekspresów musi być prowadzona przez słabsze lokomotywy. PKP Intercity wciąż nie stworzyło również taktyki związanej z liberalizacją rynku kolejowego, która wchodzi w życie już 1 stycznia 2010 r.
To zadziwiające, że Krzysztof Celiński, który w ciągu minionych 20 lat stał się specjalistą od niekończącego się ograniczania oferty przewozowej, likwidowania połączeń oraz demontowania linii kolejowych, wciąż zajmuje na kolei najwyższe stanowiska.
Zostało jeszcze 90% artykułu.
Aby czytać dalej, dołącz do subskrybentów TransInfo.pl już teraz!
Dla indywidualnych czytelników za 15 zł rocznie, a dla firm od 99 zł rocznie! Sprawdź naszą ofertę:
Masz już subskrypcję?
Komentarze